O krok od tragedii na bieszczadzkim szlaku

W Chatce Puchatka przez 2 godziny trwała walka ze śmiertelnym wychłodzeniem organizmu jednej z turystek. For. GOPR Bieszczady

O sporym szczęściu może mówić kobieta, którą praktycznie w ostatniej chwili, uratowali ratownicy bieszczadzkiego GOPR-u. Turystka była mocno wychłodzona. Walkę o ogrzanie organizmu podjęto w Chatce Puchatka.

W piątek ok. godz. 15 do centrum alarmowego GOPR Bieszczady wpłynęło zgłoszenie od grupy turystów. Poprosili o ratunek dla koleżanki, która w trakcie wędrówki przez Połoninę Wetlińską (200 m od schronu, wg aplikacji Ratunek) osłabła tak, że nie była w stanie kontynuować zejścia.
Tego dnia w górnych partiach sypał intensywny mokry śnieg, miejscami było nawiane ok. 40 cm. – Szlak był nieprzetarty, a uczestniczka niestety, nieprzygotowana do wędrówki w takich warunkach
– przekazują ratownicy i dodają, że kiedy dotarli do poszkodowanej, ta jeszcze reagowała na pytania. -W związku z tym podjęliśmy decyzję, żeby jak najszybciej zabrać ją do Chatki Puchatka i tam zacząć wdrażać wszelkie procedury medycz-ne – relacjonują ratownicy
GOPRU-u.
W schronie kontakt z poszkodowaną zaczął słabnąć. – Po zdjęciu przemoczonego ubrania, kobieta została umieszczona w dwóch bardzo grubych śpiworach puchowych, w których umieszczono pakiety grzewcze. Powoli zaczęła wracać jej świadomość. Wdrożono również odpowiednią farmakologię. Gdy jej stan się znacznie poprawił, została przygotowana do transportu i zwieziona na Przełęcz.
Jak dodają GOPR-owcy: – Tym razem wszystko zakończyło się szczęśliwie, m. in. dzięki temu, że poszkodowana znajdowała się tak blisko ciepłego schronienia i niemal natychmiast można było zacząć ją ogrzewać. I po raz kolejny apelują: – Planując każdą wędrówkę górską rekomendujemy odpowiednie przygotowanie się do niej, w razie problemów nie bójmy się zawrócić czy też wezwać pomoc. Bieszczady potrafią być groźne i nie wybaczają błędów.

Dominik Bąk