Człowiek o wielkim sercu

Od lutego br. Mateusz Cetnarski działa na Zanzibarze. Fot. Życie na Zanzibarze

Zaliczył 236 spotkań w piłkarskiej Ekstraklasie i dwa mecze w reprezentacji Polski. Zawsze był piłkarzem innym niż większość jego kolegów po fachu. Latem, zamiast wyjeżdżać z kumplami i dziewczyną na egzotyczne wakacje, organizował turnieje dla dzieciaków z ubogich rodzin i koncerty dla młodzieży w rodzinnej Kolbuszowej. Zrezygnował też z profesjonalnej kariery piłkarskiej, by zostać grającym trenerem klubu PiliPili DB Jambiani FC na Zanzibarze.

Mateusz Cetnarski urodził się 6 lipca 1988 r. w Kolbuszowej. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Kolbuszowiance. To tam uczył się futbolowego abecadła. Następnie, jeszcze jako dzieciak, opuścił rodzinne miasteczko i wyjechał do Łodzi. Tam szkolił się w UKS SMS Łódź i UKS SMS Bałucz. Od początku uznawany był za wielki talent polskiego piłkarstwa.

Z orłem na piersi przeciw Hiszpanii

W 2007 r. zgłosili się po niego właściciele GKS-u Bełchatów. I właśnie w barwach tego klubu popularny „Cetnar” zadebiutował w rozgrywkach Ekstraklasy. Miało to miejsce w meczu z Jagiellonią Białystok. Na początku nie był podstawowym zawodnikiem: raz grał w meczach pierwszego zespołu, a raz w juniorach. W kolejnych sezonach był już czołowym graczem drużyny z Bełchatowa, w której łącznie rozegrał ponad 80 meczów.
W 2011 r. po Cetnarskiego zgłosił się Śląsk Wrocław, wykupując go za 300 tys. złotych. Efekt? Klub z „Cetnarem” w składzie zapewnił sobie mistrzostwo Polski, a później triumfował w Superpucharze po ciężkich bojach z warszawską Legią. W sumie na poziomie Ekstraklasy rozegrał 236 spotkań, strzelił 35 goli. Występował także w: Widzewie Łódź, Cracovii Kraków i Sandecji Nowy Sącz oraz innych mniej znanych zespołach. Dwukrotnie zagrał w reprezentacji Polski: raz przeciw Serbii, drugi raz przeciw prszyszłemu mistrzowi świata, Hiszpanii.
Mateusz jednak nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi. Co wakacje w rodzinnym mieście organizował turniej dla dzieciaków z biednych rodzin pod hasłem „Footballowa Kolbuszowa”. W dziewiątej edycji imprezy, w czerwcu 2017 r. w zabawie wzięło udział blisko 1000 małych piłkarzy i piłkarek. -Prawie 500 dzieciaków zagrało w finale turnieju piłkarskiego, a podobna liczba wzięła udział w olimpiadzie przedszkolaków – cieszył się „Cetnar”. Po atrakcjach dla najmłodszych, przyszedł czas na coś fajnego dla starszych.

Dla ciężko chorego Olusia

Dzięki znajomościom Mateusza, na scenie pojawili się Bzyk i Sztajemka, Green, a na sam koniec – jedna z największych gwiazd hiphopowej sceny, Quebonafide. Raper z Ciechanowa był pod wrażeniem tłumów.
– Też pochodzę z małej miejscowości i nie spodziewałem się, że będzie was aż tylu. Wielki szacun – mówił z podziwem.
Wcześniej Quebonafide pojawił się w drużynie raperów i zademonstrował swoje umiejętności piłkarskie. Miniturniej gwiazd wygrała drużyna oldbojów GKS-u Bełchatów z uznanymi ligowcami w składzie. Na boisku można było też zobaczyć Mateusza, ale też jego dwóch braci
– Łukasza i Tomka, a także dwóch kuzynów – Kubę i Maksa.
Pół roku później Mateusz wziął udział w turnieju piłkarskim na rzecz leczenia cierpiącego na poporodowe porażenie mózgowe Olusia Szymańskiego. Impreza „Gwiazdy na Gwiazdkę” odbyła się w Łowiczu. Kolbuszowianin wystąpił w drużynie Raperzy i Przyjaciele. – To mój drugi turniej w Łowiczu. Uważam, że jeśli impreza ma cel charytatywny, to należy na niej być. W tym roku minie dziesięć lat, odkąd organizuję w Kolbuszowej turniej charytatywny. I wiem co to znaczy, wiem jak ciężka to praca. Dlatego zawsze, jeśli będzie tylko taka potrzeba, będę tu przyjeżdżał – zapewniał Cetnarski.

