Jan B. już 7 lat czeka na proces. Wciąż cieszy się wolnością

Jan B., były poseł PSL, wicemister skarbu i przedstawiciel Sejmu w Krajowej Radzie Sądownictwa jest oskarżony
o kilka przestępstw korupcyjnych. Razem z nim oskarżono także 11 innych osób, które łącznie miały popełnić 26 przestępstw. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Śląski Wydział Prokuratury Krajowej, jednak wciąż nie wiadomo, kiedy rozpocznie się proces. Dlaczego? Nadal bowiem nie ma decyzji o wyłączeniu sędziów Sądu Rejonowego w Rzeszowie z prowadzenia tej sprawy, o co wnioskowali oni sami. Fot. Wit Hadło

Według prokuratury, Jan B. miał przyjąć ponad 900 tys. zł łapówki oraz sztabkę złota od leżajskiego przedsiębiorcy z branży paliwowej, Mariana D. Zarzuty dotyczą też: nakłaniania do przyjęcia korzyści majątkowej, pomocnictwa do wręczania łapówki i nakłaniania funkcjonariuszy publicznych do przekroczenia uprawnień. Były polityk PSL od początku śledztwa nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. Jan B. został zatrzymany 18 listopada 2015 r. przez CBA. Katowicki sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o aresztowanie byłego posła. Uznał, że choć istnieje znaczne prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów, to jednak nie ma z jego strony obawy matactwa.
Wobec Jana B. przeważają zarzuty korupcyjne, a pozostałe zarzuty są związane z nakłanianiem urzędników i przedstawicieli instytucji na działania niezgodne z prawem. Chodzi o naciski, zbieranie określonych informacji i prowadzenie postępowania skarbowego w określonym kierunku. W innym wątku śledztwa Bury został oskarżony o podżeganie do nadużycia władzy przy obsadzaniu stanowisk w NIK. Były polityk PSL był związany z tzw. aferą podkarpacką, w którą zamieszani byli politycy, przedsiębiorcy, prokuratorzy, sędziowie i policjanci.

Sędziowie chcą wyłączenia

Mimo upływu 7 lat od pierwszego zatrzymania Jana B., dotąd nie rozpoczął się proces sądowy byłego polityka. Powodem jest to, że w tym roku po wpłynięciu aktu oskarżenia, sędziowie II i X Wydziału Karnego oraz Wydziału Wykonawczego złożyli oświadczenia z żądaniem wyłączenia ich od rozpoznania tej sprawy. Część sędziów wykazała bowiem, że znała się z poszczególnymi oskarżonymi lub świadkami, którzy byli wcześniej czynnymi sędziami i prokuratorami. Prezes Sądu Rejonowego w Rzeszowie zwrócił się do Sądu Okręgowego z wnioskiem o wyłączenie wszystkich sędziów, którzy nie chcą brać udziału w prowadzeniu rozpraw dotyczących Jana B. Jednak Sąd Okręgowy zdecydował, że o wyłączaniu sędziów może decydować wyłącznie ten sąd, przed którym będzie prowadzona sprawa. – II Wydział Karny Sądu Okręgowego stwierdził niewłaściwość rzeczową wniosku Sądu Rejonowego i przekazał tę sprawę z powrotem do tego sądu – informuje Brygida Gradkowska-Ferenc, sędzia i rzecznik prasowy Sądu Okręgowego. – Zgodnie z procedurą karną, o wyłączeniu orzeka sąd, przed którym toczy się postępowanie – wyjaśnia. Prawdopodobnie w Sądzie Rejonowym zostanie utworzony skład sędziowski, który rozpozna żądania sędziów o wyłączenie ich w sprawie byłego posła PSL i 11 innych osób. Tajemnicą poliszynela jest fakt, dlaczego to wszystko trwa tak długo, co z kolei przekłada się na odwlekanie terminu wyznaczenia rozprawy dotyczącej oskarżonego m.in. o korupcję byłego polityka, któremu grozi do 12 lat więzienia.

Mariusz Andres