Żużlowcy z Rzeszowa giną najczęściej

Lee Richardson jest szóstym zawodnikiem rzeszowskiego klubu, którego karierę zakończył śmiertelny wypadek na torze żużlowym. Fot. Marcin Jeżowski

Lee Richardson wpisał się w ponurą statystykę klubu z stolicy Podkarpacia

Na czele czarnej listy miejsc śmiertelnych wypadków żużlowców w naszym kraju znajduje się Rzeszów. To właśnie na tutejszym torze było ich najwięcej – dziewięć. Najtragiczniejszy był okres pomiędzy 1970 a 1978 rokiem, kiedy to z życiem pożegnało się aż sześciu zawodników. Również żużlowcy rzeszowskiego klubu ginęli na polskich torach najczęściej, bo aż sześć razy.

Pierwszym zawodnikiem rzeszowskiej Stali, który oddał życie za speedway był Stanisław Różański. Dla 23-letniego żużlowca siódmy bieg  meczu ligowego pomiędzy Stalą i Górnikiem Rybnik, rozgrywanego 13 lipca 1958 roku był ostatnim w jego życiu. To właśnie w tym wyścigu, młody rzeszowianin nie opanował motocykla i z całym impetem uderzył w bandę, a następnie przez nią przeleciał. Najdziwniejszym w tym całym zdarzeniu był fakt, że sędzia, mimo makabrycznego wypadku, nie przerwał biegu, bowiem… zawodnik znajdował się po za torem. W wyniku upadku rzeszowianin doznał rozległego urazu mózgu i mimo trepanacji czaszki, zmarł dzień później w szpitalu.

Śmierć rzeszowskiego idola
Na kolejny śmiertelny wypadek rzeszowskiego żużlowca na torze Stali niestety nie trzeba było długo czekać. Niespełna rok od tragicznego w skutkach upadku Różańskiego, podobny los spotkał ówczesną gwiazdę biało-niebieskich, Eugeniusza Nazimka, nota bene człowieka, który uczył żużlowego rzemiosła… Stanisława Różańskiego i jechał razem z nim w jego ostatnim w życiu wyścigu. Jeżdżący trener Stali i jej wieloletni kapitan zginął podczas towarzyskiego meczu z Legią Warszawa. W piątym wyścigu od motocykla Nazimka oderwał się hak, w efekcie czego zawodnik upadł na tor.

Leżącego żużlowca Stali zdołali ominąć Paweł Waloszek i Józef Batko. Nie uczynił tego Stanisław Kaiser, który z całym impetem uderzył w Nazimka. W oczekiwaniu na komunikat lekarzy, sędzia przerwał zawody. Chwilę później do kibiców dotarły tragiczne informacje. W pogrzebie zawodnika, który odbył się 14 lipca 1959 r. udział wzięło blisko 20 tys. osób, a towarzyszyły mu dźwięki klaksonów kilkudziesięciu taksówek i warkot żużlowego motocykla marki FIS, produkowanego przez rzeszowską WSK. Od 1983 roku na rzeszowskim torze rozgrywany jest memoriał jego imienia, który trzy lata temu wygrał… Lee Richardson.

Tajemniczy wypadek Zienkiewicza
Jednym z najbardziej zagadkowych wypadków na rzeszowskim torze był ten z udziałem adepta speedwaya, 24-letniego Leszka Zienkiewicza, który 25 października 1961 roku prawdopodobnie nie miał w ogóle prawa pojawić się na treningu. W zajęciach uczestniczyła bowiem wtedy jedynie pierwsza drużyna (aktualny mistrz Polski), która trenowała przed towarzyskim meczem z ZSRR. Mimo iż żużlowa szkółka zakończyła treningi na początku października, Zienkiewicz z niewyjaśnionych przyczyn zdecydował się wyjechać na tor (dostał na to zgodę!), jak się później okazało, po raz ostatni w życiu. Wypadek ten miała zbadać specjalnie powołana komisja. Jej ustalenia nie ujrzały jednak światła dziennego.

Po 11 latach przerwy przyszedł kolejny “czarny dzień” dla rzeszowskiej Stali. W czerwcu 1972 roku zginął Wiesław Kuźniar, który uczestniczył w karambolu ze swoim bratem, Grzegorzem. Na linii mety maszyny obu zawodników szczepiły się. Bardziej doświadczony Grzegorz, zdążył zeskoczyć z motocykla. Wiesław pojechał prosto w drewnianą bandę.

