Mieszkanka do radnych: – Na swoje diety macie, a dla nas nie

Kadr z nagrania wystąpienia pani Stefani i na sesji Rady Miejskiej. Fot. Archiwum

Pani Stefania Czachor, mieszkanka Kolbuszowej, przyszła na ostatnią sesję Rady Miejskiej, by wygarnąć obecnym na sali obrad co o nich myśli. Radnym dostało się za to, że chcą podnieść diety. Starsza kobieta nie szczędziła też słów krytyki pod adresem urzędników – szczególnie tych, którzy zajmują się opieką społeczną. – Na nowy rok życzę wam przede wszystkim uczciwości – oświadczyła mieszkanka osiedla św. Brata Alberta.

O przygotowywanych podwyżkach diet radnych pisaliśmy już w Super Nowościach. Obecnie szeregowy radny dostaje 816 zł, szef komisji – 876 zł, wiceprzewodniczący rady i szef komisji – 1360 zł i przewodniczący rady – 1900 zł. Jak słyszymy, podwyżki diet mają być duże, mówi się nawet o ich wzroście aż o 100 proc. To nie pierwsza taka sytuacja.

„Moje dziecko umarło”

Półtora roku temu samorządowcy chcieli sobie podnieść diety… ponad dwukrotnie. Najwięcej, bo 3027 zł miał zyskać przewodniczący rady. Dwaj jego zastępcy mieli dostawać po 2351 zł. Miesięczne uposażenie pozostałych radnych miało wynosić 2029 zł. Ostatecznie, po nagłośnieniu tej propozycji w mediach, temat upadł. Teraz jednak powraca. Wczoraj po południu odbyło się w tej sprawie posiedzenie komisji Mandatowo-Regulaminowej Rady Miejskiej.
Do informacji, które ukazują się na ten temat, odniosła się pani Stefania Czachor, mieszkanka okolic ul. św. Brata Alberta. Kobieta w tym celu osobiście przybyła na ostatnią sesję Rady Miejskiej. – W latach 80. prosiłam o pomoc w kolbuszowskiej opiece społecznej. Miałam chore dziecko. Chodziło mi o przysługujący mi dodatek za prąd. Usłyszałam: „jak ktoś nie ma pieniędzy, to nie je szynki, tylko pasztet”. Moje dziecko było chore i umarło.

„Szanujcie ludzi trochę”

– Minęło prawie 40 lat, ale chyba niewiele się zmieniło. Od jednej z mieszkanek mojego osiedla usłyszałam, że dostała opiekunkę dla swojego męża na dwa miesiące, bo na więcej nie było pieniędzy. To dla radnych są, choć chyba nie mają źle, a tutaj nie ma? Przecież wszyscy mamy jednakowe żołądki. Szanujcie tych ludzi trochę. Podaję tylko dwa przykłady, choć jest ich więcej. Życzę wszystkim uczciwości w tym nowym roku – dodała.
Do słów mieszkanki odniósł się burmistrz Jan Zuba: – Od lat 80. dużo się zmieniło, dziś Polska zupełnie inaczej wygląda – oświadczył.
– Urzędników, których wspomina pani Stefania, już dawno nie ma, oni są na emeryturze. Obecni pracownicy pomocy społecznej ciągle są przeze mnie uczulani, że oni są dla ludzi, a nie ludzie dla nich. Oczywiście, że może czasem komuś zabraknie współczucia i empatii, żeby wysłuchać petenta do końca. Niemniej jednak bardzo zależy na tym, żeby pracownicy pomocy społecznej jak najlepiej służyli mieszkańcom. Służyli, bo ich praca polega właśnie na służbie – podkreślił.

Paweł Galek