Żonobójca stanął przed sądem

Mariusz K., mimo że dotychczas nie przyznawał się do zbrodni, przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu przyznał się do zabójstwa żony. Nie przyznaje się natomiast do zarzutów znęcania się na żoną i starszą córką, o co także oskarżyła go prokuratura. Fot. Bogdan Myśliwiec

Mariusz K., mimo że dotychczas nie przyznawał się do zbrodni, przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu przyznał się do zabójstwa żony. Nie przyznaje się natomiast do zarzutów znęcania się na żoną i starszą córką, o co także oskarżyła go prokuratura. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Mariusz K. w noc sylwestrową zabił 42-letnią żonę. Za ścianą spała… 8-letnia córka małżeństwa.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu ruszył proces 44-letniego Mariusza K. z Kiełkowa koło Mielca, którego prokuratura oskarżyła o zabójstwo żony Moniki. Do tragedii doszło w noc sylwestrową po rodzinnej imprezie. 42-latka zginęła od ciosów nożem. Osierociła dwie córki.

Dramat, który wstrząsną regionem był jedną z pierwszych wiadomości, jaka obiegła Podkarpacie w tym roku. Do tragedii doszło między 1 a 2 w nocy 1 stycznia po skończonej imprezie w jednym z domów w Kiełkowie koło Mielca.

Przebieg feralnej imprezy relacjonował w środę, 11 października, przed sądem szwagier zamordowanej kobiety. Uczestniczył w rodzinnym spotkaniu i dobrze pamięta jej przebieg, bo nie pił alkoholu.

Był wyjątkowo milutki
- To była rodzinna impreza. Szwagier był tego dnia wyjątkowo milutki, jak nie on, po prostu do rany przyłóż. Nieraz podczas takich spotkań wdawał się w kłótnie, miał różne pretensje, bywało nieprzyjemnie. Tym razem był zupełnie inny. Zachowywał się elegancko przy stole, ale faktem jest, że gdy zszedłem z nim do kotłowni na papierosa, to powiedział mi o Monice, „że zabije k… jak się dowie, że go zdradza”. Po powrocie na górę, znów był miły dla wszystkich – mówił przed sądem 47-letni świadek.

Sylwester u rodziny K. skończył się około 1 w nocy. Szwagier ofiary pamięta, że wychodząc zwrócił się jeszcze do oskarżonego, który siedział na narożniku obok śpiącej 8-letniej córki.

- Pożyczyłem mu „szczęśliwego Nowego Roku” i wyszedłem. Do domu mieliśmy 7 km, więc za kilka minut byliśmy w domu. Zawsze czytam synowi przed snem i mimo późnej pory wtedy też zacząłem czytać i słyszałem, że dzwoni mi telefon. Myślałem, że to sąsiad chce jeszcze poimprezować i nie odbierałem. Wtedy do żony przyszła wiadomość od Moniki, że Mariusz chce ją pobić i żebym przyjechał jej na pomoc. Wsiadłem w samochód i pojechałem – mówił mężczyzna.

Leżała w łazience
Po wejściu do domu rodziny K. świadek szukał siostry. – Wołałem ją „Monika, Monika”, ale się nie odzywała. Pomyślałem, że wyciągnął ją na zewnątrz. Wybiegłem i znowu wołałem „Monika, Monika”, ale nigdzie się nie odzywała. Znów wbiegłem do domu, moja matka jeszcze nie spała, weszliśmy znów na piętro i tam, na podłodze w łazience leżała Monika. Miała otwarte szeroko oczy i usta, obok jej szyi była krew. Nie reanimowałem jej, dotknąłem tylko czoła. Siostra zaczynała się już robić zimna. Wybiegłem przed dom i zadzwoniłem pod 112. Powiedziałem, że szwagier zabił siostrę – relacjonował tragiczne chwile brat Moniki K.

Na miejsce dramatu przybyła policja, lekarz stwierdził zgon. Rozpoczęło się poszukiwanie sprawcy, który zbiegł z miejsca zdarzenia.

Przesłuchanie szwagra zmarłej trwało kilkadziesiąt minut. Wszystkie strony procesu miały do świadka wiele pytań. Także o relacje rodzinne, relacje małżeńskie Moniki i Mariusza K., o charaktery ofiary i sprawcy.

Ludzie się go bali
- Szwagier ciągle chodził pijany, w połowie dnia jeszcze się trzymał, ale wieczorem chodził już na czworaka. W domu nie pomagał. Nigdy nie dawał siostrze prezentów, nie mogła na niego liczyć. Miał tylko jednego kolegę. Bardzo źle traktował straszą córkę. Często ją wyzywał – mówił szwagier oskarżonego. – Ludzie go nie lubili, bo się go bali. Bywał agresywny. Na własne oczy widziałem, jak kiedyś omal nie zabił jednego mężczyzny. Złapał go i uderzał jego głową o pień drzewa. Odciągnąłem go wtedy. Innym razem rzucił się do bicia na drugą siostrę, też go wtedy uspokajałem. Poznałem go 20 lat temu w Hiszpanii na jednej imprezie. Siostra zaczęły z nim akurat chodzić i wtedy też wyszedł nagle od stołu, poszedł do łazienki i pięściami porozbijał lustra. Nic się wtedy nie wydarzyło, żeby miał tak zareagować. Nie wiem, dlaczego siostra od niego nie odeszła wcześniej, nie wiem, jak mogła tyle lat z nim wytrzymać. Może to była miłość, a może bała się odejść.

Mężczyzna zapytany o to, czy może powiedzieć jakieś dobre słowo o oskarżonym, przyznaje, że jedyne co my przychodzi na myśl to to, że pomagał mu czasami przy budowie domu.

Z tego co mówił świadek, Monika K. mimo problemów, jakie miała z mężem, nie żaliła się na niego nawet najbliższym. Rodzice mieszkali razem z nią, więc wiedzieli co się działo, ona sama jednak,nie uzewnętrzniała się z tym, co przeżywa. Bratu nigdy się nie zwierzała.

Podczas rozprawy pytano także świadka o obecną sytuację córek, które osierociła zmarła Monika K.

Świadek przyznał, że dziewczynki bardzo przeżywają to, co się stało. Starsza przeżywa gehennę, bardzo często płacze, jeździ często na cmentarz. Młodsza także nie może pogodzić się ze stratą mamy. Ma ogromny żal, pisząc wiersze, próbuje wyrzucić z siebie złe emocje, żyje w ciągłym lęku.

Z zebranego materiału dowodowego wynika, że motywem zbrodni była zazdrość. Monika K. prawdopodobnie chciała sobie na nowo ułożyć życie, a Mariusz K. nie wyobrażał sobie tego, że może od niego odejść. Mężczyźnie grozi dożywotnie pozbawienie wolności.

mrok

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.