Metamorfoza wałbrzyszan

Koszykarze Rawlplug Sokoła mieli duże problemy z defensywą zespołu z Wałbrzycha. Fot. Sebastian Maślanka/FB Sokół Łańcut

Porażką Rawlplug Sokoła zakończył się drugi mecz finałowy (rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw). Teraz rywalizacja przenosi się do Wałbrzycha, gdzie ekipa z Łańcuta nie może sobie pozwolić na dwie przegrane.

– Zespół z Wałbrzycha wszedł w to spotkanie z naprawdę dużą energią – mówi Dariusz Kaszowski, trener Rawlplug Sokoła. – W pierwszej połowie trafiali praktycznie wszystko, co sobie wypracowali. Wykorzystali sytuacje otwarte, wykorzystali też rzuty pod naciskiem obrońców i choćby sama skuteczność 9/10 za trzy punkty (Sokół trafiła 2 na 12 -przyp. red)w pierwszej połowie, stworzyła właśnie tę różnicę punktową, która później utrzymywała się praktycznie przez cały mecz. Walczyliśmy do końca, żeby zniwelować dystans, niestety zespół z Wałbrzycha był lepszym i wygrał zasłużenie. Teraz musimy przeanalizować to spotkanie, wyciągnąć wnioski i na pewno lepiej się przygotować na obniżony skład zespołu z Wałbrzycha. Brak lidera zespołu z Wałbrzycha (Hubert Pabian doznał urazu pachwiny na rozgrzewce – przyp. red.) uskrzydlił gości. Pozostali gracze pokazali ogromny hart ducha. Swoją agresją, determinacją i walką wyciągnęli ten dzisiejszy mecz, gdzie brakowało właśnie ich lidera – mówi szkoleniowiec zespołu z Łańcuta, który w niedzielnym meczu prowadził tylko raz przez 19 sekund 2:0. – Górnik zagrał na bardzo dobrej skuteczności, pomimo że brakowało u nich lidera Huberta Pabiana – mówi Michał Lis, rozgrywający Rawlplug Sokola. – Zagrali niższym składem i troszkę nas tym zaskoczyli. Udało im się trafić kilka dużych, ciężkich rzutów i niestety pierwsza połowa, gdzie wynik oscylował – 17 pkt. do połowy zrobił im mecz, że tak powiem. Ciężko było nam do tego wrócić, staraliśmy się to zrobić w drugiej połowie, ale Górnik utrzymywał przewagę i niestety się nie udało – mówi gracz zespołu z Łańcuta, w którym najbardziej zawodziła skuteczność, zwłaszcza w rzutach za trzy punkty, które są najgroźniejszą bronią Rawlplug Sokoła. – Złapała nas taka niemoc i ciężko powiedzieć, z czego to wynika, bo dzień wcześniej zagraliśmy super mecz, na bardzo dobrej skuteczności. Czasami tak bywa, że raz się zagra dobrze, raz się zagra źle, dlatego to są play-offy. Mamy teraz czas na analizę naszej gry i poprawienie naszej obrony i gry w ataku. Do Wałbrzycha jedziemy wygrać co najmniej jeden mecz – zapowiada Lis.
Zgoła odmienne nastroje panowały w ekipie z Wałbrzycha, która w sobotę przegrała 77:114, a w niedzielę zagrałam koncertowo. – Dobrze zareagowaliśmy po porażce – mówi Łukasz Grudniewski, trener Górnika Trans.eu. – W pierwszym meczu finałowym Sokół rozegrał świetne spotkanie i celnie trafiali. Bardzo dobrze przeanalizowaliśmy ich grę, dzięki czemu dobrze odpowiedzieliśmy, zrealizowaliśmy założenia taktyczne, a przede wszystkim zostawiliśmy bardzo dużo charakteru i zdrowia na boisku. Seria przenosi się do Wałbrzycha. Sokół i my, to dwa najlepsze zespoły w tej lidze i właśnie dlatego spotkaliśmy się w finale i będziemy walczyć o kolejne zwycięstwa – mówi trener ekipy z Wałbrzycha, a rozgrywający Kamil Zywert dodaje: – Po sobotniej porażce wyszliśmy na boisko z taką sportową złością i pomimo zmęczenia udało nam się zatrzymać gospodarzy na naprawdę niskiej skuteczności. Nie mieli aż tyle otwartych rzutów i myślę, że to był klucz do zwycięstwa. Przenosimy rywalizację do Wałbrzycha, gdzie na pewno będziemy mocno walczyć. Myślę, że będą to ciężkie spotkania, bo oba teamy będą miały czas, żeby się zregenerować – mówi Zywert, który na pytania, skąd taka metamorfoza w rzutach za trzy, gdzie w sobotę jego zespół trafił 6 na 21, a dzień później już do przerwy 9 na 10 odpowiada: – Myślę, że mieliśmy nieco lepiej głowy wyczyszczone. Wiedzieliśmy, że nie mamy nic do stracenia. Pierwszy mecz to był blamaż, dlatego też chcieliśmy się odgryźć. Udało się, co pokazuje tylko, jak ważna jest w koszykówce dyspozycja dnia. W sobotę nie trafialiśmy nic, a w spotkaniu wyglądało to znacznie lepiej, ale też znacznie lepiej wykorzystywaliśmy swoje przewagi. Nie tylko na obwodzie, ale też pod koszem płynność w grze była zachowana. Nie graliśmy tylko jednowymiarowo, czyli tylko pod kosz, albo tylko rzuty z dystansu, tylko dziś dobrze się to zazębiało. Każdy dołożył swoją cegiełkę, dlatego możemy cieszyć się ze zwycięstwa – kończy Kamil Zywert, który w latach 2016-2018 bronił barw Sokoła.

Rafał Myśliwiec