Chcecie węgiel? To sobie go przywieźcie!

Rzeszów musi sam zorganizować sobie transport zakupionego węgla. W grę wchodzi jedynie kolej. Na wagony trzeba jednak załadować nie mniej, niż 1000 ton. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl (zdjęcie ilustracyjne)

Miało być tak pięknie. Rząd obiecał Polakom węgiel po preferencyjnych cenach i zapewnił, że sprzedawać go będą samorządy. Tym ostatnim nie wspomniał jednak nic o tym, że żeby go odebrać, będą się musiały wybrać np. na Śląsk. Tak jest w przypadku Rzeszowa, dla którego punkt odbioru wyznaczono w siedzibie spółki Tauron Wydobycie.

– To ok. 250 km od Rzeszowa w jedną stronę. Dobrze, że nie musimy go ukopać – mówił w trakcie wtorkowej sesji prezydent Konrad Fijołek. Nie był zbyt zadowolony, humor mu jednak dopisywał, wymienił więc zalety takiego rozwiązania: – Przynajmniej byłby to węgiel nasz, a nie z Indonezji. I nie byłyby to pomalowane kamyki.
Tak naprawdę do śmiechu nikomu jednak nie jest. Od kilku dni władze Rzeszowa szukają rozwiązania. – Staramy się tak zorganizować ten transport, żeby miasto nie musiało dokładać do tej operacji. Sprawa węgla nie jest bowiem taka łatwa, jak wydawało się to na początku, i jak wynikało z rządowych przekazów – mówi Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta. Od początku pewne jest to, że mieszkańcy będą mogli kupić tonę opału za 1980 zł brutto, i że zapewni im to samorząd. – Tyle, że właśnie okazało się, iż rząd nam tego węgla nie dostarczy, i sami musimy go do Rzeszowa przetransportować. W naszym przypadku ze Śląska.
W grę wchodzi tylko transport kolejowy, który jest dużo tańszy niż wynajęcie ciężarówek. Tu pojawił się kolejny problem – żeby było tanio i miasto nie musiało dokładać, na wagony trzeba załadować nie mniej niż 1000 ton, bo takie wymagania ma firma współpracująca z Tauronem. Tyle, że z obliczeń urzędników jeszcze na początku tygodnia wynikało, że rzeszowianie potrzebują nie więcej niż 850 ton. – Sytuacja na szczęście rozwija się dynamicznie. W środę rano nie mieliśmy tego tysiąca. Dziś mamy prawie 550 zgłoszeń z terenu miasta i ponad 130 z gminy Trzebownisko, z którą weszliśmy we współpracę. Ponieważ średnie zamówienie na osobę to ok. półtora tony, dziś już te 1000 ton mamy – mówi rzecznik prezydenta. I przypomina, że zamówienie nadal można składać. Nabór trwa do 2 grudnia.
To jednak nie koniec problemów miasta. Węgiel gdzieś trzeba dostarczyć. I znów – pewne jest to, że mieszkańcy będą go mogli odbierać z Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej przy al. Sikorskiego, gdzie zaplanowano sprzedaż. Tyle, że dostawca chce go zrzucić na stacji w Sędziszowie Młp. Znajduje się przy niej skład i cała potrzebna do rozładunku infrastruktura.
– W tej chwili szukamy innych opcji, cały czas chodzi o redukcję kosztów. Jest szansa, że uda się ten węgiel dowieźć bliżej miasta. I chociaż nie jest to takie proste, jak prezentowano na szczeblu centralnym, mieszkańcy na pewno kupią go w preferencyjnej cenie – zapewnia Artur Gernand.

Grzegorz Król