Znów śmierć na torach

Lokomotywa spalinowa uderzyła w bok nissana i pchała go kilkaset metrów po torach, nim się zatrzymała. Fot. Policja

STALOWA WOLA. Ludzie giną z własnej woli, przez tragiczną nieuwagę, albo w wyniku innych zdarzeń i niestety, tych zdarzeń jest coraz więcej.

Jeszcze nigdy nie było tak tragicznie na kolejowych szlakach w pobliżu Stalowej Woli. W czwartek kilka kilometrów za miastem zginął 66-letni mężczyzna. Trzy dni wcześniej śmierć poniósł 60-latek, a w czerwcu życie skończyła młoda kobieta. Niestety, wszystkie wypadki spowodowały ich ofiary.

Była godz. 19.45 gdy pociąg relacji Stalowa Wola – Lublin przejeżdżał przez Kępę Rzeczycką. Maszynista zauważył czerwonego nissana micrę wtaczającego się powoli na tory. Dał sygnał ostrzegawczy raz, a po chwili drugi. Auto prawie się zatrzymało, a lokomotywa ciągnąca dwa wagony, mimo hamowania, sunęła dalej. Nastąpiło uderzenie w bok czerwonego samochodu, a pociąg zatrzymał się dopiero po ok. 250 m. Kierowca żył jeszcze kilkanaście minut. Reanimowali go przybyli na miejsce ratownicy, ale bez skutku. Maszynista był trzeźwy. Szlak kolejowy między Stalową Wola i Zaklikowem był nieprzejezdny przez przeszło 2,5 godziny.

Wszystko wskazuje na to, że przyczyną tego wypadku było zasłabnięcie kierowcy nissana. Przyznają to liczni świadkowie wypadku i znajomi zmarłego. Był on zawodowym kierowcą i nie wydaje się prawdopodobne, by z takim doświadczeniem wjeżdżał na przejazd, widząc z daleka jadący pociąg. Wcześniejszy wypadek śmiertelny był tragicznym następstwem próby samobójczej. Kobieta, która śmierć poniosła w czerwcu, też wjechała samochodem pod pociąg na niestrzeżonym przejeździe.

jam

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.