Ku przestrodze świrom politycznym od liberalizacji prawa do posiadania broni

fot-kaminska (1).jpgWszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym, co stało się wczoraj w szkole w Uvalde w amerykańskim stanie Teksas. 18-latek, który na swe urodziny sprezentował sobie dwa karabiny, postrzelił swoją babcię, a następnie ruszył do szkoły. I tam zaczął strzelać do dzieci – 19 z nich zabił. Miały od 7 do 10 lat. Zginęło też dwoje nauczycieli. Życie stracił też sam napastnik, Salvador Ramos, którego zastrzelił agent straży granicznej. Na razie nie ustalono, czy Ramos użył w masakrze w szkole swoich urodzinowych „prezentów”, czy też innej broni. Rzecz działa się w Teksasie, gdzie w ciągu ostatnich pięciu lat w podobnych do tego ostatniego atakach na szkoły, zginęło aż 85 osób. A do strzelanin dochodzi tam nie tylko w szkołach. W 2019 roku doszło do strzelaniny w sklepie Walmart w El Paso, w której zginęły 23 osoby, a 23 kolejne zostały ranne. Teksas to specyficzny stan USA. Obowiązuje tam bardzo restrykcyjne prawo, a kara śmierci nadal jest wykonywana. Jednocześnie są bardzo liberalne warunki posiadania broni palnej, a od września zeszłego roku każdy, kto skończył 21 lat, może mieć ją przy sobie w miejscu publicznym bez żadnego pozwolenia. Tak zdecydował tamtejszy gubernator Greg Abbott. Teraz zapewne wszyscy współczują rodzinom ofiar masakry w Uvalde, współczuli też ofiarom innych strzelanin w stanie Teksas i nie tylko. Ale nie brak w Polsce ludzi, którzy mają obsesję na punkcie tego, by zliberalizować u nas przepisy dotyczące posiadania broni. Słyną z tego politycy Konfederacji różnego szczebla, a także Partii Republikańskiej Adama Bielana. No bo to takie fajne – ma się broń pod ręką, ktoś nam się do domu włamie – można się bronić, napadnie na nas – można się bronić. Zwolennicy liberalizacji prawa do posiadania broni w Polsce swoje postulaty w tej kwestii przedstawiają także w mediach społecznościowych i przekonują do nich innych. Ba, piszą nawet, że uczą swoje dzieci od maleńkości obchodzenia się z bronią. A kiedy Rosja napadła na Ukrainę, dla takich ludzi stało się to wodą na młyn! Przekonują, że powinniśmy wszyscy mieć broń, bo przecież nie wiadomo, co Putinowi do głowy – nomen omen – strzeli! Jesteśmy w razie czego – bezbronni. Tymczasem w zeszłym roku w Polsce wydano niemal 20 tys. pozwoleń na broń. To o ok. 4 tys. więcej niż w latach poprzednich. Spośród nich większość dotyczyła posiadania broni do celów kolekcjonerskich (9 tys. 233) i sportowych (6 tys. 806). 3 tys. 676 wydanych pozwoleń dotyczyła celów łowieckich, zaś 113 – szkoleniowych. Tylko 81 pozwoleń wydano do celów ochrony osobistej. Trudno powiedzieć, czy ta niewielka stosunkowo liczba świadczy o tym, że czujemy się jednak bezpieczni, czy też wynika to z warunków, które trzeba spełnić, by prywatnie posiadać broń. Zwolennicy broni w każdym domu i w każdej dłoni chcieliby, by zwyczajnie tych warunków nie było, albo były minimalne. Bo obywatel ma prawo się przecież bronić! Ano prawda. Obywatel ma też prawo się przemieszczać samochodem, ale żeby móc to robić samodzielnie, trzeba zdać egzamin na prawo jazdy. Bo przecież ktoś, kto nie umie jeździć i wsiadałby za kółko, byłby potencjalnym zagrożeniem dla siebie i innych użytkowników ruchu drogowego. Ale już ktoś niezrównoważony i mający broń – w oczach zwolenników liberalizacji prawa do posiadania broni – takim zagrożeniem nie jest! Salvador Ramos niewątpliwie miał jakieś problemy ze sobą. Mimo to mógł kupić sobie broń, bo takie jest prawo w Teksasie. Teraz w Uvaldo 21 rodzin opłakuje swoich bliskich, których zabił 18-latek. Być może ktoś z naszych rodzimych zwolenników posiadania broni przez każdego zacznie nas teraz przekonywać, że gdyby zabici nauczyciele (i zabite dzieci) też posiadali giwery, to zastrzeliliby Ramosa szybciej niż on zastrzelił ich. Prawda jest jednak taka, że te 21 osób zginęło, bo prawo (!) Teksasu pozwala na posiadanie broni przez każdego! A broń w ręku osoby już tylko niezrównoważonej, czy skłonnej do agresji jest jak brzytwa w łapie małpy – zdarzyć się może po prostu wszystko. I w Teksasie takie masakry z użyciem broni palnej zdarzają się najczęściej. Rodzi się pytanie: czy my chcemy u siebie takich sytuacji w szkołach, sklepach, czy innych miejscach? Każdy – łącznie ze zwolennikami liberalizacji naszego prawa do posiadania broni – odpowie najpewniej „Nie!”. No to porzućmy pomysły o „dawaniu małpie brzytwy”.

Redaktor Monika Kamińska