Mamy swój styl

Fot. Maciej Goclon

– Po pierwszej rundzie fazy grupowej LM jesteście w bardzo dobrej pozycji wyjściowej, aby wywalczyć awans do następnej rundy. Trzeba jednak tego przypilnować, zdobywając kolejne cenne punkty.
– Zdecydowanie tak. Mamy dobrą sytuację. Co prawda mieliśmy ostatnio drobne problemy przeciążeniowe u kilku dziewczyn, ale po kilku dniach wszystko powinno wrócić do normy. Postaramy się przygotować jak najlepszą strategię na wtorkowe spotkanie z mistrzem Ukrainy, być może nieco inną od tej, jak graliśmy w pierwszym meczu z tym zespołem. Ważne, żebyśmy przystąpili do rywalizacji w dobrych nastrojach i z pewnością siebie. Zobaczymy czy Ola Szczygłowska już wróci do gry, czy jeszcze będzie na to za wcześnie, ale w razie czego może ją zastąpić Daria Przybyła. Magda Jurczyk powinna być już gotowa do gry. Mamy na szczęście szeroki skład i każda z dziewczyn jest gotowa nam pomóc i zagrać bardzo dobrze. Zobaczymy, w jakim składzie ostatecznie przystąpimy do tego spotkania, ale niezależnie od tego będziemy przygotowani do walki.
– Czy oprócz tych małych urazów przeciążeniowych zespół po przerwie świąteczno-noworocznej jest wciąż w wysokiej dyspozycji i utrzymuje formę z końcówki 2021 roku?
– Z formą dziewczyn jest bardzo dobrze, co było widać chociażby w meczu w Łodzi, który był w naszym wykonaniu lepszy niż ten u siebie z Pałacem. Tak to już jednak z nami bywa, że zwykle gorzej prezentujemy się właśnie z tymi teoretycznie słabszymi drużynami, a z silniejszymi jesteśmy gotowi do gry na najwyższym poziomie. Dlatego do tej pory graliśmy tak dużo tie-breaków i pogubiliśmy punkty z zespołami, które powinniśmy pokonać za trzy punkty. Najważniejsze jednak, że dziewczyny dobrze pracują i nie narzekają. Czasem są takie momenty w sezonie, kiedy trzeba mocniej popracować po to, żeby to przyniosło efekt na przyszłość. Mamy swój styl pracy i określony plan. Moim zdaniem, po krótkiej przerwie na święta nasza dyspozycja jest całkiem dobra i dziewczyny bardzo mocno pracowały w ostatnim czasie, bo za chwilę będziemy rozgrywali już mecz za meczem i tego czasu na spokojne treningi już tyle nie będzie. Natomiast w dłuższej perspektywie powinniśmy zobaczyć pozytywne efekty pracy, jaką niedawno wykonaliśmy.
– Jak oceni pan na ten moment dyspozycję Marty Krajewskiej; ile czasu potrzeba jej, aby grać na takim poziomie jak przed kontuzją?
– Marta też bardzo mocno pracowała w ostatnich tygodniach i zdała wszelkie testy wytrzymałości, co nie było łatwe dla jej kolana. Nie mogliśmy mieć pewności, że to będzie tak dobrze wyglądało. Okazało się jednak, że odbudowane po operacji kolano jest w bardzo dobrym stanie. Marta ciężko pracuje, żeby wrócić na swój najlepszy poziom. Już widać u niej poprawę w kilku elementach, w których prezentuje się nawet lepiej niż przed kontuzją. Na pewno potrzebuje więcej gry i rytmu meczowego. Dopiero od pewnego czasu trenuje z nami w szóstkach, ale już jest gotowa, żeby nam pomóc, a dla drużyny jej powrót do gry to bardzo dobra wiadomość, zwłaszcza że wróciła na boisko dużo szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Na szczęście zarówno operacja, jak i potem żmudna praca z rehabilitantami i całym naszym sztabem od przygotowania fizycznego, przebiegały bardzo dobrze. Wszyscy wykonali bardzo dobrze swoją pracę, a dzięki temu Marta jest już do naszej dyspozycji.
– Co w takiej sytuacji z Julią Bińczycką – zostanie z drużyną do końca sezonu czy dostanie szansę gry w innym zespole?
– Jeszcze tego nie wiemy. Wciąż dużo pracujemy także z Julką, ale oczywiście inaczej, bo nie poprzez gry w szóstkach. Do końca stycznia mamy czas, żeby podjąć decyzję w jej sprawie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jej postawy. Bardzo ciężko z nami pracowała i zrobiła postęp w grze. W kilku meczach odegrała ważną rolę, czy to wchodząc z ławki, czy zaczynając spotkanie od początku. Moim zdaniem, ona jest teraz już zupełnie inną zawodniczką niż kilka miesięcy temu. Bardzo fajnie jest obserwować jej rozwój w grze i zobaczymy, jaka będzie jej rola w przyszłości. Oby też nie spotkały nas żadne kontuzje.
– Po powrocie ze świąt do Rzeszowa mógł pan spotkać po latach swojego byłego trenera z czasów gry w lidze hiszpańskiej – Marcelo Mendeza, który przejął zespół Asseco Resovii. Czy było to dla pana zaskoczeniem?
– Tak, ale jestem bardzo szczęśliwy, że Marcelo jest w Rzeszowie. To świetny szkoleniowiec i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jestem też szczęśliwy, że możemy znów często ze sobą rozmawiać. To jest również wspaniały człowiek. W ostatnich latach spotkałem go tylko kilka razy w Brazylii. Natomiast w okresie gry w zespole z Majorki, w latach 2004 – 2007, kiedy był moim trenerem, bardzo dobrze nam się pracowało i świetnie to wspominam. To jest jeden z najlepszych szkoleniowców, z jakimi kiedykolwiek pracowałem i był dla mnie niewątpliwie inspiracją, jeśli chodzi o sposób prowadzenia zespołu oraz sukcesy, jakie osiągał ze swoimi drużynami. Cieszę się, że po wielu latach przerwy znów mamy ze sobą częsty kontakt.
– Jest pan rozczarowany, że ostatecznie nie został pan wybrany przez PZPS na szkoleniowca reprezentacji Polski, czy też spodziewał się pan, że wybór padnie jednak na Włocha?
– Myślę, że w przypadku trenera kadry kobiet wybór nie był tak oczywisty, jak miało to miejsce z kadrą męską i Nikolą Grbiciem. Szanuję jednak decyzję federacji. Stefano Lavarini to bardzo dobry trener i na pewno współpraca z nim będzie z korzyścią dla reprezentacji Polski.
– Czy to oznacza, że zostanie pan na dłużej szkoleniowcem zespołu z Rzeszowa?
– Jest to możliwe.
rm

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments