Legion ratujący życie

Wolontariusze Legionu Gerarda podczas zabezpieczania medycznego festynu. Fot. Archiwum Legionu Gerarda

Ciemna noc, temperatura poniżej zera. Zimno w dłonie nawet w rękawiczkach. Buty grzęzną w błocie – każdy krok jest dwa razy trudniejszy. Widać tylko światło latarek trzymanych przez ludzi przemierzających trakt. Nie krzyczą jego imienia. Wiedzą, gdzie jest jego telefon. Po półtorej godziny docierają do jego właściciela. Niestety, 38-latek z Gorzyc jest martwy. Nie żyje od dwóch dni. Tym razem nie udało się odnaleźć zaginionego na czas.

21-letniego Krzysztofa budzi telefon od Artura. Jest druga w nocy. Trzeba jechać na akcję. Ktoś zaginął i policja potrzebuje wsparcia. Mężczyzna ubiera się ciepło. Wsiada do samochodu i jedzie. Na miejscu są już wszyscy. Witają się, rzucają kilka żartów. Kiedy przychodzi czas na omówienie taktyki, nagle wszyscy poważnieją. Po ustaleniu kolejności działań idą do lasu. Czy uda się odnaleźć zaginionego żywego? Z nadzieją i obawą ruszają w ciemny las. W takich przypadkach liczą się sekundy. – Każda akcja, na którą wyjeżdżamy jest inna – mówi Artur Jabłoński, założyciel grupy Legion Gerarda, która bezpłatnie zajmuje się poszukiwaniem zaginionych osób od 2017 roku. – Jedną z najtrudniejszych akcji, ze względu na liczbę wyjazdów, były poszukiwania kuracjusza w Iwoniczu-Zdroju. Szukaliśmy go trzy tygodnie. Codziennie po kilka godzin, 15 osób przeczesywało teren miasteczka – wspomina ratownik. Wyzwaniem były też następstwa wojny w Ukrainie. Legion wyjeżdżał za granicę, wożąc paczki, od 24 lutego 2022 roku, aż do końca sierpnia.

Chcieliśmy robić coś więcej

Wolontariusze działający w grupie odnajdują zaginionych w każdych warunkach. Współpracują z policją, która dzieli się informacjami uzyskanymi od rodziny. W ten sposób odnaleźli już kilkadziesiąt osób. Zawsze mają nadzieję, że zdążą. – Założyliśmy Fundację Wsparcie 112 w kilka osób. To byli ludzie, którzy chcieli robić coś więcej dla innych. Wiedzieliśmy, że nie ma takiej grupy poszukiwawczej na Podkarpaciu, a jest taka potrzeba, bo zaginięć jest coraz więcej. Do tej pory w poszukiwania zaangażowany był GOPR, ale oni głównie mają pracować w górach, czy terenach trudno dostępnych – wymienia Artur Jabłoński. – Przez pierwszy rok robiliśmy pokazy pierwszej pomocy i zabezpieczenia medyczne festynów, a pieniądze z nich inwestowaliśmy w sprzęt – dodaje. W 2018 roku fundacja powołała do życia Grupę Poszukiwawczą „Legion Gerarda”. Obecnie w organizacji udziela się 38 osób: 5 ratowników medycznych, 18 ratowników KPP, 2 fizjoterapeutów, 2 terapeutów do spraw uzależnień, 2 policjantów, psycholog i 8 wolontariuszy.

Pomagają seniorom i walczącej Ukrainie

Poszukiwania to niejedyny zakres działalności ratowników. Uczą młodzież, dzieci i dorosłych jak udzielać pierwszej pomocy. Zabezpieczają medycznie imprezy plenerowe oraz organizują akcje charytatywne. Przykładem jest „Solidarni z Seniorami”, gdzie dzięki szczodrym sponsorom Legion Gerarda przywozi samotnym osobom paczki świąteczne. – Jeśli ktoś chce zostać członkiem Legionu Gerarda, musi mieć chęci do pracy, bo działamy o różnych porach dnia i nocy. Ważnym atutem jest przeszkolenie medyczne, ale jeśli ktoś go nie ma, to możemy go nauczyć. Podczas akcji poszukiwaczej wolontariusz ma sprawdzić akcje życiowe odnalezionego, zrobić krótki wywiad. Muszą to być osoby pełnoletnie – mówi ratownik – Przygotowujemy nową osobę do wyjścia w teren, omawiamy wszystkie etapy poszukiwania, pokazujemy, jak pracujemy. Dopiero po szkoleniach wewnętrznych, bierzemy nowego na poszukiwania – mówi Artur Jabłoński. Przez 5 lat działalności Legionu i Fundacji Wsparcie 112 wolontariusze wzięli udział w 119 akcjach poszukiwawczych. – Większość z nich zakończyła się odnalezieniem zaginionych osób – podkreśla ratownik. I apeluje o przekazanie na działalność grupy 1,5 proc. podatku (KRS 0000270261, cel szczegółowy: Legion Gerarda 12038). Dzięki temu wsparciu, wolontariusze Legionu Gerarda będą mogli być jeszcze lepsi w tym, co robią.

Kinga Dereniowska