Do śmierci koni nie musiało dojść

Fot. Paweł Galek

Śmierć koni, które spłoszone, prawdopodobnie przez sylwestrowe fajerwerki, uciekły z jednej ze stadnin na terenie gminy Kolbuszowa,
poruszyła wielu mieszkańców regionu. Kto odpowiada za tragedię, która rozegrała się w Hadykówce?

Z ustaleń policji wynika, że na pastwisku znajdowało się ponad dwadzieścia zwierząt. Przestraszone przerwały ogrodzenie stadniny i rozbiegły się w różnych kierunkach. Stada w liczbie od kilku do kilkunastu koni widziane były w różnych miejscach na terenie gmin: Kolbuszowa, Cmolas i Niwiska. Pierwszy raz ok. godz. 19 w okolicy w Trześni biegły w stronę Huciska. Później ktoś spostrzegł je w Nowej Wsi, a ok. godz. 20 w Kłodzinach.
– Funkcjonariusze kilkukrotnie sylwestrowego wieczoru interweniowali w związku z tymi zgłoszeniami. W poszukiwaniu koni uczestniczyli także strażacy – relacjonuje Jolanta Skubisz-Tęcza, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej. – Ok. godz. 20, policjanci patrolujący drogę relacji Kolbuszowa – Niwiska, napotkali pięć koni, które udało im się bezpiecznie doprowadzić do stadniny. Godzinę później policjanci interweniowali w Trzęsówce, gdzie mieszkanka tej miejscowości zgłosiła zdarzenie z udziałem zwierząt.
Z relacji kobiety wynikało, że jadąc samochodem zauważyła stado koni. Zatrzymała się, ale niestety, kilka zwierząt uderzyło w jej pojazd. Na szczęście ani jej, ani jadącemu z nią pasażerowi nic się nie stało. Do kolejnego, niestety już tragicznego dla koni, zdarzenia doszło przed godz. 22 w Hadykówce (gm. Cmolas), na drodze krajowej nr 9. – Z ustaleń policji wynika, że kierujący seatem potrącił tam dwa konie i odjechał z miejsca zdarzenia. Na leżące na jezdni zwierzę, najechało jeszcze audi. Kierowca nie odniósł obrażeń, ale uszkodził swój pojazd. Jeden z czworonogów zginął na miejscu; drugi decyzją lekarza weterynarii, z uwagi na obrażenia, został uśpiony – zaznacza Jolanta Skubisz-Tęcza. Dwa dni po zdarzeniu, na komendę zgłosił się 19-letni mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego. Powiedział, że to on kierował samochodem, który zderzył się z końmi na krajowej „dziewiątce” w Hadykówce. Odjechał z miejsca kolizji, bo się wystraszył.
Z informacji przekazanych policji przez właścicielkę stadniny wynika, że konie, które przeżyły, same wróciły do stadniny. Obecnie w tej sprawie mundurowi prowadzą czynności wyjaśniające. Ustalają m.in., czy właściciele spłoszonych koni dopełnili obowiązku właściwego zabezpieczenia zwierząt. Z odpowiedzialnością za wykroczenie musi liczyć się także 19-latek, który kierując pojazdem zderzył się z końmi i zamiast udzielić im pomocy, odjechał z miejsca zdarzenia.

