Jeśli policjant nie był pijany to dlaczego uciekł?

Toyota kierowana przez policjanta sforsowała ogrodzenie i wjechała do ogródka na terenie jednej z prywatnych posesji. Dzień po wypadku samochód został zabrany i zabezpieczony przez policję. Świadek czuł od policjanta alkohol. Fot. Martyna Sokołowska

Wyjaśnianiem okoliczności wypadku w Huzelach z udziałem leskiego policjanta, który uciekł z miejsca zdarzenia, zajmie się Prokuratura Rejonowa w Sanoku. Wobec 45-letniego funkcjonariusza toczy się postępowanie dyscyplinarne. Grozi mu wydalenie ze służby.

Chodzi o bulwersującą sprawę, której szczegóły opisywaliśmy na łamach Super Nowości. Z 6 na 7 maja około godziny 1 w nocy w miejscowości Huzele w powiecie leskim doszło do zderzenia audi z toyotą.
Jak wynika ze wstępnych ustaleń policji, audi, którym podróżowała czwórka młodych ludzi, jechało w kierunku Hoczwi. Nagle kierowca zauważył na swoim pasie światła jadącego prosto na niego samochodu. Aby uniknąć zderzenia, skręcił na przeciwny pas, ale jego pojazd został uderzony w tył przez toyotę. W wyniku uderzenia audi kilkukrotnie obróciło się wokół własnej osi i po przejechaniu kilkudziesięciu metrów zatrzymało się na poboczu. Toyota sforsowała ogrodzenie i wjechała do ogródka na terenie jednej z prywatnych posesji.
Audi kierował 20-letni mieszkaniec powiatu leskiego, w chwili wypadku był trzeźwy. W samochodzie oprócz niego znajdował się jego kolega i dwie koleżanki, wszyscy w podobnym wieku. W wyniku zderzenia nie odnieśli poważniejszych obrażeń.
Kierowca toyoty przed przyjazdem policji oddalił się z miejsca zdarzenia.
Dotarliśmy do świadka wypadku. W rozmowie z Super Nowościami relacjonował, że to wysoki, łysy mężczyzna. – Zapytałem, czy coś mu się stało, ale odpowiedział, że nie. Prosił, aby nie dzwonić na policję. Czułem od niego alkohol. Zerknąłem do samochodu, poduszki powietrzne były wystrzelone, w aucie leżała butelka wódki – relacjonował Super Nowościom.
Z naszych ustaleń wynika, że to wysoko postawiony policjant zatrudniony w Komendzie Powiatowej Policji w Lesku. Aspirant Katarzyna Fechner, rzecznik prasowa Komendy Powiatowej Policji w Lesku w rozmowie z Super Nowościami potwierdziła, że toyota biorąca udział w wypadku należy do niego.
Funkcjonariusze policji z psem tropiącym przez kilkanaście godzin szukali mężczyzny. Jak informowała nas rzeczniczka, mundurowi nie zastali go w miejscu zamieszkania, nie odbierał też telefonu.
W sobotę o godzinie 18 policjantka potwierdziła, że „w wyniku czynności operacyjnych” mężczyzna został odnaleziony. Nie zdradziła jednak, gdzie przebywał, ani czy i jak tłumaczył swoje zachowanie.
Mężczyzna został przebadany alkomatem, urządzenie nie wykazało zawartości alkoholu w organizmie. Została mu też pobrana krew do badań.
– Wszystkie niezbędne czynności zostały przez nas wykonane, samochód wraz z zawartością został zabezpieczony. W komendzie zostało wszczęte postępowanie wewnętrzne w sprawie funkcjonariusza. Do wykonania jest szereg czynności, w tym m.in. przesłuchanie sporej liczby świadków. Wszelkich szczegółowych informacji będziemy udzielać bliżej zakończenia postępowania
– powiedziała Super Nowościom aspirant Katarzyna Fechner.
Zgodnie z Ustawą o policji czynności prowadzone w ramach wewnętrznego postępowania dyscyplinarnego należy ukończyć w terminie 30 dni. Jeśli okaże się, że funkcjonariusz dopuścił się nieprawidłowości, grozi mu nawet wydalenie ze służby.
Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że wieczór poprzedzający wypadek policjant miał spędzić w jednym z bieszczadzkich pubów. Obiekt, jak twierdzi nasz informator, jest monitorowany. Kobieta, która odebrała podany na stronie lokalu telefon, nie chciała z nami rozmawiać. Nie udzieliła nam też informacji, czy funkcjonariusz był tego wieczoru w lokalu i czy pił alkohol.
W zderzeniu audi i toyoty żaden z uczestników nie odniósł poważniejszych obrażeń, zostało ono więc zakwalifikowane jako kolizja. Zgodnie z przepisami, oddalenie się z miejsca kolizji przez sprawcę, nie jest przestępstwem.
Materiały zebrane przez policję zostały przekazane Prokuraturze Rejonowej w Lesku, która złożyła wniosek o wyłączenie jej z postępowania. Finalnie sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Sanoku, która zajmie się wyjaśnianiem dokładnych okoliczności zdarzenia.

Martyna Sokołowska