Na kłopoty Poczobut

Bartłomiej Poczobut zdobył w Bełchatowie bramkę na wagę 3 pkt. Fot. Wit Hadło

Skra Częstochowa postawiła we własnym polu karnym autobus. Oczywiście, to tylko metafora, ale idealnie obrazuje, jak mocno gracze spod Jasnej Góry skupili się na obronie dostępu do własnej bramki. Na szczęście, sprawy w swoje ręce, a w zasadzie w prawą nogę wziął Bartłomiej Poczobut, który fenomenalnym uderzeniem z dystansu skruszył bardzo szczelny mur częstochowian.

W Bełchatowie, gdzie swoje mecze domowe rozgrywa Skra, biało-niebiescy stawili się w nader bojowych nastrojach. W poprzednim meczu przed własną widownią stalowcy musieli przełknąć gorzką pigułkę i pogodzić się z przegraną z GKS-em Tychy. – Bardzo nas to boli. Trzeba poukładać sobie to wszystko w głowie. Mamy trochę wolnego czasu i musimy z czystą głową zacząć nowy tydzień – powiedział nam po meczu z tyszanami załamany Bartłomiej Poczobut, pomocnik Stali. Rzeszowianie zacisnęli zęby i mocno pracowali, aby w ostatnim spotkaniu rundy jesiennej poprawić sobie humory. Na konfrontację ze Skrą Daniel Myśliwiec desygnował do gry od pierwszej minuty dawno niewidzianego w pierwszym składzie Wiktora Kłosa. Wracający do wyjściowej jedenastki skrzydłowy zagrał zamiast Damiana Michalika, który rozpoczął zawody na ławce rezerwowych. Przyjezdni zgodnie z rokowaniami szybko zdominowali przeciwnika i skrupulatnie wypatrywali swojej najlepszej szansy. Szkoleniowiec gości zaznaczał po porażce z tyszanami, że kluczem w ostatnich meczach bieżącego roku będzie m.in. cierpliwość jego zawodników w budowaniu akcji. Jak się okazało, „Żurawie” długo musiały czekać na tę jedyną okazję. Wcześniej, mimo naporu, nie zdołali skruszyć grubego muru defensywie ustawionej Skry. Nim nadeszła odpowiednia chwila, najbliżej celu byli Patryk Małecki oraz Dawid Olejarka. Obaj trafili w poprzeczkę, a gdy zegar wskazywał godzinę gry, biało-niebiescy nadal nie oddali celnego strzału na częstochowską bramkę. Zmieniło się to kwadrans później. Na uderzenie z dystansu zdecydował się Poczobut, a jego uderzenie zewnętrzną częścią stopy było po prostu kapitalne. Strzał z tzw. fałszu okazał się nie do obrony dla golkipera gospodarzy, a rzeszowianom dał jakże cenne 3 punkty. Co ciekawe, był to jedyny celny strzał Stali w tym meczu, która zakończyła rundę jesienną ze stratą 2 „oczek” do strefy barażowej.
Przed ekipą Daniela Myśliwca jeszcze jedno spotkanie ligowe w tym roku. „Żurawie” zakończą zmagania rozegranym awansem pierwszym meczem rundy rewanżowej. W Głogowie Stal zmierzy się z miejscowym Chrobrym, gdzie spróbuje rozstrzygnąć nierozstrzygnięty pojedynek z Rzeszowa, kiedy oba zespoły podzieliły się punktami po szalonym meczu (3-3).

W następnych meczach: Chrobry – Stal (13.11. godz. 15), Resovia Zagłębie (13.11. godz. 18).