Zrzuca winę na nieżyjącego kolegę

Przesłuchani przed sądem ratownicy, policjanci i strażacy nie pamiętają, kto siedział za kierownicą zmiażdżonego forda. Od wypadku minęły 2 lata, a w trakcie akcji skupiali się na ratowaniu wszystkich trzech mężczyzn. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Ruszył proces w sprawie koszmarnego wypadku.

Przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu ruszył proces w sprawie śmiertelnego wypadku, do którego doszło dwa lata temu w Tarnobrzegu. Trzech młodych mężczyzn bez prawa jazdy, za to z puszkami piwa w ręce ruszyło na przejażdżkę, którą zakończyli na oświetleniowym słupie. Jeden z nich zginął, drugi ledwo uszedł z życiem, a trzeci został ciężko ranny.

Do wypadku doszło 9 października 2009 roku. Trzej młodzi tarnobrzeżaninie skrzyknęli się późnym wieczorem, że wybiorą się na nocną przejażdżkę, samochodem ojca jednego z nich. Paweł L. i Rafał Z. pili wcześniej alkohol przed blokiem, potem dołączył do nich wyrwany z łóżka Konrad S. Wsiedli do forda sierry i pojechali w stronę Sandomierza. Kilkaset metrów przed granicą obu miast kierujący pojazdem stracił panowanie nad kierownicą, odbił się od krawężnika i z całym impetem, przy nadmiernej prędkości uderzył w słup oświetleniowy. Siła uderzenia była tak duża, że samochód owinął się wokół słupa. A kierowca i pasażer, który siedział na przednim siedzeniu wgnieceni zostali w siedzenia znajdujące się z tyłu.

Ofiara, czy sprawca?

Akcja ratunkowa trwała kilkadziesiąt minut. Strażacy i ratownicy wydobywali mężczyzn jednego po drugim. Najważniejsze było uratowanie im życia. Niestety 20-letni Paweł L. nie przeżył. Z pierwszych ustaleń wynikało, że to on siedział za kierownicą. Po przeprowadzeniu badań genetycznych, okazało się jednak, że samochodem kierował Rafał Z., a Paweł siedział na siedzeniu pasażera. Prokuratura sformułowała akt oskarżenia przeciwko 20-latkowi.

W miniony czwartek przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu ruszył proces w tej sprawie. Oskarżony Rafał Z. nie przyznaje się do winy i twierdzi, że w drodze do Sandomierza, mężczyźni zatrzymali się na stacji benzynowej, gdzie zamienili się z Pawłem miejscami.

Twierdzą, że się zamienili

- To ja wyjeżdżałem spod bloku, na stacji benzynowej, po zatankowaniu gazu, przejechałem jednak na parking dla tirów i zamieniłem się z Pawłem – mówił mężczyzna. Jego wersję, choć nie w całości, potwierdza trzeci uczestnik wypadku. Konrad S. jechał na tylnym siedzeniu. Przed sądem potwierdził, że choć zaraz po wypadku mówił, że to Rafał prowadził forda, to teraz przyznaje, że na stacji benzynowej, przy dystrybutorze z gazem koledzy zamienili się miejscami i w chwili zderzenia ze słupem, za kierownicą siedział Paweł. – Wtedy byłem w szoku, teraz sobie to przemyślałem i potwierdzam obecną wersję – mówił mężczyzna.

W pierwszym dniu rozprawy przesłuchanych zostało 18 świadków, w tym policjanci, ratownicy medyczni i strażacy. W roli oskarżyciela posiłkowego wystąpił także ojciec nieżyjącego Pawła, który chce bronić dobrego imienia swojego syna i wystąpił od sprawcy wypadku o zadośćuczynienie w wysokości 5 tysięcy złotych.

  W chwili, gdy doszło do wypadku ani Paweł L, ani Rafał Z. nie mieli prawa jazdy. Rafał Z. miał za to 0,38 promila alkoholu we krwi. Ciąg dalszy procesu za miesiąc.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.