Ucieczka to obronny odruch

O komentarz w sprawie, którą żyje cały region, poprosiliśmy państwo Joannę i Adama Twardowskich, którzy prowadzą stadninę w Dzikowcu k. Kolbuszowej. – Konie jak wiadomo są roślinożercami, a roślinożercy są zwierzętami uciekającymi. Ich pierwszym odruchem obronnym i naturalnym jest ucieczka – tłumaczy pani Joanna. – Najpierw reagują instynktownie – w pierwszym odruchu uciekają około 600 m i dopiero w tej odległości sprawdzają, co ich wystraszyło i czy powinny uciekać jeszcze dalej. Jeśli bodźców jest więcej, jak np. fajerwerki czy inne wystrzały, gdzie mamy nie tylko huk, ale również efekty świetlne, dla konia pojawiają się wokół cienie powstałe w wyniku rozblasku.
I tu kluczowe jest to, że konie widzą je z różnych stron, nie z konkretnego kierunku, dlatego w takim wypadku stado może w strachu podzielić się i rozbiec w różne strony. Jak w związku z tym zapobiegać takim sytuacjom? Czy można przygotować konie do takich przeżyć? – Możemy habituować, czyli odczulać konia na przeróżne bodźce. Jest to podstawowy proces szkolenia bezpiecznych, który pozwala eliminować podobne zagrożenia w przyszłości – wyjaśnia Adam Twardowski. – Możemy z tym walczyć i próbować zakazu fajerwerków lub już wcześniej przygotowywać swoje konie w procesie treningowym, aby fajerwerki nie robiły na nich większego wrażenia. Żadna taśma z prądem czy ogrodzenie, niestety, nie powstrzyma mocno wystraszonych koni.
Dla tych bardziej strachliwych stajnia również nie jest przeszkodą, bo mogą wyjść z niej z drzwiami, nawet robiąc sobie tym dodatkową krzywdę lub zranić się w zamkniętym pomieszczeniu mając ograniczoną możliwość ucieczki.- Nasze konie sylwestra spędziły, część w swoich boksach, inne na wolnym wybiegu. Noc przebiegła spokojnie pomimo wystrzałów. W naszej stajni szkolimy konie i jeźdźców m.in. z Akademią Jeździecką JNBT Andrzeja Makacewicza i przy każdym szkoleniu widzimy zachwycone i niedowierzające twarze uczestników, że te metody naprawdę działają….i to bardzo szybko działają. Konie współpracują, myślą, stają się odważne i szybko się uczą.

Jak mamy reagować?

– Każdy może się zapisać już z początkiem lutego na szkolenie i zobaczyć, jak być wsparciem dla koni, kiedy strzelają petardy – nie kryje satysfakcji. A jak reagować, gdy spotkamy na drodze uciekające spłoszone konie? – Na pewno nie należy stawać im na drodze. Jeśli jest to możliwe, można zabezpieczyć teren np. zatrzymać samochody, odciąć mocne bodźce i powiadomić odpowiednie służby – wyjaśniają nasi rozmówcy. – Należy również przy takim zgłoszeniu poinformować, aby nie jechały w pobliżu zwierząt na sygnale dźwiękowym czy świetlnym, bo to dodatkowo będzie podnosiło stado, czyli stymulowało do dalszej ucieczki. Najlepiej poprosić o pomoc w łapaniu czy zaganianiu osoby, które znają język koni i wiedzą, jak się z nimi komunikować.

