Żyje w altanie od 7 lat

To nieprawdopodobne. Tylko u nas dramatyczna historia mężczyzny, który od 7 lat koczuje w altanie na terenie ogrodu działkowego

TARNOBRZEG. Skarżysz się na życie, na zimę? Poznaj pana Mariana. Ma 55 lat. Nie ma pracy, rodziny, ani domu Nie ma nawet adresu, bo żaden urzędnik nie wpisze mu do dowodu, że mieszka w altanie ogrodowej. To, co wydaje się nieprawdopodobne, w Tarnobrzegu dzieje się naprawdę.

Pod nogami śnieg, a w oczy wiatr. Nie jest łatwo dotrzeć do pana Mariana. Latem na teren nadwiślańskich ogrodów działkowych ciągnie sznur działkowiczów, zimą zaglądają tu nieliczny, którzy chcą sprawdzić, czy nikt nie włamał się do ich altan. Jest jednak jedna murowana altana, do której biegnie wydeptana ścieżka.

Tu mieszka człowiek. Latem, wiosną, jesienią i zimą. W sumie już 7 lat. Nie obnosi się z tym. Wiele osób, które mijają go w drodze do swoich grządek, mogą nawet nie wiedzieć, że nie jest on uzależniony od zieleni, ale tu po prostu mieszka.

- Problemy zaczęły się 10 lat temu – zwierza się pan Marian. – W Siarkopolu były zwolnienia i ja też straciłem pracę. Potem rozstałem się żoną i wylądowałem na bruku. Nie miałem gdzie iść, więc zamieszkałem na działce. Miało być na krótko, a jestem tu już 7 lat.

Pan Marian został wymeldowany z mieszkania, które dzielił żoną. Nie ma teraz żadnego adresu, po 10 latach przebywania na bezrobociu, został właśnie wykreślony z rejestru osób pozostających bez pracy. Nie należy mu się renta, na emeryturę jest jeszcze za młody. Nie ma żadnych praw do bezpłatnego leczenia, ciężko by mu było także otrzymać pomoc w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie. Życie bez adresu jest jak banicja. Nigdzie nie mieszkasz, nigdzie nie pracujesz, nikt ci nie pomoże.

Pan Marian musi liczyć tylko na siebie i tak właśnie robi. – Żyję ze zbierania złomu i łapię się różnych dorywczych prac – przyznaje bezdomny. – Zima jest najgorsza, bo o pracę najtrudniej. Altanę zagospodarowałem tak jak umiałem. Mam prąd, łóżko, Matkę Boską, nie jest mi tutaj źle. Gotuję na butli gazowej, gorzej jest z wodą. Mam tylko szpilkę, ale i ją da się zorganizować.

Altana pana Mariana ma kilka metrów kwadratowych. Parter i nadbudówkę. Urządzona jest po męsku. Jest bałagan, ale nie ma zbędnych rzeczy. Teraz najważniejsza jest koza, z której bucha ciepło.

- Jest jak jest – mówi pan Marian. Chciałby, żeby jego życie ułożyło się inaczej, ale czasu nie da się już cofnąć, a z biedy, która go dopadła, uwolnić się równie trudno.

Tarnobrzeżanin wie, że niedawno były wybory, nie głosował, bo nie mógł. Nie wierzy jednak, że ci u górze interesują się tymi na dole.

I coś w tym jest. Patrząc na tego człowieka w jego prowizorycznym domu sama nasuwa się taka myśl, że w magistracie nowy prezydent, a za oknami stara bieda.

Małgorzata Rokoszewska

rokoszewska@gmail.com

Fot. Bogdan Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.