Żyjmy i dajmy żyć innym

Coraz częściej zdarzają się sytuacje że pary, które nie mieszczą się w ogólnie przyjętych “standardach”, musza tłumaczyć się innym z liczby dzieci czy swojej bezdzietności. Fot. Archiwum

Nie ma monopolu na “właściwe” życie prywatne.

Choć wydaje się, że w dzisiejszych czasach ludzie nie interesują się specjalnie prywatnymi sprawami innych, to tylko pozory. Okazuje się, że otoczenie bliższe i dalsze nie tylko bacznie nas obserwuje, ale także ocenia, jeśli nie “trzymamy” standardu w życiu osobistym. Co jest takim standardem? Na przykład góra dwoje dzieci i to koniecznie “parka”. Jeśli ktoś się wyłamuje, czekać go może w najlepszym przypadku litościwe wzdychanie krewnych i znajomych, a w najgorszym otwarte stwierdzenie, że żyje niewłaściwie.

Karina i Andrzej mają prawie 10 lat stażu małżeńskiego i dwoje dzieci. Trzecie w drodze. Tegoroczną Wielkanoc spędzili w domu, nie odwiedzili ani rodziców Andrzeja, ani krewnych Kariny. Powód? – Nie chcieliśmy jeszcze raz wysłuchiwać narzekań na naszą głupotę – mówi szczerze 32-latek. – A jeszcze przed świętami mieliśmy okazję dowiedzieć się, jakie z nas osły z żoną – dodaje. Kiedy Karina powiedziała mężowi, że jest w ciąży ucieszył się bardzo. – Staraliśmy się o kolejne dziecko kilka miesięcy – opowiada 30-letnia przemyślanka. Radosną nowinę przekazali rodzinom i …- To było bardzo przykre – wzdycha Karina. – Teściowa wprost powiedziała, że jesteśmy głupi i, że dziwi się, iż wykształceni ludzie nie umieli się zabezpieczyć przed ciążą – opowiada kobieta. – Nawet jej do głowy nie przyszło, że zaplanowaliśmy to dziecko! Jak się do tego “przyznaliśmy”, było jeszcze gorzej – dodaje.

Macie “parkę”, po co wam kolejne dziecko?

Na wieść o tym, że spodziewają się trzeciego potomka nie lepiej zareagowali znajomi pary. – Stukali się w czoło, albo pytali po co to nam, skoro mamy już “parkę”, to znaczy chłopca i dziewczynkę, zupełnie tak, jakby mówili o parce kanarków, czy królików, a nie o dzieciach – zauważa Andrzej. A może po prostu rodzina i przyjaciele troszczą się, jak para poradzi sobie z trójką dzieci? – Ależ my sobie radzimy! – wyjaśnia 32-latek. – Nie jesteśmy bogaczami, ale jesteśmy samodzielni finansowo – podkreśla. – Nie liczymy na pomoc rodziców ani materialną, ani przy opiece nad dziećmi. Zresztą ich wnuki, a nasze dzieci mają 7 i 3,5 roku i naprawdę bardzo sporadycznie nasi rodzice wykazywali chęć choćby zaproszenia ich do siebie na weekend – mówi Karina. – Po prostu według naszych rodzin i sporej części znajomych nie wypada mieć więcej niż dwoje dzieci, no chyba, że nie ma “parki”, to ewentualnie trzecie jest dopuszczalne – śmieje się ironicznie kobieta. – Doszło już do tego, że my się wstydzimy przyznać, że oczekujemy trzeciego dziecka – dodaje Andrzej.

“Kultura” wścibskich ludzi

Ze swej bezdzietności z kolei tłumaczyła się przez parę lat Agnieszka. – Nigdy nie czułam potrzeby, żeby mieć dziecko – mówi po prostu 37-latka. – Mój mąż także nie miał nigdy “parcia” na potomstwo, więc sytuacja byłaby niemal idealna – dodaje. Byłaby, gdyby nie musieli bez przerwy znosić natarczywych spojrzeń na płaski brzuch Agnieszki na przykład podczas rodzinnych uroczystości, a potem już coraz nachalniejszego wypytywania. – Do ludzi kompletnie nie dociera, że takie kwestie są osobiste i nawet w gronie bliskich nie wypada zadawać tego rodzaju pytań – zauważa Agnieszka. – Jeszcze parę lat temu odpowiadałam szczerze na zapytania o powody bezdzietności, że zwyczajnie nie czujemy potrzeby – mówi. – Teraz pytam takiego pytającego do czego niezbędna mu jest wiedza na temat naszego rozmnażania – uśmiecha się lekko złośliwie. – Większość wówczas baranieje! – dodaje. – Ale nie brak i takich, co dalej usiłują drążyć temat. No i zdarza się, że dowiaduję się o sobie takich rewelacji, że podobno mam usuniętą macicę, albo mój mąż “strzela ślepakami” i to w gronie pozornie kulturalnych ludzi – wzdycha 37-latka.

Singielka z wyboru? To niemożliwe!

Atrakcyjna 28-latka Wiola o swej macicy niczego się od znajomych nie dowiaduje, za to jest “podejrzana”, bo mimo niewątpliwego powodzenia u panów, chce póki co pozostać singielką. – Mam za sobą nieudany kilkuletni związek, który zakończył się bardzo niemiło – wyznaje kobieta. – Miałam depresję, ale jakoś sobie poradziłam. Nie stronię od męskiego towarzystwa, ale na razie nie widzę się w żadnym związku – mówi Wiola. – Nie wiem dlaczego to tak bardzo interesuje ludzi – uśmiecha się 28-latka. – Czy ja komuś wadzę tym, że nie szukam męża? – pyta. Koleżanki Wioli zachęcają ją, żeby się pośpieszyła z zamążpójściem, a panowie, którym daje kosza, gdy chcą zacieśnić kontakty z nią uważają ją albo za zarozumiałą, albo za lesbijkę. – Może to kwestia samooceny tych panów, a ta jest tak wysoka, że podejrzewają, iż heteroseksualna kobieta nie może nie mieć ochoty na związek z nimi – śmieje się Wiola. – Pogratulować samopoczucia – dodaje.

 Nie wchodźmy z butami w cudze życie

Każdy z nas ma prawo żyć, jak chce, jeśli nie krzywdzi tym innych. To, że jakiś model życia jest dominujący w społeczeństwie, nie oznacza bynajmniej, że wszyscy są zobligowani do bodaj dążenia do takiego standardu. Do trzymania się zasad dobrego wychowania też w zasadzie zobowiązani nie jesteśmy. Ale są one swoistym probierzem naszej kultury, więc choćby tylko po to, żeby nie przylgnęła do nas opinia gruboskórnego gbura i wścibskiego plotkarza powstrzymujmy się od oceniania jakości życia innych i wypytywania o nieswoje sprawy. Naprawdę wszystkim będzie tak lepiej, także tym ciekawskim i wszystko wiedzącym najlepiej. Bo będą mieli więcej czasu na swoje sprawy, zamiast namiętnie zaglądać do cudzego ”ogródka”.

Monika Kamińska

do “Żyjmy i dajmy żyć innym”

  1. babcia wez-sie

    fajny i interesujacy artukuł

  2. rzeszowiak

    Tak to jest jak siespotyka na drodze chorych ludzi MAJĄCYCH WIEJSKIE STANDARDY .

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.