Nie mam dość żużla. Pomoże nam Marek Cieślak

Fot. Archiwum

Nie milkną echa niedzielnych wydarzeń w Krośnie, gdzie nie doszedł do skutku mecz
pomiędzy Cellfast Wilkami i Stelmetem Falubazem Zielona Góra. Powodem całego
zamieszania, którego efektem był walkower na korzyści przyjezdnej ekipy, był
nieregulaminowy zdaniem jury zawodów tor na stadionie przy ul. Legionów.
– Prezes Cellfast Wilków Krosno nie ma dość żużla po tym, co wydarzyło się w niedzielę?
– Nie, nie mam dość żużla. To wydarzenie potwierdza, że trzeba ciężko pracować na każdej
niwie, żeby osiągnąć sukces. Każdy detal musi być dopracowany. Po piątkowym meczu
byliśmy na cenzurowanym i w niedzielę sędzia chyba za bardzo wczuł się w swoją rolę.
Myślę, że powinny nastąpić też korekty regulaminowe, tak aby jedna osoba za pomocą
jednego narzędzia w postaci śrubokręta nie odwoływała imprezy dla kilku tysięcy ludzi na
trybunach i dziesiątek tysięcy przed telewizorami. Przecież na tym torze na co dzień
odbywają się treningi naszych juniorów i adeptów.
– Krośnieński tor naprawdę nie nadawał się w niedzielę do jazdy?
– Perfekcyjny nie był, ale gdyby były na nim kałuże, nierówności, miejsca z wilgotną
nawierzchnią, wówczas nie powiedzielibyśmy nic w tym temacie. Natomiast nie pozwolono
zawodnikom nawet wyjść na tor, nie zapytano ich o jakiekolwiek zdanie w tym temacie i nie
pozwolono przede wszystkim – pomimo naszych próśb – na próbę toru. Podczas niej gdyby
zawodnicy płynnie jeździli, byłoby wszystko w porządku. Gdyby mieli problemy z jazdą,
sytuacja byłaby również jasna.
– Piotr Żyto, trener drużyny z Zielonej Góry na łamach portalu sportowefakty.pl pl
powiedział: „Nie było opcji, żeby jechać. Ktoś wymyślił próbę toru, ale czy zastanowił się
nad jedną rzeczą? Jak można jechać próbę toru na nieregulaminowym torze?”. Jak
ustosunkuje się pan do tych słów?
– Można było ogłosić tor jako regulaminowy, pozwalający na próbę toru i dopiero po próbie
toru podjąć decyzję, że nie zezwalamy na przeprowadzenie zawodów. O takie rozwiązanie
wnioskował jeden z trzech członków jury z ramienia PZM, ale został przegłosowany przez
dwóch pozostałych. Chodzi tylko o dobre chęci jury zawodów. Wymowne dla całej sprawy
jest to, że jury nie było jednogłośne, czyli chyba trochę racji my również mieliśmy dążąc
choćby do próby toru.
– A jak to był z tym dosypywaniem nawierzchni na tor w Krośnie tuż przed sezonem
2022?
– Nasz trener powiedział, że przed sezonem była na nasz tor dosypana glinka, poprawiająca
jakość nawierzchni. Odbyło się to na nasz wniosek, który zaakceptował PZM. W takich
praktykach nie ma nic specjalnego, są nawet wskazane. Natomiast nawierzchnia była
dosypywana na nasz tor jesienią ubiegłego roku, jako rutynowe działanie na 90 procentach
torów żużlowych po sezonie. Pragnę tylko przypomnieć, że podczas jednego sezony z toru
„wylatuje w powietrze” spod kół motocykli około 100 ton nawierzchni. Poszedł jednak
nieprawdziwy medialny przekaz, że tuż przed sezonem dosypaliśmy nawierzchnię, co jest
niezgodne z rzeczywistością.
– Historia, nawet ta najnowsza pokazuje, że zawody odbywały się torach, które były w
znacznie gorszym stanie, niż ten w niedzielę w Krośnie…
– Dzień wcześniej podczas Grand Prix w Warszawie dosypano nawierzchni na tor. I to jest w
porządku. W niedzielę w Poznaniu odbywały się Drużynowe Mistrzostwa Europy, gdzie przewracali się zawodnicy z GP, a mimo to zawody były kontynuowane. W Krośnie przy
świecącym słońcu i braku nierówności odwołuje się mecz. Może tor nie był cudowny,
natomiast nie taki, żeby odwołać spotkanie czy w ogóle nie dopuścić do próby toru.
– Czy w związku z walkowerem z powodu nieregulaminowego tor w Krośnie, może on
czasowo stracić licencję?
– Czekamy na oficjalne dokumenty. Jeśli tak się stanie, będziemy musieli wezwać delegata
PZM, który przyjedzie do Krosna i nada licencję, co będzie się wiązało z możliwością
trenowania i przeprowadzania zawodów na nim. Nie zasypujemy gruszek w popiele.
Zaprosiliśmy do Krosna na kilka dni byłego selekcjonera Marka Cieślaka, który koordynuje
obecnie działania na krośnieńskim torze. Robimy korekty po to, by już nikt nie miał
jakichkolwiek wątpliwości co do tego czy tor jest regulaminowy czy też nie.
– Musicie się też liczyć z wysokimi karami…
– Sytuacja jak wyżej – czekamy na oficjalne dokumenty. Głęboko wierzę, że nasz klub nie
zostanie zniszczony wysokimi karami finansowymi. Jeśli takowe zostaną na nas nałożone to
nie tylko utracimy bieżącą płynność, ale cała przyszłość krośnieńskiego żużla stanie pod
znakiem zapytania.
– A co z biletami za ten mecz?
– Podjęliśmy decyzję, że zarówno one, jak i karnety będą ważne na pierwszy mecz
ćwierćfinałowy. Kibice zatem nic nie stracą.
Rozmawiał Marcin Jeżowski