Niezawinione śmierci poruszają najbardziej

Fot. jcomp/www.freepik.com

Ostatnie dni życia i śmierć 8-letniego Kamilka z Częstochowy przeszyły na wskroś wrażliwe serca miliony osób w całej Polsce. Jego walce towarzyszyły łzy, modlitwa, poczucie bezradności i bezsilności wszystkich tych, którzy nie mogą znaleźć wytłumaczenia dla losu tego małego chłopca.

Niezawiniona śmierć – boli, szokuje, woła o sprawiedliwość, szuka wytłumaczenia. A wytłumaczenia takiego, które serce i rozum potrafią zaakceptować, najczęściej po prostu nie ma. Nic nie tłumaczy bowiem krzywdy zadanej bezbronnemu dziecku. Ale niestety, tragiczny los Kamilka, o którym długo nie będziemy mogli jeszcze zapomnieć i może dobrze, jest kolejnym dramatem, o którym rozpisywały się media i który figuruje w policyjnych statystykach. Na Podkarpaciu także umierały dzieci, które skrzywdzone zostały przez tych, którzy mieli obowiązek je kochać, troszczyć się, tulić, słuchać i ocierać łzy. Wracamy do tych tragedii, nie po to, aby rozdrapywać te rany, ale by uzmysłowić, że takie dramaty zawsze dzieją się w domowym zaciszu i przeważnie nic ich wcześniej nie zwiastuje – przynajmniej na pozór.
Julia i Mateuszek z Kopek zginęli od ciosów nożem, zadanych im przez mamę Magdalenę w łazience. Wiktorek ze Śliwnicy siedział u mamy Andrei na kolanach, gdy ta, ośmiokrotnie wbiła w niego nóż. Bartusiowi z Nowej Dęby mama Barbara najpierw podała płatki z mlekiem, a potem owinęła kabel wokół szyi i patrzyła jak się dusi. Pierwszy z dramatów rozegrał się 30 marca 2021 r. w powiecie niżańskim, drugi, 17 lutego 2018 r. w powiecie przemyskim, a trzeci, 23 września 2013 roku. Wszystkie łączy jeden mianownik. Ofiarami własnych matek stały się kilkuletnie, bezbronne i ufające im bezgranicznie dzieci. Jest jeszcze 2,5-letni Vitalij. Jego matka i jej partner usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa. Dramat tego chłopca z Ukrainy wydarzył się w Stalowej Woli w ubiegłym roku. Jego historia także wstrząsnęła całą Polską, bo bezwzględność oprawców można porównać do tego, co spotkało Kamilka.

Szczególne okrucieństwo

Sprawa 2,5-latka ze Stalowej Woli ujrzała światło dziennie w październiku 2022 r. 25-letni Vitalij S. przywiózł 2,5-letniego chłopca taksówką do Specjalistycznego Szpitala Powiatowego w Stalowej Woli. Dziecko miało liczne obrażenia i znajdowało się w stanie ciężkim. Personel szpitala wezwał na miejsce policję, gdyż podejrzewano, że dziecko mogło paść ofiarą przestępstwa.
Stan malca wymagał, aby zostało przetransportowane do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie. Tam, 2,5-latek został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.
Jeszcze tego samego dnia, w sprawie zatrzymany został 25-latek, który przywiózł dziecko do szpitala i matka chłopca, 22-letnia Oksana P. Informację na temat zatrzymania pary Ukraińców i wszczęcia śledztwa przekazał w czwartek Prokurator Rejonowy w Stalowej Woli, Adam Cierpiatka.
– W sprawie zatrzymana została biologiczna matka chłopca, 22-letnia Oksana P. i 25-letni Vitalij S., konkubent kobiety – informował wówczas prokurator. – Oboje usłyszeli zarzuty usiłowania wspólnie i w porozumieniu zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem małoletniego Danyla P. oraz zgwałcenia i wielokrotnego znęcania się nad osobą nieporadną z uwagi na wiek ze szczególnym okrucieństwem.
Śledztwo w sprawie dramatu 2,5-latka prowadzi cały czas Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. A oboje zatrzymani w tej sprawie nadal przebywają w areszcie tymczasowym.

Zginęły od ciosów nożem

7 kwietnia 2021 r., na cmentarzu komunalnym w Rudniku nad Sanem złożono w grobie ciało 41-letniej Magdaleny V. Kobieta tydzień wcześniej, nie chcąc dopuścić do tego, by dwoje jej dzieci: Mateuszek i Julia wrócili z ojcem do Niemiec, podjęła najgorszą z możliwych decyzji. Pozbawiła dzieci życia, a potem sama popełniła samobójstwo. Echa tego strasznego dramatu wciąż jeszcze słychać i nie milkną pytania o to, dlaczego musiało dojść do tej wielkiej tragedii? Wiadomo, że jej tłem była próba wykonania postanowienia Sądu Okręgowego w Rzeszowie, który na wniosek ojca dzieci wydał decyzję o ich powrocie do Niemiec. Julia i Mateusz mieszkali tam z rodzicami do początku ubiegłego roku. Potem, przyjechały z mamą do Polski do Kopek w powiecie niżańskim, gdzie mieszkali ich dziadkowie.
Sąd Okręgowy w Rzeszowie wyjaśniał szczegóły sprawy rodziny V. w specjalnie wydanym oświadczeniu. Sąd wyjaśniał, że wnioskodawcą w sprawie był ojciec dzieci, a uczestniczką matka. Ponadto w postępowaniu brali udział prokurator z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie i Rzecznik Praw Dziecka.
– W toku postępowania Sąd stwierdził bezprawne zatrzymanie dzieci przez matkę na terenie Polski. Jednocześnie ustalił, w oparciu o opinie psychologiczne, że małoletni otwarcie i naturalnie deklarują chęć powrotu do Niemiec. Dzieci takie stanowisko uzasadniały przebywaniem tam ojca, za którym tęsknią oraz innych ważnych dla nich osób. Biegli wskazali, że deklaracje te są autonomiczne, poparte autentycznymi emocjami – informował Sąd Okręgowy w Rzeszowie. Śledztwo w sprawie podwójnego zabójstwa i samobójstwa w Kopkach prowadziła Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. Magdalena V. została pochowana sama. Ciała zamordowanych dzieci po przeprowadzonej w Krakowie sekcji zwłok zabrał do Niemiec ich ojciec.
Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wiadomo, że dzieci zginęły od ciosów nożem. Magdalena V. zadała im je w łazience. Zamknęła się w niej przed kuratorem pod pretekstem przygotowania córeczki i syna do wyjazdu. Potem, 41-latka sama wymierzyła sobie karę, ginąc w ten sam sposób, jaki wybrała dla swoich dzieci.

