Mocne wejście „Nowego Teatru”

W poniedziałek w Teatrze im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie rozpoczął się Festiwal Nowego Teatru. Zainaugurował go Teatr Nowy w Poznaniu spektaklem „Beniowski. Ballada bez bohatera”. To historia o autentycznej postaci, Maurycego Beniowskiego, awanturnika, którego wyczyny i słowiańska fantazja zainspirowały Juliusza Słowackiego do napisania poematu. Jednak nie o tym na początek…

Po wejściu do foyer teatru im. W. Siemaszkowej byłem mocno zaskoczony liczbą widzów, których tylu już dawno nie widziałem w naszym teatrze. A ten wprost pękał w szwach. Na dodatek w większości byli to młodzi ludzie, licealiści, studenci…

Od razu przypomniało mi się powiedzenie mistrza Leszka Mądzika, który podczas naszych występów Sceny Plastycznej KUL, kiedy to ludzie wprost zabijali się przed kasami o bilety, mawiał z typowym dla siebie poczuciem humoru: „Jest głód sztuki w narodzie”. Było to prawie dwadzieścia lat temu i dlatego tym bardziej widok młodzieży na festiwalu uradował moje serce, bo oznacza to, że młodzi nie siedzą tylko przed ekranami swoich komputerów, nie żłopią browarów w pubach, ale żywo interesują się sztuką i kulturą. Trzeba im tylko dać ku temu powody. A tych, moim zdaniem, dostarczyli organizatorzy festiwalu z dyrektorem Janem Nowarą na czele. Zapewne wpływ na taką frekwencję miała także cena biletu, zaledwie 10 zł na każdy spektakl. Dodam tylko, że nurt nowego teatru wcale nie jest łatwy w odbiorze. To nie przygłupawe komedyjki ze znanymi z seriali telewizyjnych aktorami sypiącymi ze sceny dorożkarskim humorem, ale spektakle wymagające refleksji, wrażliwości, myślenia, inteligencji i poczucia humoru, bo właśnie tego od widzów wymagali twórcy spektaklu „Beniowski. Ballada bez bohatera” w reżyserii Małgorzaty Warsickiej. Pierwsze minuty spektaklu, nie ukrywam, były dla mnie trudne. Zaatakowały mnie obrazy, dźwięki i słowa, których w żaden sposób nie mogłem ogarnąć, a po pięciu minutach miałem serdecznie dosyć. Jednak wziąłem sobie do duszy nauki Andrzeja Jurgi, znakomitego reżysera dokumentalisty, który kiedyś mi powiedział, że po 15 minutach można ocenić, czy film jest ciekawy i wartościowy, czy nie. Zastosowałem tę zasadę do spektaklu i opłaciło się, bo z każdą minutą spektakl wciągał mnie coraz bardziej. Na scenie pięć śpiewających młodych kobiet w nowoczesnych kostiumach. W tle żywy zespół muzyczny grający czasem ostro, czasem robiący tylko tło dźwiękowe i to nie byle jakie, bo dźwięki genialnie dopasowywały się do akcji scenicznej, a z tego chaosu zaczęły wyłaniać się obrazy w mojej głowie, wywoływane przez kolejne aktorki, a to opowiadające, a to śpiewające historię awanturnika Beniowskiego. I robiły to genialnie, dopasowując się do muzyki granej na żywo przez trio. Czasem same łapały za instrumenty, dołączając do muzyków i dopełniając przy tym wokalnie dźwiękową materię. Ta z kolei świetnie pasowała do scenografii metalicznej i błyszczącej. Takie były też same dźwięki… metaliczne i błyszczące. Świetna praca reżysera dźwięku, scenografa i reżysera światła dopełniły dzieła reżyser Małgorzaty Warsickiej. Wszystko przemyślane i nieprzypadkowe. Aktorki z dowcipem, a czasem przejmująco odgrywały kolejne role, nawiązując do antycznego chóru greckiego, w którym łączyły się ze sobą trzy elementy – muzyka, taniec i śpiew, a ich obecność była raczej słuchowiskiem niż widowiskiem. I to mnie też bardzo pozytywnie zaskoczyło. Przypomniałem sobie radę Macieja Drygasa – reżysera, scenarzysty i producenta filmów dokumentalnych oraz audycji radiowych, który na zajęciach dziennikarstwa radiowego radził nam, byśmy poszli w jakieś publiczne miejsce i na dłuższy czas zamknęli oczy. Tak zrobiłem podczas spektaklu. Wniosek nasunął się natychmiast. Moim zdaniem, spektakl broni się jako słuchowisko radiowe. Warstwa dźwiękowa jest tak bogata, że z powodzeniem spektakl można go tak potraktować.

Jeśli poziom festiwalu się utrzyma, to już teraz mogę pogratulować jego organizatorom, że pomimo wielu trudności losowych, jakimi była tragiczna śmierć współpomysłodawczyni festiwalu dr Joanny Puzyny-Chojki, dopięli swego i zrealizowali kolejną, piątą już edycję Festiwalu Nowego Teatru.

Marcin Żminkowski

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments