Nie będzie nowych obostrzeń, bo… mamy gen sprzeciwu

Jak wynika z analiz, ale też zwyczajnych obserwacji, coraz mniej Polaków przestrzega już istniejących obostrzeń antycovidowych, w tym m.in. noszenia maseczek w miejscach publicznych, a nowymi społeczeństwo przejmowałoby się jeszcze mniej. Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Sytuacja pandemiczna w Polsce z dnia na dzień wygląda coraz gorzej. Zapełniają się oddziały covidowe, w zatrważającym tempie przybywa też zgonów. Tymczasem nasz kraj, w przeciwieństwie do wielu innych państw Europy, nie ma najwyraźniej zamiaru zastosować bardziej restrykcyjnych obostrzeń, by powstrzymać szerzenie się wirusa. Rząd PiS z rozbrajającą szczerością przyznaje, że nie będzie nowych obostrzeń, bo… Polacy ich nie chcą.

Po tej jakże szczerej wypowiedzi w sieci już pojawiły się „postulaty”, by znieść przymus płacenia podatków, bo płacić ich Polacy zwyczajnie też nie chcą. Żarty żartami, a nasi sąsiedzi bliżsi i dalsi uznali, że zdrowie i życie ludzkie ważniejsze jest od podlizywania się wyborcom. U nas festiwal tego podlizywania się trwa – poza radosnym rozdawnictwem przez rząd pieniędzy podatników, teraz przyszła pora na dyktaturę tych, którzy nie wierzą w koronawirusa i nie chcą się szczepić.
Nikt nie ma wątpliwości, że aktualny rząd jest nieudolny. W zeszłym roku, gdy koronawirus zaatakował w Polsce po raz pierwszy, ów rząd zaczął wykonywać nieskoordynowane i nielogiczne „ruchy”, stwarzając pozory walki z pandemią. Niektórzy mieli nadzieję, że z czasem, korzystając z doświadczeń innych, bardziej stabilnych politycznie i gospodarczo państw, rząd zacznie działać racjonalnie. Niestety, tak się nie stało. Premier Mateusz Morawiecki już ogłaszał zwycięstwo Polski nad koronawirusem przed wyborami prezydenckimi w zeszłym roku, a następnie musiał przyznać, że się mylił. Tyle, że wówczas już było po wyborach, które wygrał jedynie słuszny kandydat.

Polacy nie lubią ograniczeń, więc ich rząd nie wprowadza

Oczywiście wszystkim, z premierem Morawieckim i ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim na czele, było z góry wiadomo, że wraz z nadejściem tegorocznej jesieni nadejdzie kolejna, czwarta już fala pandemii. Wiadomo też było, że będzie ciężka, bo narodowy program szczepień, jak wiele inicjatyw partii rządzącej, delikatnie mówiąc, nie wypalił. Rząd na tę czwartą falę koronawirusa nie miał i nie ma żadnego pomysłu. Aktualnie skupia się on na tym, by przypodobać się potencjalnym wyborcom i na kolejne głosowania mieć lichą większość w Sejmie. Co rusz w oczy zagląda mu widmo przyspieszonych wyborów, a do stracenia rządzący mają sporo, bo nie tylko władzę, ale być może także, po przegranych wyborach, wolność. Dlatego nie zawahają się poświecić zdrowia i życia Polaków za cenę poklasku i oddanych nań głosów. Przyznać tu trzeba, że badania pokazują, iż od strony politycznej rządzący działają na swą korzyść. Wg sondażu United Surveys dla RMF i „Dziennika Gazety Prawnej”, co trzeci Polak jest przekonany, że rządzący robią słusznie, nie wprowadzając obostrzeń, a tylko niewielu więcej jest przeciwnego zdania. Do tego, jak wynika z analiz, ale też zwyczajnych obserwacji, coraz mniej Polaków przestrzega już istniejących obostrzeń antycovidowych, a nowymi społeczeństwo przejmowałoby się jeszcze mniej. – Nie ma takiej potrzeby, żeby w tej chwili wprowadzać nowe obostrzenia. Jeżeli nie egzekwujemy tych, które są w tej chwili i wprowadzamy kolejne, to one nic nam nie będą dawać – przyznał w popołudniowej rozmowie RMF FM, Waldemar Kraska, wiceszef resortu zdrowia. Jednym słowem, rząd ustami wiceministra Kraski przyznaje po prostu, że nie jest w stanie zrobić nic: ani wyegzekwować istniejących obostrzeń, ani tym bardziej wprowadzić nowych. Kraska mówił nawet o czymś takim jak „gen sprzeciwu” u Polaków, tłumacząc tym bierność rządu w walce z pandemią. Polski rząd trzyma się kurczowo statystyk, które mówią, że na Podlasiu i Lubelszczyźnie szczyt przyrostu zarażeń już minął, a teraz najwięcej zakażeń będzie w Wielkopolsce i na Śląsku, gdzie – na co liczy rząd – służba zdrowia wytrzyma natężenie pandemii. Z punktu widzenia rządzących sytuacja stałaby się kryzysowa, gdyby liczba zakażeń przekroczyła 40 – 45 tys. dziennie i zabrakło miejsc w szpitalach dla pacjentów z COVID-19. Wówczas to, jak deklarują rządzący, moglibyśmy spodziewać się jednak nowych obostrzeń, ale niewielkich. Ot takich dotyczących imprez rodzinnych, jak wesela czy chrzciny.

