15 tys. zł dodatku covidowego za… 30 minut pracy. Nawet kontrolerom, przywykłym do przekrętów, opadły szczęki

Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się dodatkom covidowym, wypłacanym tylko w trzech zachodniopomorskich szpitalach. Ustalenia ich samych zszokowały. Okazało się bowiem, że do dodatków zgłaszane były osoby, które styczności z chorym nie miały, zaś inni otrzymywali nawet po 40 tys. zł miesięcznie (!), choć przepis mówił, że dodatek nie może być większy niż 15 tys. zł. Tymczasem wybrańcom dodatkowe pieniądze wypłacano wielokrotnie w danym miesiącu, np. z tytułu wykonywania pracy w różnych szpitalach. Kontrolerzy NIK znaleźli też przypadki wypłaty 15 tys. zł dodatku covidowego za… 30 minut pracy w miesiącu i nie był to odosobniony przypadek. Inspektorki wyliczyły, że w kontrolowanym czasie (analizie został czas od listopada 2020 r. do 31 maja 2021 r.), aż 18 osób otrzymało dodatki covidowe za… 30 minut pracy w skali miesiąca, w łącznej kwocie ponad 140 tys. zł. Dwie osoby dostały dodatkowe świadczenie covidowe za 40 minut, jedna za 50 minut i kolejna za 53 minuty w miesiącu. Co piąty z tych, którzy pracowali poniżej 24 godzin w skali miesiąca, dostał dodatek w kwotach od 14 do 15 tys. zł. W jednym z kontrolowanych szpitali ustalono, że 61,5 proc. osób otrzymywało dodatek za pracę powyżej 24 godzin w skali miesiąca, ale 38,5 proc. przypadków to takie, kiedy dodatek wypłacony był za pracę do 24 godzin w skali miesiąca. Z tego tytułu wypłacono 8,5 mln zł(!). Kwoty przeznaczone do dodatki covidowe naprawdę mogą szokować. Wrażenie robią także rozbieżności między poszczególnymi placówkami w zakresie otrzymanej kwoty na dodatki covidowe, a liczbą covidowych łóżek. Jeden z kontrolowanych szpitali otrzymał na dodatki kwotę 71 mln zł, choć zapewniał od 63 do 88 łóżek covidowych. Drugi szpital otrzymał 45 mln zapewniając od 15 do 20 łóżek covidowych. Trzeci otrzymał 7 mln zł, a więc dziewięciokrotnie mniej niż pierwsza placówka, mimo że zapewniał od 78 do 127 łóżek covidowych – wyliczała inspektorka. Jak podkreśliła, przeliczając to na liczbę personelu otrzymującego dodatek na dostępne w szpitalu łóżko covidowe, okazuje się, że w jednej z placówek przypadało od 21 do 31 osób na łóżko. A mówią, że brakuje personelu. Im dalej w las, tym więcej drzew, mówi stare przysłowie i to się spełniło co do joty. Na przykład w jednym ze szpitali ustalono, że warunek bezpośredniego kontaktu z osobą zakażoną wirusem SARS-CoV-2 spełniało tylko 10 proc. osób otrzymujących dodatek, a w 90 proc. były adnotacje: „nie można wykluczyć kontaktu z osobą zakażoną, chorą na COVID-19, w ciągu dwóch ostatnich tygodni wynik testu był ujemny, test nie został wykonany, czy nastąpiła odmowa wykonania testu przez pacjenta”. Kontrolerzy ustalili także przypadki osób, które w ogóle nie zetknęły się z osobą zakażoną, ale dodatki dostały. „Wystarczyło dotknąć rąbka szaty, żeby załapać się na dodatek – skomentował ustalenia NIK obecny na posiedzeniu Zespołu ds. Nadużyć i Naruszeń Prawa w związku z COVID-19, poseł Grzegorz Braun. I jak mało kiedy, w tym przypadku się z nim zgadzam. Zastanawia mnie tylko jedno. Ile jeszcze tego typu przekrętów ujrzy światło dzienne i czy ujrzy? A powinno. Wszak wypłacono w sumie prawie 8,9 mld zł dodatków za pracę przy COVID-19, a tylko w grudniu 2021 było to 287 mln zł. Pieniądze otrzymało łącznie 105 tys. osób, a wypłaty dotyczyły 690 podmiotów leczniczych. I dobrze, że wypłacono. Tylko czy wypłacono na pewno tym, którzy ryzykowali swoim zdrowiem, a czasem życiem, opiekując się chorymi na COVID-19, czy tylko kombinatorom za „dotknięcie rąbka”.

Redaktor Anna Moraniec