Na ile rozumiemy, co mówią młodzi?

Corocznie w plebiscycie Wydawnictwa Naukowego PWN w ramach programu „Ojczysty – dodaj do ulubionych” wyłaniane jest Młodzieżowe Słowo Roku. To wyraz, który młodzi używają najchętniej, ale jego znaczenie nie jest oczywiste dla innych. Rok 2018 rok był rokiem „dzbana”, a 2019 „alternatywki”. W 2020 r. plebiscytu nie rozstrzygnięto, bo propozycje zgłoszone uznano za zbyt wulgarne. W 2021 zwyciężył „śpiulkolot”, a w minionym roku – „essa”. Ktoś nie wie, co oznaczają? No właśnie…
 
Słów i skrótów niezrozumiałych dla tzw. starych jest znacznie więcej. Np. popularne zapożyczenia z angielskiego „IMO” oznacza „moim zdaniem, wg mnie”, „BTW” – „nawiasem mówiąc, abstrahując od głównego wątku”. O ile znaczenia tych skrótów możemy się domyślić znając podstawy angielskiego, o tyle już popularne wśród młodzieży słowo np.„jesieniara” niewiele może mówić pokoleniu 40+ i starszym. A to określenie dziewczyny lub kobiety, które lubią jesień i mają nostalgiczne usposobienie. „Bezbek” to z kolei określenie czegoś, co z założenia miało być zabawne, ale okazało się kiepskim żartem niewywołującym „beki”, czyli po prostu śmiechu. „Ogar” to już nie tylko nazwa polskiej rasy psów myśliwskich, ale też bardzo pozytywne słowo określające osobę zorientowaną w danym temacie, czyli po prostu „ogarniętą”. „Hajs” to w młodzieżowym języku pieniądze, przez wcześniejsze pokolenia nazywane „kasą”, „walutą”, a jeszcze wcześniej „forsą”. Podczas spowodowanej pandemią koronawirusa konieczności zdalnego nauczania ukuło się wyrażenie „odciszyć się”, czyli ponownie włączyć dźwięk w urządzeniu do zdalnej nauki.
Ciekawe jest, że do słownika młodzieżowego wracają zapomniane już częściowo wyrazy, jak np. „srogo”. To synonim słów „potężnie”, „grubo”, „zajedwabiście” i „ostro”, albo po prostu „bardzo”. Można go używać zarówno w negatywnym, jak i pozytywnym znaczeniu. Popularne w języku młodzieżowym są też słowa „prestiż” oraz „prestiżowy”, o dziwo, używane w swoim podstawowym znaczeniu.
Zatem, czy współcześnie porozumienie pomiędzy pokoleniami jest możliwe? – Rozmawiając z rodzicami czy babcią raczej staram się nie wtrącać typowo młodzieżowych słów – przyznaje 17-letni Patryk z Przemyśla.
-Wiem, że nie wszystko by zrozumieli. Z ziomkami (mł. kolegami przyp. autora), to co innego.

A jak radzą sobie nauczyciele języka polskiego?

– Czy mam problem, żeby zrozumieć, co moi uczniowie mówią między sobą?! Zdecydowanie nie. Język młodzieży nie jest już dla nas, 40 – 50 latków, tak niedostępny, jak niedostępna była kiedyś gwara młodzieżowa dla naszych rodziców. Dzisiaj wystarczy używać Tik Toka czy Twicha, znać podstawy języka angielskiego albo po prostu oglądać materiały na YT, by nie odczuwać żadnej bariery w komunikacji. Zawsze można także skorzystać ze słowników (np.: Miejski słownik slangu i mowy potocznej), których w sieci znajdziemy wiele – tłumaczy Alicja Kalinowska, nauczycielka z wieloletnim stażem w zawodzie. – To zupełnie naturalne, że kolejne pokolenie tworzy swój własny język. Nasi rodzice urządzali „prywatki”, my „domówki”. Oni byli dla nas „wapniakami”, teraz my stajemy się dla młodych „boomerami”- śmieje się polonistka.
A czy dzisiejsza „essowa” młodzież „ogarnia” naukę języka polskiego? – Owszem – zapewnia A. Kalinowska. – Uczniowie doskonale rozumieją, że język, jakim rozmawiają między sobą w „realu” czy sieci, to język potoczny, codzienny, a oprócz niego istnieje jeszcze ten literacki, którym każdy wykształcony człowiek powinien umieć się swobodnie posługiwać – podkreśla nauczycielka. – Przyznam, że sporym wyzwaniem jest dla polonistów praca z niektórymi lekturami szkolnymi. Tu bariera językowa działa odwrotnie. Podczas gdy my, wychowani na lekturze tradycyjnej i filmach historycznych, bez większego wysiłku pojmujemy sens utworów renesansowych, barokowych, nie wspominając o dziewiętnastowiecznych, młodzi ludzie miewają z tym znaczne trudności. Ostatnio jeden z uczniów wyznał mi, jaką torturą były dla niego zmagania z „Odprawą posłów greckich”. Licealista starał się bardzo, ale w końcu porzucił samodzielną lekturę na rzecz audiobooka. „Naprawdę bardzo chciałem zrozumieć, ale słyszałem tylko … dźwięki!” – wyznał. Historia wydaje się zabawna, lecz kiedy uzmysłowimy sobie, że pewne teksty należą do kanonu lektur obowiązkowych, zaczynamy dostrzegać ważny problem. A wiąże się on właśnie ze zmianami w żywym tworze, jakim jest język – podkreśla nauczycielka.

„Śpiulkolot” nieco dziwi

– Jeśli zaś mówimy o Młodzieżowym Słowie Roku, do tego rodzaju plebiscytów proponowałabym podchodzić z pewnym dystansem – zauważa A. Kalinowska. – Uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych deklarują wprawdzie, że słynna „essa” jest rzeczywiście przez nich używana.
Jednak „śpiulkolot” zwycięzca plebiscytu przeprowadzonego w roku 2021 budzi zdziwienie. Nikt tak przecież nie mówi, a już na pewno nie podkarpacka młodzież – przekonuje.
No cóż, dzisiejszych młodych ludzi pewnie za ćwierć wieku też czekać będzie wyzwanie polegające na nauczeniu się nowych słów i zwrotów, których używać będą ich dzieci. Pewnie z ust niejednego wtedy padnie „za moich czasów, nie było takich dziwnych słów”. Gdy dziś ktoś tak mówi, młoda osoba uważa go za „boomera” (mł. osoba o staroświeckich poglądach, bezkrytycznie podchodząca do czasów swej młodości przyp. autora). Cóż, jak śpiewał zespół „Kombi”: każde pokolenie ma własny czas i każde pokolenie chce zmienić świat. I zmienia, także w zakresie ojczystego języka.

Monika Kamińska