Linette w ćwierćfinale

Fot. FB Magda Linette

Magda Linette wygrała z rozstawioną z numerem czwartym Francuzką Caroline Garcią 7:6 (7-3), 6:4 i awansowała do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju Australian Open w Melbourne. Kolejną rywalką polskiej tenisistki będzie Czeszka Karolina Pliskova (nr 30.).

Awans do ćwierćfinału Australian Open to największy sukces w karierze 30-letniej poznanianki. W światowym rankingu Linette zajmuje 45. miejsce, ale w przyszłotygodniowym notowaniu po raz pierwszy zamelduje się w czołowej „30”. Tylko w pierwszej rundzie Polka mierzyła się z zawodniczką teoretycznie słabszą. Wówczas pokonała 54. na liście WTA Egipcjankę Mayar Sherif 7:5, 6:1. Następnie wygrała z rozstawioną z numerem 16. Estonką Anett Kontaveit 3:6, 6:3, 6:4 i Rosjanką Jekateriną Aleksandrową (nr 19.) 6:3, 6:4. Mecz z Garcią wydawał się zadaniem ekstremalnie trudnym, ale Linette znalazła sposób na wygranie, choć początek nie był obiecujący. Polka dała się przełamać w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych i po kilku minutach przegrywała 0:3. Od tego momentu jej serwis funkcjonował już jednak bez zarzutu. Do końca meczu Francuzka nie miała kolejnej okazji na przełamanie. Linette odrobiła straty i doprowadziła do tie-breaka. W nim nawet przez moment nie przegrywała. Od stanu 4-3 zdobyła trzy punkty z rzędu i znalazła się w połowie drogi do sprawienia sensacji. W drugim secie Linette kontynuowała bardzo dobrą grę, a Garcia miała problem z wygrywaniem gemów przy własnym serwisie. W siódmym, trwającym blisko dziesięć minut, zwyciężczyni ubiegłorocznego WTA Finals obroniła cztery break pointy.
W dziewiątym gemie Garcia już się nie uratowała. W nim Linette ją przełamała, a kilka minut później zamknęła spotkanie, które trwało blisko dwie godziny. – Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Brakuje mi słów. Myślę, że kluczem do wygranej był mój serwis. Jak tylko go poprawiłam sprawy zaczęły układać się znacznie lepiej – powiedziała na korcie.
Linette po raz czwarty w karierze pokonała zawodniczkę z czołowej dziesiątki rankingu. Jej sukces z trybun oglądała była tenisistka Agnieszka Radwańska, która w Melbourne startuje w pokazowym turnieju legend. Linette od początku zmagań w Melbourne prezentuje bardzo uważną grę, która skutkuje małą liczbą niewymuszonych błędów. Tym razem popełniła ich 14, a rywalka aż 35. W starciu z Garcią Polka zdołała dorzucić coś jeszcze – agresywną grę przekładającą się na zagrania wygrywające. Zanotowała ich 25 wobec 27 Garcii. Kilka godzin wcześniej Pliskova wygrała z Chinką Zhang Shuai (nr 23.) 6:0, 6:4. Czeszka w 2017 roku przez siedem tygodni była na czele rankingu tenisistek, a teraz pasuje się na 31. pozycji, o 14 wyżej niż Linette. W oficjalnych meczach Polka ze swoją czeską rówieśniczką mierzyła się dziewięć razy. Odniosła tylko dwa zwycięstwa, ale pokonała ją w ich ostatniej konfrontacji – w listopadzie w turnieju finałowym Billie Jean King Cup. Była też blisko sukcesu na otwarcie ostatniej edycji US Open, a faworytka przechyliła szalę na swoją korzyść dopiero w tie-breaku trzeciej, decydującej partii. Pliskova w dorobku ma 16 tytułów w imprezach WTA. W 2016 roku grała w finale US Open, a pięć lat później w finale Wimbledonu.
– Cieszę się, ale to nie koniec. Jest jeszcze parę meczów do rozegrania, więc nie tracę koncentracji – przyznała Magda Linette. – Grałam bardzo solidnie, choć zaczęłam trochę za wolno. Znałam moją rywalkę, trenowałyśmy razem, ale nie sądziłam, że na początku będzie aż tak szybko. Zwłaszcza po drugim podaniu mocno mnie naciskała. Cieszę się, że później trochę lepiej zaczęłam serwować, bo o to chodziło, żeby jak najszybciej wygrywać swoje gemy serwisowe i sprawiać jej jak najwięcej trudności, kiedy ona serwowała, a ja returnowałam – analizowała Linette przed kamerami Eurosportu.
Polka grała spokojnie, ale pewnie. Była regularna w całym, trwającym prawie dwie godziny meczu. – To wynikało też z tego, że mamy trochę inny styl. Ona gra tak, aby budować akcje i spychać przeciwnika do defensywy, więc te jej niewymuszone błędy są wliczone w taktykę. U mnie nie. Ja muszę być bardzo solidna, budować sobie akcje spokojnie, bo nie mam aż takiej siły. Nie mogę jednak być zbyt pasywna, ale muszę utrzymywać niski poziom niewymuszonych błędów. Cieszę się też, że zwłaszcza mentalnie jestem w stanie to wytrzymać – przyznała 30-letnia poznanianka. Jednym z jej atutów na antypodach jest przygotowanie fizyczne. Jak przekazała, okres przygotowawczy z trenerem Markiem Gellardem był przed tym sezon nieco inny niż wcześniej. – Robiliśmy tak naprawdę dużo mniej niż przed każdym innym sezonem. Poza tym pierwszy raz skończyliśmy poprzedni sezon tak późno i mam wrażenie, że to trochę pomogło, bo miałam krótszą przerwę między grą w turniejowym stresie. Jednak same przygotowania zrobiliśmy dużo, dużo lżejsze i mam wrażenie, że jestem dużo świeższa – tłumaczyła. Linette dopiero w 30. starcie w Wielkim Szlemie nie tylko po raz pierwszy dotarła do najlepszej ósemki, ale debiutowała już w 4. rundzie. – Byłam tyle razy w 3. rundzie, że wiedziałam, iż stać mnie, by zrobić ten jeden krok więcej. I nie było wcale tak daleko od drugiego tygodnia. Pokonywałam rywalki wyżej notowane ode mnie, dlatego pojawiała się frustracja, że dlaczego tak długo nie mogłam zrobić postępu w Wielkim Szlemie. A pojedyncze błędy przekładały się na większe straty, itd. Dlatego, choć oczywiście bardzo dużo pracowaliśmy nad moją grą, ale jednak zmiana podejścia, takie dorośnięcie, większa dojrzałość emocjonalna, lepsze kontrolowanie emocji to była wielka rzecz dla mnie i całego teamu – mówiła na konferencji prasowej. Dlatego nie kryła radości z życiowego sukcesu. – Cieszę się, ale to nie koniec. Jesteśmy w połowie turnieju, jest jeszcze parę meczów do rozegrania, więc nie tracę koncentracji i skupiam się na kolejnej rundzie – podsumowała Linette, która zarobiła już w tym roku w Melbourne ok. 380 tysięcy dolarów amerykańskich, a 430 punktów rankingowych pozwoli jej w pierwszym notowaniu po Australian Open zadebiutować w czołowej „30” listy światowej. W „wirtualnym” zestawieniu plasuje się na teraz na 28. pozycji.

rm