Miasto chce kompromisu z właścicielami działek

– Kolportowana podczas protestów cena 500 zł za ar jest kompletnie wyssane z palca – mówi Andrzej Dec, przewodniczĄcy Rady Miasta.
– Miasto nie zamierza w jakikolwiek sposób przejmować działki opisane jako zieleń krajobrazowa – dodaje. Fot. Wit Hadło

Mieszkańcy kilku rzeszowskich osiedli sprzeciwiają się planom władz Rzeszowa, które chcą tworzyć nowe tereny zielone
w mieście. Protestujący zarzucają prezydentowi Konradowi Fijołkowi, że gdy zostanie uchwalone nowe Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta Rzeszowa, to nie będą mogli budować domów.
– Władze naszym kosztem chcą poprawić statystyki terenów zielonych, a cena naszych działek spadnie z 25 tys. zł za ar do 500 zł – mówią. Jednak Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta Rzeszowa, uspokaja, że ceny nieznacznie spadną, a 500 zł za ar to cena wyssana z palca.

Do 30 czerwca mieszkańcy osiedli: Matysówka, Biała, Słocina, Budziwój i innych części miasta mogą składać uwagi do projektu studium. Propozycje zanalizuje Biuro Rozwoju Miasta Rzeszowa, a prezydent zdecyduje, które z nich uwzględni, a które przedstawi Radzie Miasta do odrzucenia. Ta procedura potrwa i raczej nie ma szans, że nad zmodyfikowanym projektem tego dokumentu głosowanie radnych odbędzie się w tym roku. Bardziej możliwy termin to początek 2023 r.
Oburzenie mieszkańców wywołuje ingerencja miasta w prawo dysponowania swoją ziemią. Można to zrozumieć – podkreśla radny Andrzej Dec – trzeba jednak pamiętać, że na tym właśnie polega planowanie i uprawnienie, a nawet obowiązek gminy do opracowania Studium.
– To wszystko nie zmienia faktu, że sytuacja jest trudna – stwierdził przewodniczący RM Andrzej Dec. – Jakiekolwiek zastosujemy rozwiązanie, to część mieszkańców znajdzie się w lepszej sytuacji, bo ich działki na pewno da się zabudować, a część w gorszej, bo ich sytuacja nie będzie już tak jednoznaczna.

Radny Dec: – Sprzeciw mieszkańców wyolbrzymiony

– Ten sprzeciw mieszkańców, muszę to powiedzieć, aczkolwiek zrozumiały, jest w wielu przypadkach wyolbrzymiony
– przekonuje Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta Rzeszowa. – Ponieważ argumenty, jakie są używane, są często przesadzone. Słyszę, że mieszkańcy oczekują, żebyśmy dali im gwarancję, że tych planów dla peryferyjnych osiedli nie opracujemy. Jestem przekonany, że tak będzie, jednak gwarancji takiej dać nie możemy. Choćby dlatego, że musiałaby ona sięgać poza koniec tej kadencji władz miasta. Za niespełna półtora roku będą wybory samorządowe, będą nowi radni i to oni będą decydować. Moje przekonanie, że i oni takich planów nie uchwalą, wynika z bezsensowności takiego planowania. To bowiem kosztuje i do niczego jeszcze długo nie będzie potrzebne.
– Podkreślić należy, że nie jest tak, jak mówią mieszkańcy, że miasto zamierza w jakikolwiek sposób przejmować działki opisane jako zieleń krajobrazowa
– wyjaśnia radny Dec. Kto je do tej pory uprawiał, dalej będzie to mógł robić. Bedzie także mógł na dotychczasowych zasadach uzyskać decyzję o warunkach zabudowy, ponieważ na terenach niedawno przekazanych do Rzeszowa nadal nie ma i nie będzie planów, które by to wykluczyły.
Zamiar wykupu będzie dotyczyć tylko terenów przeznaczonych pod drogi lub zieleń publiczną. W takim przypadku, w razie braku porozumienia co do ceny, stosuje się wywłaszczenie, a wtedy cenę ustala rzeczoznawca. Jeśli taka cena właściciela nie satysfakcjonuje, to może wystąpić do sądu. Dlatego proponowana tu i ówdzie cena 500 zł za ar jest kompletnie wyssana z palca. Jak te ceny będą się kształtować, tego nie wie nikt. Nie jest wykluczone, że po niedługim czasie sytuacja się uspokoi, a ceny ustabilizują. Być może jak mówi radny miejski reprezentujący w Radzie Miasta Platformę Obywatelską, na poziomie wprawdzie niższym, ale zapewne nie aż tak bardzo, jak to dzisiaj niektórzy próbują wmawiać.

Kompromis z mieszkańcami konieczny

Radny Dec zaznaczył w rozmowie z Super Nowościami, że władze miasta muszą znaleźć jakiś kompromis. Choć nie wszystkich będzie można zadowolić. Teraz jest jednak czas na dyskusję i próby znalezienia rozwiązania optymalnego. W tym powinni wziąć udział wszyscy zainteresowani. Po wprowadzeniu niezbędnych zmian do projektu Studium, na koniec będą podjęte decyzje ze świadomością, że jak nie jednym, to drugim władze się narażą.
Konieczność uchwalenia studium wynika z tego, że w wielu miejscach stare studium jest nieaktualne, a zmiany punktowe byłyby cerowaniem starego płótna. Miasto ma obowiązek posiadania takiego dokumentu obejmującego cały jego obszar, tymczasem na części terenów przyłączonych żadne studium nie obowiązuje. W kilku, a może i kilkunastu miejscach władze miasta chcą pilnie opracować plany, jednak to, co zamierzają w nich zapisać, byłoby z obecnie obowiązującym studium niezgodne, a zmiany punktowe nie byłyby racjonalne.

„Nie” dla chaosu w zabudowie

– Chcemy zapobiec bezwładnej zabudowie, czyli np. niedopuścić do budowania bloków na osiedlach domków jednorodzinnych – wyjaśnia Andrzej Dec.
– Chcemy także zablokować nadmierne rozlewanie się miasta, czyli budowanie bez ładu i składu. Przede wszystkim w miejscach, w których nie ma niezbędnej infrastruktury technicznej, a zabudowa miałaby charakter małych wysepek, do których trzeba tę infrastrukturę dopiero doprowadzić.
Przewodniczący RM dodał, że specjaliści z Polskiej Akademii Nauk policzyli, że to zjawisko, zwane fachowo suburbanizacją kosztuje Polaków 80 mld zł rocznie. Zamiar zrealizowania tego ostatniego, najważniejszego, chyba, celu wygenerował w Rzeszowie najwięcej protestów. Władzom miasta zależy, aby zadbać o większą ilość zieleni w mieście, bo – jak pokazują statystyki – mamy jej w Rzeszowie stosunkowo mało. Dotychczasowa praktyka sytuowania nowej zabudowy i projektowania zagospodarowania terenu nie była – zdaniem radnego Deca – delikatnie mówiąc, najlepsza. I to należy zmienić, ale decyzje należy podjąć w kompromisie z mieszkańcami.

Mariusz Andres