Zabiła trzymając na kolanach

Próbę samobójczą podjęła także po tym, jak zasztyletowała swojego synka Brazylijka, mieszkająca w Śliwicy pod Przemyślem. 37-latka 17 lutego 2018 r., po wcześniejszej kłótni z mężem i pod jego nieobecność w domu, zabiła swojego 2-letniego synka. Jak ustalono w trakcie procesu sądowego, kobieta posadziła dziecko na kolanach, zadała mu osiem ciosów nożem, następnie sama siebie okaleczyła i podpaliła garderobę, w której przebywała. Dziecko wykrwawiło się na śmierć. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie podtrzymał wydany wcześniej przez Sąd Okręgowy w Przemyślu wyrok 25 lat pozbawienia wolności dla Adrei Christiny P. Zbrodnia, której dopuściła się Brazylijka, wstrząsnęła Podkarpaciem. Kobieta przyjechała do Polski kilka lat wcześniej do centrali firmy odzieżowej, która ma swoją fabrykę w jej ojczyźnie. Tu poznała męża i założyła rodzinę. Między małżonkami szybko przestało się jednak układać. Problemy nasiliły się, gdy na świecie pojawił się syn. Głównym powodem nieporozumień między 37-letnią wówczas kobietą i jej mężem i teściową miały być różnice w sposobie wychowywania dziecka. Babcia Wiktorka doniosła nawet w tej kwestii na synową do GOPS i ośrodka interwencji kryzysowych. Zarzucała młodej matce, że źle wychowuje jej wnuka i źle traktuje jej syna. Problemem dzielącym małżonków miała być także zazdrość. Najwyższą cenę za problemy dorosłych zapłaciło w tym przypadku niestety dziecko…

Nakarmiła i udusiła

Za śmiercią kolejnego dziecka, które zginęło z rąk matki, także stały problemy małżeńskie, rodzinne i finansowe 41-letniej wówczas Barbary U. Mieszkanka Nowej Dęby, 23 września 2013 r. targnęła się na życie swojego synka. Wstrząsające było nie tylko to, że bezbronne dziecko zginęło z rąk matki, ale również motyw działania zabójczyni. Były nimi pieniądze, a właściwie ich brak. Kobieta uznała, że pozbywając się 4-letniego Bartusia (syna z pierwszego małżeństwa), będzie jej się żyło lepiej. Kolejnym motywem miał być fakt, że jej ojciec, z którym nie miała dobrych relacji, bardziej kochał jej syna niż ją. Zabijając dziecko chciała zrobić ojcu na złość… Sąd badając sprawę Barbary U. ustalił, że zaplanowała ona zbrodnię. Czekała, aż pozostali domownicy wyjadą na zakupy. Zrobiła jeszcze chłopcu płatki z mlekiem, a potem wzięła przewód elektryczny i zacisnęła mu go na szyi, a potem dusiła chłopca rękami, przytrzymując jego ciało swoim ciężarem. Trzymała dotąd, aż chłopiec przestał oddychać. Dziecko przeżyło atak matki, ale po 20 dniach pobytu w szpitalu, Bartuś zmarł. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu, który rozpoznawał sprawę w pierwszej instancji, podzielił argumentację prokuratury i nie miał wątpliwości, że oskarżona Barbara U. była w chwili duszenia dziecka zdrowa psychicznie. W jej przypadku, zbrodni nie poprzedziła ani żadna kłótnia, ani zachowanie synka, które mogłoby wyprowadzić kobietę z równowagi.
Wcześniej, przez kilka dni, podczas spotkań z najbliższymi oraz znajomymi Barbara U. narzekała na samopoczucie psychiczne, sprawiała wrażenie osoby z załamaniem nerwowym. Miała to być gra i pozory. Liczyła, że dzięki nim, uniknie kary za zaplanowaną zbrodnię. Kobieta w pierwszej instancji została skazana na 25 lat pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny obniżył jednak tę karę do 15 lat więzienia.

Uzdrowić ze znieczulicy

Każda zbrodnia pozostawia piętno i blizny nie tylko na tym, który się jej dopuścił, ale także na wszystkich tych, których dotknęła ona bezpośrednio i pośrednio poruszyła. Za każdym razem, gdy wychodzi na jaw takie zło, wydaje się, że kolejnego już nie będzie, że staniemy się bardziej uważni, wrażliwsi, lepsi i nie dopuścimy do tego, aby się powtórzyło. Oby śmierć Kamilka stała się ratunkiem dla innych dzieci i odarła ze znieczulicy tych, którzy na zło doświadczane przez bezbronnych, każdego dnia na to pozwalają…

Małgorzata Rokoszewska