Ginęli także inni
Sześć lat później po tragicznej śmierci Kuźniara, z życiem pożegnał się Kazimierz Fornal. Po upadku na treningu rzeszowski zawodnik złamał kręgosłup. Młody żużlowiec przebywał najpierw w szpitalu w Rzeszowie, potem w Siemianowicach Śląskich i ponownie w Rzeszowie, gdzie zmarł.

Piątka żużlowców Stali to nie jedyne ofiary rzeszowskiego owalu, gdzie zginęli również zawodnicy innych klubów: Marian Rose, Marek Czerny, Jerzy Białek i Henryk Drozdek. Ten pierwszy był legendą żużla w Toruniu (jego imię nosi obecnie MotoArena w Toruniu). Do tragicznych wydarzeń doszło 18 kwietnia 1970 roku podczas II-ligowego meczu. W pierwszym biegu Rose uderzył głową w bandę, a następnie został potrącony przez zawodnika Stali, Zdzisława Hapa.

31 sierpnia 1972 r. w turnieju Srebrnego Kasku groźny upadek zaliczył żużlowiec Włókniarza Częstochowa, Marek Czerny. Zmarł niespełna miesiąc później. Jerzy Białek uczestniczył z kolei w wypadku, jaki miał miejsce w wyścigu w ramach eliminacji MMPPK, rozgrywanym po spotkaniu ligowym pomiędzy Stalą Rzeszów i Wybrzeżem Gdańsk. Ostatnią ofiarą rzeszowskiego toru był Henryk Drozdek, który na skutek ciężkich obrażeń po upadku w towarzyskim meczu Stali z Gwardią Łódź (25 września 1978), zmarł dwa dni później w szpitalu. Przez kolejne lata opatrzność czuwała i nadal czuwa nad torem żużlowym w Rzeszowie, który nie pochłania już kolejnych ofiar.

Wrocław na czarnej liście
Po 34 latach powrócił śmiertelny koszmar. Ostatnim tragicznym momentem w historii rzeszowskiego speedwaya była miniona niedziela. W wyniku obrażeń odniesionych na torze we Wrocławiu, zmarł Lee Richardson. Był on 41. śmiertelną ofiarą polskich torów żużlowych (pierwszą w stolicy Dolnego Śląska), w tym szóstym zawodnikiem rzeszowskiego klubu, który oddał życie za żużel. Oby ostatnim…

Marcin Jeżowski

do “Żużlowcy z Rzeszowa giną najczęściej”

  1. miastowy

    Niestety dla naszego klubu jak i miasta statystyki są ponure. W zasadzie oprócz silników i motocykli FiSów i ich wpływu na Polski sport żużlowy to drugą rzeczą którą zasłynął Rzeszów w histori żużla nawet światowego to smutna martyrologia
    związana z wypadkami śmiertelnym.
    Bardzo wskazane było by po całkowitej modernizacji stadionu tuż za jednym z głównych wejść umieścić tablice upamiętniającą wszystkich którzy zginęli na rzeszowskim torze jak i wszystkich zawodników klubu.
    Tablica ze zdjęciami i opisem zawodników gdzie zawsze można by zapalić znicza.
    Środowisko żużlowe powinno również wyciągnąć wnioski z tragedii Lee i wprowadzić bezpieczne bandy na całej długości toru! Wiadomo iż już nieraz były takie plany i taka banada stwarzała niebezpieczeństwo bo mogła wciągnąć zawodnika przy minimalnym kontakcie. Dlatego trzeba tak zaprojektować taką badę aby na zewnątrz była jakaś cienka dykta która w razie uderzenia by pekała a podczas kontaktu np. kierownicą zawodnik na motorze mógłby się po tej bandzie „prześliznąć”. Myślę że takie zmiany są nie uniknione i konieczne!!! Zarówno we wszystkich ligach w polsce jak i na świecie. Historia pokazuje że nieraz na prostej są upadki a mamy 2012r. i powinno się uniknąć na zawsze wypadków śmiertelnych w żużlu.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.