Zobacz “Galicyjski sen o Ameryce”

Mężczyźni, niektórzy odziani w tradycyjne płótnianki, żegnają się ze wsią przed wyruszeniem do Ameryki. Zdjęcie wykonane w okolicach Przeworska na początku XX w. Fot. Archiwum

RZESZÓW. Wydarzenie muzealne

Do 30 września  Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie przedłużyło swoją ekspozycję “Galicyjski sen o Ameryce”.  Wystawa miała  być czynna do końca sierpnia. Muzeum jest gotowe jeszcze na później przesunąć termin zamknięcia wystawy, by odwiedziło ją jak najwięcej osób.

Otwarta podczas Nocy Muzeów wystawa o wielkiej zarobkowej imigracji z przełomu XIX i XX z dawnej Galicji do obu Ameryk  cieszy się dużą popularnością. Podczas pierwszej nocy zwiedziło ją prawie 2600 osób. Obrazuje ona długą drogę, jaką musieli przemierzyć  imigranci z biednej galicyjskiej  izby do amerykańskiej Ziemi Obiecanej.

Najciekawszym miejscem wystawy jest inscenizacja kajuty oceanicznego statku Kaiser Wilhelm, którym płynęli mieszkańcy dawnej Galicji. –  Pretekstem do odtworzenia  kajuty była zachowana lista ponad 1000 pasażerów okrętu, w tym wielu Polaków. Na liście widnieje m.in. nazwisko Marii Bargiel  z Lutczy – mówi kierownik muzeum Damian Drąg. – Imigrancką gorączkę rozpętały linie oceaniczne.  Z Ameryki do Europy przywoziły one surowce, w drogę  powrotną zabierały ludzi, by nie płynąć bez załadunku. Kajuty na  trzecim  pokładzie były malutkie, by jak najwięcej ludzi znalazło się na okręcie.  Karta okrętowa kosztowała aż 240 koron, gdy dzienny zarobek wynosił w Galicji 1-2  korony. Podróż do Ameryki Płn. trwał 2 tygodnie, do Ameryki Płd. 20 dni.

Los imigrantów zmierzających do Ameryki Płn. decydował się na niewielkiej wyspie Ellis. Tam byli sprawdzani przez  amerykańskich urzędników pod względem finansowym i higienicznym. Haczykowatym narzędziem (można zobaczyć na wystawie) podnosili powieki i oglądali gałkę oczną, czy imigranci nie są chorzy na jaglicę, nieznaną w Ameryce  chorobę zakaźną.

Damian Drąg podkreśla, że sen o Ameryce ziścił  się głównie w przypadku Argentyny i Brazylii.  Polscy imigranci dostawali tam duże nadziały ziemi, niestety w środku dżungli, którą sami  musieli wykarczować. Z uwagi na czerwony kolor ziemi imigranci nazywali ją “diabelską”.

Wielu Polaków w Ameryce Płd. dorobiło się fortuny, np. Jan Szychowski, założyciel dużej argentyńskiej firmy Amanda, zajmującej się uprawą yerba mate. Dziś jego firmę, która jest  światowym potentatem, prowadzą potomkowie Szychowskiego.

Wystawa powstała ze zbiorów własnych muzeum i placówek ościennych, a także zbiorów prywatnych. Jej kustoszem jest  Elżbieta Dudek-Młynarska. Wystawie towarzyszy ekspozycja zdjęć pokazujących współczesnych potomków dawnych polskich  imigrantów w Brazylii.

Piotr Samolewicz

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Galicjok
Galicjok
6 miesięcy temu

W tamtych latach Karta Okrętowa kosztowała aż 240 koron, gdy dzienny zarobek wynosił w Galicji 1-2 korony.
W 1978 roku bilet do Ameryki kosztowal 30 tysiecy zlotych a zarobki byly okolo 2,5 tys zl na miesiac.
Tak wiec jak widac bilet 100 lat pozniej byl DROZSZY jak w czasach bylej emigracji.

polak z emigracji
polak z emigracji
9 miesięcy temu

Popatrzcie na zdiecia i zobaczycie PRAWDZIWYCH mieszkancow Ameryki a nie kowbojow z filmow jakie wam pokazuja w kinach.
O wlasnie tak wygladali osiedlency na dzikim zachodzie.

rzeszowiak
rzeszowiak
10 miesięcy temu

Spotkałem w Chicago właśnie potomków takich emigrantów z tych ziem w Galicji.
Było to już czwarte pokolenie jakie żyło w Chicago i nigdy nie byli w Polsce, a jeszcze potrafili mówić po polsku z charakterystycznym akcentem dla tych okolic skąd pochodzili ich przodkowie.