Cierpią także psy

Damian Majer, właściciel salonu groomerskiego Furryland Groomer w Kolbuszowej oraz hodowca berneńskich psów pasterskich i właściciel pięciu psów, trzech kotów, podkreśla, że w noc sylwestrową powinniśmy szczególnie zadbać o poczucie bezpieczeństwa i komfort naszych czworonogów. – Niezależnie od tego, jaką mamy opinię na temat puszczania fajerwerków i jak bardzo zwiększa się świadomość na temat niekorzystnych skutków tej rozrywki dla ludzi, zwierząt i natury, naszym obowiązkiem jest przygotować czworonożnych przyjaciół do sylwestra – zaznacza. – Najlepiej rozpocząć te przygotowania znacznie wcześniej, oswajając psa z hałasem i gwałtownymi dźwiękami – radzi. – Dobrym sposobem jest dostarczenie mu podobnych bodźców, np. poprzez puszczanie z telefonu czy głośnika odgłosów fajerwerków w domu, o różnych porach. Musimy przy tym pamiętać, by zachować spokój, nie reagować nerwowo i ignorować zdziwienie i stres psa. Bo on jest wrażliwy na nasze emocje. Jeśli poczuje nasze zdenerwowanie, to ono również mu się udzieli.
– Jeśli jednak nie udało nam się odpowiednio wcześniej przyzwyczaić czworonoga do huku, lub gdy bardzo ciężko przeszedł on zeszłoroczne świętowanie i nie jesteśmy w stanie go oswoić z sylwestrowymi odgłosami, warto udać się do weterynarza kilka dni wcześniej, aby skorzystać z pomocy farmakologicznej. Na rynku dostępne są tabletki, produkty z olejku CBD czy olejki eteryczne, które działają uspokajająco i wyciszająco – podpowiada pan Damian. Jak dodaje, niezwykle istotne jest to, by zapewnić mu jak najlepsze warunki podczas apogeum hałasu. – Pamiętajmy, by w tę noc nie zostawiać psa na podwórku. Weźmy go do domu lub do innego pomieszczenia, które pies zna, w którym będzie się czuł bezpiecznie i z którego nie ucieknie. Idealna byłaby sytuacja, w której będziemy przy naszym pupilu. Pomocne będzie włączone radio lub telewizor, które częściowo zagłuszą huki z zewnątrz. Jeśli pies nadal się denerwuje – nie przytulajmy go w tym czasie – bądźmy opanowani i spokojni, a stres u naszego czworonoga z czasem minie
– przekonuje.

Zadbajmy o własne podwórko

Damian Majer nie chce komentować tragicznej śmierci koni. – Nie mam wystarczającej wiedzy na temat tego wydarzenia. Nie wiem, w jaki sposób właściciele koni przygotowali je do sylwestrowej nocy i z jakimi utrudnieniami się zmagali. Nie mogę więc osądzać, kto był winowajcą tej tragedii z udziałem koni. I to samo radzę innym.
Jego zdaniem, można jednak wyciągnąć z tego wnioski. – Jeśli każdy z nas zadba o własne podwórko i własne zwierzęta, będziemy w stanie zapobiec nieszczęśliwym wypadkom. Osoby, które decydują się na puszczanie fajerwerków powinny wziąć pod uwagę to, że wśród nas żyją zwierzęta. I jeśli chcą hałasować, to niech ograniczą się z tym do sylwestra. Bo rozpoczynanie fajerwerkowej zabawy już w Boże Narodzenie i przeciąganie jej nierzadko aż do 6 stycznia jest dla naszych zwierzaków naprawdę trudne – może powodować popłoch, panikę i traumę. Warto o tym pamiętać…

Paweł Galek

3 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
ROMAN
ROMAN
13 dni temu

No jak to jest w latach 50-tych czy 60-tych jeszcze było sporo „śmieci” po wojnie , potem było strzelanie z karbidu, – czasami kanonada była jak pod Stalingradem.
Koni w tych latach było multum, psy biegały i nikt nie robił problemów.
Dziś takie czasy : to „be”, to wolno, to nie wolno , ktoś głośniej coś powie awantura – chyba ma być cisza i spokój jak makiem siał : O!

pniok rzeszowski
pniok rzeszowski
13 dni temu
Reply to  ROMAN

A ksiądz chłopców przed Wielkanocą podpuszczał pytając czy będą w tym roku strzelali na wiwat. Potem gdy były tragedie to oczywiście ksiądz nie miał z tym nic wspólnego.
Wiem co napisałem bo są to fakty z mojego dzieciństwa.

ekolożka weganka
ekolożka weganka
13 dni temu

Cyt. „Z odpowiedzialnością za wykroczenie musi liczyć się także 19-latek, który kierując pojazdem zderzył się z końmi i zamiast udzielić im pomocy, odjechał z miejsca zdarzenia”. I słusznie. Powinien zrobić koniowi masaż serca połączony ze sztucznych oddychaniem. Ale są tacy, którzy zamiast ratować, to biją konia.

soorbet
soorbet
14 dni temu

Jeżeli konie nie zgłoszą skargi do starostwa ta nie zrobi NIC!
Czy konie mnie słyszą?