Gdzie indziej troska o zdrowie i życie, u nas o poparcie

Tymczasem obecnie liczbę zakażeń mamy porównywalną do tej z jesieni zeszłego roku i z wiosny obecnego. Czyli z okresów, kiedy w Polsce obowiązywały obostrzenia antycovidowe znacznie bardziej restrykcyjne, niż obecnie, a nie było jeszcze szczepień przeciwko koronawirusowi. Rządy naszych bliższych i dalszych sąsiadów uznają najwyraźniej, że ich społeczeństwa nie mają „genu sprzeciwu”, za to warto, żeby jak najmniej ich obywateli umarło na COVID-19 i obostrzenia wprowadzają. I tak na przykład kanclerz Austrii, Aleksander Schallenberg ogłosił niedawno wprowadzenie pełnego lockdownu i obowiązku szczepień dla wszystkich obywateli kraju. Austria jest w UE prekursorem, który zdecydował się na tak surowe restrykcje w związku z rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa. Ścisły lockdown wchodzi w Austrii w życie już od dziś, zaś od 1 lutego Austriacy będą podlegać obowiązkowi szczepienia się. – Pomimo miesięcy perswazji, nie udało nam się przekonać wystarczającej liczby osób do szczepień – powiedział kanclerz na konferencji prasowej w zachodnim Tyrolu, gdzie spotkał się z szefami rządów regionalnych. Do tego bez ogródek kanclerz obwinił tych, którzy odmawiają szczepień, o „atak na system opieki zdrowotnej” podał dziennik The Guardian. Przypomnijmy, że społeczeństwo austriackie jest wyszczepione w 66 proc. Od dziś w Austrii z domu nie ma prawa wychodzić nikt powyżej 12. roku życia, kto nie ma przy sobie ważnego świadectwa szczepienia lub zaświadczenia o przebytej infekcji koronawirusem w ciągu ostatnich 180 dni. Obostrzenia wprowadza też Słowacja. Tu nowe przepisy antycovidowe także wejdą w życie dziś, a obowiązywać będą wstępnie przez trzy tygodnie. Jak donosi Onet.pl słowaccy pracodawcy będą musieli sprawdzać certyfikaty covidowe wszystkich zatrudnionych, a pracować będą mogły tylko osoby zaszczepione, po przebytej chorobie COVID-19 lub z negatywnym wynikiem testu. Możliwe będzie wysłanie pracownika niespełniającego tych warunków na urlop lub zorganizowanie mu pracy z domu. Zasada będzie obowiązywać w całym kraju, chociaż formalnie dotyczy powiatów o wysokim poziomie zagrożenia epidemicznego, tyle że na Słowacji nie ma obecnie powiatów, które uznawane byłyby za obszary bezpieczne. Udział w imprezach masowych został na Słowacji ograniczony do osób, które są zaszczepione lub przechorowały COVID-19. W powiatach, w których sytuacja epidemiczna jest bardzo zła, ograniczono liczebność uczestników do 50 osób. Niezaszczepieni na zakupy będą mogli chodzić tylko do sklepów z niezbędnym asortymentem: czyli w praktyce „spożywczaków” , aptek i drogerii. „Biletem wstępu” do centrów handlowych, na imprezę sportową, do akwaparyku czy na basen będą certyfikaty potwierdzające szczepienie przeciw COVID-19 lub przebytą chorobę.
Jeśli koronawirus nie zwolni, a na razie nic na to nie wskazuje, nasi sąsiedzi bliżsi i dalsi będą wprowadzać kolejne obostrzenia ograniczające nieszczepionym swobodne przemieszczanie się i korzystanie z przestrzeni publicznej. Pewnie nie ucieszy to niechętnych do szczepienia się z tych krajów, ale nie zawsze wszak chodzi o uciechę czy też zadowolenie. U nas rząd będzie kalkulował co mu się bardziej opłaci w kwestii poparcia go przez większą czy mniejszą część społeczeństwa. Co tam, że będziemy chorować i umierać…

 

Monika Kamińska

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
romek
romek
4 dni temu

ktoś się boi niech siedzi w domu

maniek
maniek
4 dni temu

KODziarz czy inny lewak to naprawdę głupota w czystej formie. Jak były nakazy to prowokacyjnie nie nosili maseczek, darli ryje do policjantów konstytucja i jakie podstawy prawne. Jak nie ma przymusu noszenia szmaty na ryju to też drą ryje, że wina pisu, porażka…

ben
ben
4 dni temu
Reply to  maniek

Chyba ci przyświecał; krużganek oświaty bąkiewicza, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem