Biało-czerwony apetyt na sukces

Fot. Archiwum

Meczem z reprezentacją Iranu polscy siatkarze rozpoczną w czwartek rywalizację w turnieju finałowym Ligi Narodów. Spotkanie to jest jednym z najciekawiej zapowiadających się ćwierćfinałów, obok starcia USA z Brazylią. Impreza rusza w środę. Mecze rozgrywane będą w mogącej pomieścić 11 tys. widzów hali Unipol Arena w Casalecchio di Reno, miejscowości położonej na obrzeżach Bolonii.

Polska awansowała do finałów z drugiego miejsca po rundzie zasadniczej, ustępując tylko Włochom, którzy mieli lepszy stosunek setów, a z racji bycia gospodarzem turnieju bez względu na lokatę w fazie grupowej i tak byliby najwyżej rozstawieni. Z dotychczasowych osiągnięć Biało-Czerwonych zadowolony jest były siatkarz i trener Ryszard Bosek. – Na pewno ten wynik jest satysfakcjonujący. To jest drużyna w fazie budowy, z nowym trenerem. Zmieniła się koncepcja, przede wszystkim testowani są nowi rozgrywający. Tylko dwie porażki przy tak dużej rotacji w zespole to na pewno sukces – mówi mistrz olimpijski i świata.
Turniej finałowy w Bolonii rozgrywany będzie systemem pucharowym. Polacy w ćwierćfinale trafili na Irańczyków, więc będą mieć okazję do rewanżu za porażkę 2:3 w fazie zasadniczej. Reprezentacja Iranu była jedną z dwóch, które zdołały pokonać Biało-Czerwonych od początku zmagań w LN. Wcześniej Włosi wygrali z nimi 3-1. W turniejach interkontynentalnych najmocniejszą bronią Polaków była zagrywka. Szczególnie często punktował środkowy Mateusz Bieniek, dzięki czemu uplasował się na piątym miejscu wśród najlepiej serwujących siatkarzy pierwszej fazy LN, a w zmaganiach w Gdańsku także przyjmujący Tomasz Fornal. Jeśli jednak Biało-Czerwoni chcą myśleć o awansie do półfinału, to muszą poprawić przyjęcie, z którym miewali kłopoty, m.in. właśnie w potyczce z Iranem.
– Muszę przyznać, że Iran bardzo dobrze rozegrał ostatnie spotkania, ale nasi zawodnicy byli w tym meczu w zdecydowanie innej fazie przygotowań, ciężko trenowali już pod kątem turnieju finałowego. Myślę, że będą chcieli pokazać, że jednak są lepsi od Iranu. Zakładam, że wygramy, ale pod warunkiem, że będziemy grać zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Iran to drużyna młoda, która czuje się mocna, bo zwyciężała pod koniec fazy zasadniczej. Będzie to bardzo dobry sprawdzian – ocenił Bosek.
Jako pierwsi na boisko w Bolonii wybiegną jednak Amerykanie oraz Brazylijczycy i to właśnie ich starcie zapowiada się najciekawiej spośród pozostałych ćwierćfinałów. Siatkarze z USA, podobnie jak Polacy, w fazie zasadniczej przegrali dwa spotkania i mimo że w ich szeregach brakuje takich gwiazd, jak Matthew Anderson czy Taylor Sander, to imponują skutecznością. „Canarinhos” natomiast ponieśli cztery porażki, ale w każdym kolejnym turnieju grali lepiej. Podobnie jak Biało-Czerwoni, zawodnicy z Brazylii będą mieć w ćwierćfinale okazję do rewanżu – na otwarcie LN ulegli bowiem Amerykanom 1-3. Przed nimi jednak trudne zadanie, gdyż muszą sobie radzić tylko z jednym nominalnym atakującym – Darlanem. Alan, który był pierwszym atakującym od początku zmagań w LN, doznał zerwania ścięgna Achillesa i nie wystąpi już w tym sezonie reprezentacyjnym.
To spotkanie jest ważne z perspektywy Polaków, bowiem właśnie z lepszym w tym pojedynku podopieczni trenera Nikoli Grbica zmierzą się ewentualnie w półfinale. Bosek wskazuje jednak na innych groźnych rywali, z którymi Biało-Czerwoni mogą spotkać się w finale. – Włosi będą najgroźniejsi. Zbudowali mocną reprezentację, a ich siatkówka jest bardzo trudna, bo we wszystkich elementach są dobrzy i trzymają dyscyplinę gry. Oczywiście bazują na zagrywce, choć mają momenty, podobnie jak nasza drużyna, że serwis jest słabszy i wtedy gra im się trochę gorzej. Są już jednak mistrzami Europy, mają przekonanie o własnej sile, no i grają u siebie. Trzeba pamiętać, że Włosi na własnym terenie dają z siebie jeszcze 20 procent więcej niż normalnie – podkreślił były siatkarz. W środę przeciwnikiem Italii w ćwierćfinale będzie Holandia, natomiast ostatnią parę tej fazy tworzą Francuzi i Japończycy.
Największym nieobecnym w składzie reprezentacji Polski, która powalczy w Bolonii o pierwszy triumf Biało-Czerwonych w Lidze Narodów, jest Bartosz Kwolek. Przyjmujący grał w dwóch turniejach interkontynentalnych – w Ottawie oraz w Sofii, notując przy tym bardzo dobre statystyki. Wśród powołanych znalazł się natomiast Bartosz Bednorz, który wystąpił jedynie w ostatnim turnieju w Gdańsku i zagrał w dwóch spotkaniach. Trener Grbić przy wyborze składu zdecydował się także na niecodzienny wariant – do Bolonii zabrał trzech atakujących oraz trzech środkowych, zamiast tradycyjnego układu dwóch atakujących i czterech środkowych.

rm