Nie po to walczyliśmy cały sezon, żeby z powrotem grać w I lidze

Marcin Nowakowski – MVP (najbardziej wartościowy zawodnik) rundy zasadniczej Suzuki 1. ligi sezonu 2021/2022. 32-letni rozgrywający wystąpił w 41 z 44 meczów w całym sezonie Rawlplug Sokoła zdobywając najwięcej punktów – 574 (śr. 14 pkt), trafiając z gry ze skutecznością 48,6, a za trzy 42,5 proc. Notował na koncie 9,1 asysty i 4,3 zbiórki. Średnio na boisku spędzał 29,55 min. Fot. Rafał Myśliwiec

– Marcin Nowakowski przed trzema laty poprowadził Astorię Bydgoszcz do ekstraklasy. Teraz powtórzył to samo z Rawlplug Sokołem Łańcut…
– Taki był plan od początku, żebyśmy w końcu, po tylu latach dla Łańcuta osiągnęli sukces, na który kibice tyle czekali. Bardzo się cieszymy. To na pewno duży sukces dla tej społeczności, tych wszystkich ludzi, kibiców, działaczy, trenerów. Jestem szczęśliwy, że mogłem pomóc w tym i cegiełka mojej gry pomogła w awansie.
– Gdy już nieco emocje opadły, może pan powiedzieć, co myślał, wybierając ofertę Sokoła. Przychodząc do Łańcuta, na pewno słyszał pan różne opinie, np. że Sokół mimo że, regularnie jest w czołówce I ligi, i to mały klub i nie ma szans na ekstraklasę.
– Dochodziły do mnie takie słuchy, ale powiedziałem trenerowi, że mam taki charakter, że jak ktoś mnie już zna, to wie, że ja nie gram o drugie miejsce, szczególnie w pierwszej lidze. Chcieliśmy ten awans zrobić od początku. Zespół był fajnie zbudowany, choć przeszkodziła nam trochę kontuzja Jacka Jareckiego, który był bardzo mocnym punktem naszego zespołu. Jednak potrafiliśmy się skonsolidować i po prostu się udało.
– W tej finałowej serii z Górnikiem Trans.eu chyba najbardziej przełomowe było spotkanie nr. 3 w Wałbrzychu?
– Na pewno tak. Po tej porażce w drugim meczu może nie zwiesiliśmy głów, ale na pewno nas to trochę zabolało i ubodło, bo mieliśmy inne plany. Chcieliśmy wygrać dwa mecze w domu, co się nam nie udało. Powiedziałem chłopakom, że takie mecze się zdarzają i że wcale nie przyjechaliśmy do Wałbrzycha po to, żeby wygrać jeden mecz, czyli przedłużyć serię i wrócić do Łańcuta. My chcieliśmy na tym bardzo gorącym terenie wygrać dwa mecze. Udało się i to jest kolejny wielki sukces. Naprawdę nie jest łatwo w Wałbrzychu zwyciężyć, a wygrać dwa mecze w finałowej serii, to bardzo duża rzecz.
– Chyba najtrudniejszym momentem w sezonie była rywalizacja w I rundzie play-off z Dzikami Warszawa, gdzie byliście pod ścianą, przegrywając 1-2.
– Tak, to na pewno był trudny moment. Pamiętam ten trzeci mecz, gdy w hali na Bemowie dostaliśmy straszne lanie. Nic nam nie szło i już praktycznie byliśmy pod ścianą. Pamiętam, że jak poszedłem na konferencję prasową, to powiedziałem wtedy, że taki jest sport, przegrywamy 1-2, ale gra się do końca, a my nie zwieszamy głów. Zagraliśmy bardzo dobry mecz czwarty, a w piątym, że tak powiem, rozgromiliśmy Dziki. To trochę nas napędziło. Później była jeszcze tylko szybka seria z Opolem i już byliśmy gotowi na Wałbrzych. Nasz zespół, tak naprawdę, budował się cały sezon. Ludzie teraz widza tylko finały i te ostatnie mecze, ale ten zespół budował się cały sezon, od sezonu przygotowawczego począwszy, przez ligę i dalej przez play-offy. Droga, którą przeszliśmy od pierwszych zajęć, kiedy zaczęliśmy treningiem piłki nożnej, do tego momentu kiedy w Wałbrzychu podnieśliśmy puchar, była bardzo długa, ale dla takich chwil warto żyć i po to się gra w koszykówkę.
– To był dla pana chyba jeden z lepszych sezonów. Był pan niekwestionowanym liderem zespołu z Łańcuta.
– To był fajny sezon, nie powiem, że nie. Naprawdę supergranie. Mieliśmy dobrze skonsolidowany zespół. Z takimi chłopakami fajnie jest grać, a z takim trenerem pracować. W tym klubie jest rodzinna atmosfera, więc fajnie się grało. Myślę, że mimo mojego wieku (32 lat), zrobiłem jakiś tam postęp i coś jeszcze dołożyłem, a słabe strony pochowałem. Cieszę się z tego sezonu. To była sama przyjemność.
– Jakaby miał pan wymienić jedną rzecz z tego sezonu, którą najlepiej zapamiętał, co by to było?
– Wiadomo, że awans. Ostatnie mecze i to wszystko, co się działo w Wałbrzychu. Tak naprawdę ciężko na to odpowiedzieć, bo na pewno jest wiele rzeczy, które zapamiętam.
– Czy Marcin Nowakowski zostaje w Rawlplug Sokole na kolejny sezon? Czy to jest też zależne od tego, czy klub podoła organizacyjnie i wystartuje w ekstraklasie, czy od innych aspektów pozasportowych?
– Na pewno jest to dla mnie istotna sprawa, bo nie po to walczyliśmy cały sezon, żeby teraz z powrotem grać w pierwszej lidzie. Zależy nam na tym, żeby była ekstraklasa. Ciężko mi na ten moment odpowiedzieć, na pewno będę na ten temat rozmawiał. Łańcut ma pierwszeństwo, jeśli chodzi o moją osobę, ale co będzie, to gwarancji nie dam. Jeśli wszystko będzie spełnione, tak jak było powiedziane, to myślę, że możemy się dogadać, ale to jest kwestia negocjacji i tego, co przyniesie przyszłość.
Rozmawiał Rafał Myśliwiec