Makabra pod Werynią

W międzyczasie, w marcu 2016 r. dotknęła go tragedia. W tragicznym wypadku między Werynią a Dzikowcem zginęło pięciu młodych piłkarzy, wszystkich dobrze znał. W związku z tym był jedną z pierwszych osób, które pojawiły się na miejscu tragedii. Akurat był wtedy w rodzinnej Kolbuszowej. Przed obiadem wybrał się na mecz Zrywu Dzikowiec z Wilgą Widełka. Jadąc tam, z powodu wypadku, z braćmi Łukaszem i Tomkiem musieli pojechać objazdem. Nie wiedzieli jeszcze wtedy, jaki dramat tam się wydarzył.
Telefon zawibrował zaraz po rozpoczęciu meczu. Drżący głos powiedział: „Oni”. Natychmiast pojechali na miejsce wypadku. Znajomy policjant przepuścił ich za taśmę. Trudno czasem zrozumieć, w jaki sposób człowiek potrafi poradzić sobie z takim widokiem. No bo co może zrobić, gdy widzi ciała przyjaciół rozrzucone wokół miejsca wypadku? Cetnarski pomagał identyfikować zwłoki… Siedem dni później grał w meczu z Górnikiem Łęczna. Padł remis. Tylko co z tego, skoro świat zatrzymał się nie tylko dla niego…
Z jego inicjatywy zawodnicy Cracovii Kraków, w której wtedy grał, rozgrzewali się w koszulkach z napisem „Krystek wracaj do zdrowia!”, co miało nawiązanie do Krystiana Pydycha, który cudem przeżył wypadek między Dzikowcem a Werynią. W samym meczu piłkarze popularnych „Pasów” wystąpili w czarnych opaskach na ramionach…

Z Polski do Zanzibaru

W lutym 2021 r. Mateusz zaskoczył wszystkich, kończąc karierę piłkarską w kraju i wyjeżdżając do Afryki. Zakotwiczył na Zanzibarze, gdzie związał się z występującą w drugiej lidze drużyną PiliPili DB Jambiani FC. Został jej grającym trenerem. Dyrektorem sportowym klubu jest Żelisław Żyżyński, wieloletni i ceniony dziennikarz Canal+ Sport. To właśnie z jego inicjatywy wychowanek Kolbuszowianki w ogóle pojawił się na Zanzibarze.
– Na początku tego roku napisałem na Twitterze ogłoszenie, że szukam chętnego do wyjazdu. Wymagałem klasy A i języka angielskiego – wspomina Żyżyński. – Efekt był wręcz szokujący. Dostałem ponad 60 zgłoszeń, w tym członków sztabów trenerskich w Ekstraklasie i szkoleniowców z zagranicy. Z częścią rozmawiałem, ale po to, by po kilkunastu godzinach takich rozmów dojść do wniosku, że zaproponuję pracę… Mateuszowi Cetnarskiemu.
– On był piłkarzem innym niż większość, o szerokim spojrzeniu na świat, wielkiej empatii i chęci pomagania innym, wybierającym w wakacje organizację turnieju dla dzieciaków w Kolbuszowej zamiast wyjazdu z kumplami do Dubaju. Stąd moja decyzja.

– Zadzwoniłem do Mateusza w środę wieczorem. W czwartek rano oddzwonił, że się zgadza zostać grającym trenerem. W niedzielę był już w Jambiani. Wraz z nim kilkanaście par profesjonalnych butów piłkarskich, nieosiągalnych na Zanzibarze, zebranych w trzy dni wśród przyjaciół piłkarzy, i powiew innego piłkarskiego świata.

„Jest szefem i przyjacielem”

– Mateusz pokochał ten zespół, a chłopcy pokochali nowego trenera. Przekonał ich umiejętnościami, zaangażowaniem i fachowością. Dziś jest też właściwie menedżerem drużyny, bo zajmuje się nie tylko szkoleniem, ale też szeroko pojętą pomocą.
– To on woził osobiście do Stone Town Tupę, naszego lewego obrońcę, gdy ten na boisku stracił dwa zęby i kapitana Sadru, gdy ten złamał obojczyk. W każdym innym zespole na Zanzibarze nikt nie dałby pieniędzy na ich leczenie, te kontuzje zmieniłyby ich życie, a może skończyły przygodę z futbolem, bo uraz Tupy też groził zakażeniem. Pieniądze i brak świadomości zrobiłyby swoje. Mieli szczęście, że grają z nami w PiliPili.
– Mateusz jest dla chłopaków szefem i przyjacielem. Drogowskazem. Wyznacza im drogę do innego piłkarskiego świata. Nauczył innej etyki pracy, oduczył nawet spóźnień, co przy afrykańskim Pole Pole (potem
– od red.) jest wielkim wyczynem. Okazał się idealnym wyborem, właściwym człowiekiem na właściwym, choć bardzo trudnym miejscu. Porzucił karierę piłkarską, możliwość podpisania jeszcze pewnie kilku lukratywnych kontraktów, by pracować na boiskach gorszych niż te w polskiej A-klasie – przekazywał w mediach społecznościowych Żelek Żyżyński – Oddał PiliPili Dulla Boys całego siebie. Całe swoje serducho…

Paweł Galek

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
kopruch
kopruch
8 miesięcy temu

Jak już komunizm wraca do uni europejskiej jak tak patrzę na zdjęcie to może w tym szaleństwie i niewolnictwo wróci?