Zrobili profesorom wygodę, a Unia ich na tym złapała

Nowoczesna bryła zewnętrzna, pełna elektronika i pustka w środku. Studenci nie mogą się tu uczyć, bo profesorowie chcieli tu odpoczywać. Fot. Autor

STALOWA WOLA. Ktoś spaprał projekt budowy, ktoś inny wziął za to pieniądze, a miasto za fuszerki płaci, żeby „zachować twarz”. Winni architektonicznego bubla twarze pochowali.

Miasto da katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu 595 tys. zł na przeprojektowanie budynku Wydziału Inżynierii Środowiska. Budynek stoi od miesięcy w ogródku jordanowskim i straszy pustkami. Został zbudowany za unijne pieniądze, ale na bakier z planami. Tam gdzie miały być laboratoria, są gabinety i pokoje gościnne dla kadry. Sprawa się wydała i Uniwersytet dostał ulitimatum; albo przebuduje gmach, albo odda pieniądze. I chodzi – bagatelka – o przeszło 20 mln zł.

A co ma miasto do uczelnianego gmachu? Tylko tyle, że dało KUL działkę pod budowę w ogródku, wsparło niedużą kwotą początkową fazę budowy, a przede wszystkim pomogło uczelni dostać olbrzymią dotację z UE. Nie było o nią łatwo, bo nawet ówczesny wojewoda Mirosław Karapyta próbował utrącić uchwałę Rady Miejskiej o wsparciu ze strony miasta budowy kilku budynków uczelnianych. Karapyta przegrał w sądzie i w Stalowej Woli zaczęto budować bazę m.in. dla KUL i Politechniki Rzeszowskiej. Najszybciej stanął budynek dla przyszłych inżynierów środowiska.

3 mln. zł na poprawki, albo 20 do zwrotu

Studenci mieli objąć go w posiadanie na początku października. Drzwi nowoczesnego gmachu nie zostały nwet otwarte na uroczystą inaugurację roku akademickiego, choć jest się czym pochwalić. Wkrótce wyszła na jaw fuszerka, której dopuścił się inwestor w trakcie budowy. W budynku miały być tylko sale wykładowe, sale ćwiczeń i laboratoria. Jakimś cudem znalazły się pokoje dla zmęczonej dojazdami kadry. Trudno to sobie wyobrazić, bo nad wszystkim powinien czuwać inżynier projektu. Był nim przedstawiciel pewnej firmy z Zamościa, który wziął pieniądze za nadzór i teraz jest nieosiągalny dla dziennikarzy. Ktoś projekt zatwierdzał i dziwic może fakt, że budowlane „odstępstwo” wykryto dopiero, gdy doszło do ostatecznego rozliczenia inwestycji.

Budowa kosztowała ponad 22,5 mln. zł. KUL dostał zgodę na przesunięcie końcowego rozliczenia uijnej dotacji, tj. ok. 20 mln. zł, do 2013 r. Chcąc dotację utrzymać, musi przebudować to, co jest między parterem i dachem. Już wiadomo, że przebudowa będzie kosztować ok. 3 mln. zł. Lada dzień studenci zajmą parter i będą słuchać wykładów w odgłosach młotów robotników pracujących na piętrach. Przebudowa będzie możliwa, bo nad inwestycyjną niedolą uczelni zlitowali się radni. – Nie mamy wyjścia. Musimy wesprzeć KUL – powiedział Antoni Kłosowski, przewodniczący Rady Miejskiej nie bawiąc się w głębsze uzasadnianie konieczności wyjęcia z miejskiej kasy sześciu stówek.

Płacimy, żeby o nas źle nie myśleli

- Więcej pieniędzy KUL na pewno już od miasta nie dostanie – zapewnia prezydent Andrzej Szlęzak, absolwent tej uczelni. To zapewnienie wystarczyło 18. radnym, którzy zagłosowali za 600-tysięcznym wsparciem dla Uniwersytetu. Tylko dwie radne wstrzymały się od głosu, nikt nie był przeciwny. – Gdybyśmy nie pomogli teraz KUL-owi, to Stalowa Wola byłaby kojarzona jako ten podmiot, który nie udźwignął inwestycji, a to mogłoby rzutować na dalsze dofinansowania dla naszych projektów z Programu Rozwoju Polski Wschodniej – wyjaśnił włodarz Stalowej Woli.

A jaka jest pewność, że i tym razem zamiast laboratoriów nie powstaną loże?

Jerzy Mielniczuk

do “Zrobili profesorom wygodę, a Unia ich na tym złapała”

  1. orest

    to nech odpowiedzialny za to urzędas odda nam-podatnikom 3mln zł!!!

  2. Stefan

    nie w tym kraju. Tutaj urzędnicy sa bez winy. Wiiny jest motłoch, który coś od nich chce.

  3. ROMAN

    no i proszę a gdzie były wszystkie nadzory- kto to zaklepał- to niech teraz beknie- proste jak prawo cepa nie ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.