Nie wierzą władzy, nie dadzą się okraść!

Mieszkańcy osiedla Budziwój podczas niedzielnego zebrania, powiedzieli prezydentowi Rzeszowa iż nie wierzą w jego zapewnienia, że wszystko będzie dobrze i chcą wyjaśnień na piśmie w sprawie tworzenia miejskiej „zielonej konstytucji”. Fot. Super Nowości

Mieszkańcy osiedla Budziwój protestują przeciw planowanemu zajmowaniu ich prywatnych terenów i tworzeniu na nich tzw. zieleni krajobrazowej. Dali temu wyraz podczas niedzielnego spotkania z prezydentem Rzeszowa, Konradem Fijołkiem. Już na jego początku można było usłyszeć gwizdy i krzyki wzburzonych mieszkańców. – Nam potrzeba konkretów. Chcemy odpowiedzi na nasze pytania i to na piśmie, bo już urzędnikom nie wierzymy. Nie pozwolimy się okraść! – mówili zbulwersowani. Podczas niedzielnego spotkania urzędnicy miejscy ogłosili, że poprawią studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta Rzeszowa. Dokument ten jest konieczny do poszerzenia miejskich terenów zielonych do wymaganych 30 procent (obecnie jest 16 proc.). Czy te korekty zadowolą mieszkańców?

Wspomniane studium jest oprotestowywane już od kilku tygodni przez mieszkańców kilku rzeszowskich osiedli. Dotyczy to działek z: Budziwoja, Matysówki, Bzianki, Przybyszówki i Słociny. Przede wszystkim ze strony właścicieli gruntów pada zarzut, że wartość działek drastycznie spadnie. Po poszerzeniu Rzeszowa o tereny obecnych nowych osiedli, ceny za ar wynoszą obecnie od 20 do 25 tys. zł. Sami mieszkańcy mówią, że teraz po zmianach i ujęciu ich w studium jako tereny zielone, będzie można je sprzedać najwyżej za 500 zł za ar. Jednak Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta, w rozmowie z Super Nowościami stwierdził, że aż tak wartość tych gruntów nie spadnie. – Jeśli już, to tylko nieznacznie – powiedział. Mieszkańcy jednak wiedzą swoje. Jak przekonuje magistrat, dzięki studium możliwe będzie przekształcenie wielu działek na osiedlach, które zostały przyłączone do Rzeszowa, w tereny zielone. W związku z tym nie będzie na nich można budować. Na to nie zgadzają się właściciele prywatnych gruntów. Protestują w tej sprawie od 27 maja.

Mieszkańcy: – Nie wybudujemy domów, nikt nie kupi działek

– Na naszych działkach nie będziemy mogli wybudować domów ani nikt ich nie kupi – mówili podczas zebrania w hali sportowej przy SP nr 15, mieszkańcy osiedla Budziwój. – Nam potrzeba konkretów. Chcemy odpowiedzi na nasze pytania i to na piśmie, bo już urzędnikom nie wierzymy. Nie pozwolimy się okraść – takie słowa padły, gdy miejscy urzędnicy podczas zebrania poinformowali mieszkańców osiedla Budziwój, że „zielona konstytucja (czyli studium uwarunkowań) nie będzie przygotowywana w obecnej formie. W związku z tym, że zgłoszono już ponad 200 uwag dotyczących dokumentu, do 21 lipca został wydłużony termin składania zastrzeżeń. Nowy projekt studium po wprowadzeniu korekty ponownie zostanie wyłożony do publicznego wglądu. Z tego powodu przyjęcie dokumentu przez Radę Miasta opóźni się. Na pewno nie będzie gotowy jesienią br., jak to planowano, a raczej na początku przyszłego roku.
– Prezydentowi należały się te gwizdy – stwierdził pan Stanisław (nazwisko znane redakcji) z osiedla Matysówka, który przyjechał na osiedle Budziwój, żeby wysłuchać, co mają do powiedzenia władze miasta w związku z tworzeniem zielonym terenów. – Gdy na stanowisko prezydenta został wybrany pan Konrad Fijołek, to miał działać na korzyść mieszkańców, po to na niego głosowaliśmy, a niestety działa przeciw nam. Wcześniejsze spotkanie na osiedlu Matysówka było spokojniejsze, a to w Budziwoju bardzo burzliwe. Ale jak mają się zachowywać ludzie, gdy słyszą o utracie swoich działek na rzecz zielonych terenów krajobrazowych i na swoich gruntach nie będą mogli budować domów? Czy tak trudno zrozumieć nasz sprzeciw wobec planów miasta? – pyta nie bez racji.

Prezydent Fijołek: – Wprowadzimy zmiany w studium

O stanowisko władz miasta już po zebraniu z udziałem mieszkańców osiedla Budziwój w sprawie „zielonej konstytucji” zapytaliśmy włodarza stolicy Podkarpacia. – Nic w mieście nie może odbywać się bez akceptacji mieszkańców – mówi Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa. – Dlatego w związku z licznymi pytaniami i uwagami rzeszowian zdecydowałem o konieczności wprowadzenia zmian w projekcie Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego. Będzie ono poprawian, a następnie zostanie wyłożone do publicznego wglądu. Ciągle dyskutujemy nad tym studium. Kolejne spotkanie z mieszkańcami odbędzie się jeszcze w tym miesiącu.
Słowa prezydenta Fijołka to potwierdzenie tego, co w niedzielę mówiła Marzena Kłeczek-Krawiec, jego rzecznik prasowy. – Obecny projekt studium, który ma zadbać o przestrzeń i to, jak ją w przyszłości zabudowywać, zostanie zmieniony. W dokumencie po korekcie zostaną uwzględnione uwagi mieszkańców. Będą nowe terminy, są małe szanse, że poprawione studium będzie przyjęte w 2022 r. – stwierdziła rzeczniczka.

Właściciel działki: – Na siłę chcą nam zabrać grunty

O obawach mieszkańców rozmawialiśmy też z panem Stanisławem, który na spotkanie na osiedle Budziwój przyjechał z osiedla Matysówka. – Doszły do mnie informacje, że mogą mi zabrać w Matysówce 22 ary pod zieleń krajobrazową – powiedział. – Na to nie ma mojej zgody. To teren z trzema współwłaścicielami z mojej rodziny. Chciałbym mojej córce, która ma już dorosłe dzieci, przekazać moją część pod budowę domu, a tu słyszę, że nie będzie to możliwe. Dlaczego władze miasta nie przejmą terenów w innych częściach miasta, tylko je sprzedają deweloperom pod budowę wieżowców? Przecież tam mogłyby być tereny zielone, a nie bloki – dodał.
Mieszkaniec osiedla Matysówka ma za złe, że poprzedni prezydent Rzeszowa nie poszerzał terenów zielonych, tylko dbał o zabudowę miasta. – Przez ostanie lata zabetonowano miasto, a teraz nagle, na siłę, po kontroli NIK-u, chcą nam zabrać nasze prywatne działki, żeby mieć odpowiednie statystki terenów zielonych – 30 procent. Podczas zebrania starsi rolnicy z Budziwoja mówili, że mogą im zabrać po 5, 6 hektarów, a wtedy stracą ubezpieczenie w KRUS-ie i nie dostaną emerytury.
– Przecież w tym wieku nie znajdą pracy. Czy urzędnicy, którzy chcą poszerzać tereny zielone kosztem właścicieli działek o tym pomyśleli?

Mariusz Andres