Odkomarzaniu w proponowanej w Rzeszowie formie jestem przeciwny

Fot. Archiwum

– W Rzeszowie od kilku dni trwają dyskusje, czy chemicznie odkomarzać miasto. Pryskać przeciwko „krwiopijcom”, czy jednak nie?
– Odkomarzaniu w proponowanej w Rzeszowie formie jestem jednoznacznie przeciwny. Nie miałbym zastrzeżeń, gdyby do zwalczania komarów czy kleszczy zaproponowano zastosowanie np. nietoksycznych repelentów. Połączenie tego z wykorzystaniem zwierząt owadożernych byłoby już wyższym stopniem ekologicznej ewolucji władz Rzeszowa. Biobójcze środki syntetyczne, ale tak dobrane, by były selektywne w stosunku do komarów i kleszczy, byłoby najprawdopodobniej także jakąś akceptowalną alternatywą. Czym innym są biologiczne metody zwalczania czy nowoczesne, bardzo selektywne środki biobójcze, a czym innym to, co proponuje się zastosować w Rzeszowie.

– A co się proponuje w Rzeszowie, i w czym to może być szkodliwe

– Do oprysków w stolicy Podkarpacia planuje się wykorzystanie związków z grupy pyretroidów. To stara, 70-letnia (tylko dekadę młodsza od wycofanego 40 lat temu DDT) grupa substancji o charakterze silnych neurotoksyn, szkodliwych również dla ludzi. Pyretroidy nie należą do związków selektywnych – oddziałują na wiele struktur w organizmach. Ich głównym mechanizmem działania jest wydłużenie czasu zamykania kanałów sodowych w komórkach nerwowych (nasze przewodnictwo synaptyczne opiera się właśnie na jonach sodu i potasu), ale oddziałują też np. na kanały chlorkowe i wapniowe. A sam wapń pełni w komórce wiele ról
– bierze udział w wydzielaniu do przestrzeni synaptycznych neurotransmiterów, takich jak acetylocholina czy dopomina, uczestniczy w rozmnażaniu komórki, reguluje metabolizm, czy ma wpływ na ekspresję genów. Prócz powyższych pyretroidy działają również na synaptyczne receptory GABA (gł. GABA II), pompę sodowo-potasową, modyfikują działanie receptorów glutaminowych, są inhibitorami mitochondrialnego kompleksu I oraz zaburzają fosforylację białek. Powodują też silny stres oksydacyjny, zaburzają funkcjonowanie układu dokrewnego (mają działanie estrogenne). I tak o kierunkach ich działania można pisać jeszcze długo. W efekcie, prócz efektywnego uśmiercania owadów są też związkami niebezpiecznymi dla ludzi – coraz więcej źródeł (naukowych) podaje, że kontakt z tymi truciznami zwiększa nasze szanse na wystąpienie chorób neurodegeneracyjnych (np. choroby Parkinsona).
– Brzmi alarmująco, ale jak mówią, mała dawka trucizny nie zabija…
– Nie, ale dowiedzieliśmy się, że to zwalczanie ma się opierać na całej serii oprysków powtarzanych co kilka, kilkanaście dni. Oznacza to chroniczne narażenie obywateli na działanie pyretroidów. Należy pamiętać, że narażone na te związki będą przede wszystkim najsłabsze osoby w społeczeństwie – dzieci i osoby starsze, czyli te grupy, które w okresie wakacyjnym najczęściej można spotkać w parkach i na skwerach. U tych grup wiekowych, sprzęganie wątrobowe, czyli główny sposób eliminacji pyretroidów z organizmu, zachodzi mało efektywnie. Pyretroidy wprawdzie słabo się kumulują (ich czas połowicznego zanikania to u człowieka tylko kilka godzin), ale niewielkie pozostałości mogą w naszych tkankach pozostawać już po jednorazowej ekspozycji przez bardzo długi czas. A tu znów pojawia się problem wielokrotnej ekspozycji na te związki osób starszych i dzieci.

– Dlaczego przeciwko komarom trzeba pryskać co kilka, kilkanaście dni?
– Cykl rozwojowy komara to ok. 2 tyg. Nawet gdy śmiertelność komarów po 1 zabiegu wyniesie 90 proc., to po kolejnych 2 – 4 tygodniach populacja się odbuduje. Stosując serię zabiegów tymi samymi związkami (z tej samej grupy) po 5. zabiegu skuteczność preparatów będzie znikoma, bo będą przychodziły na świat już tylko owady odporne na zastosowany wielokrotnie związek. Zakładając, że jedna samica, która przeżyje, może złożyć już choćby kilkanaście jaj, więc skutek zabiegów będzie żaden. Ewentualnie możemy nawet wywołać efekt przeciwny do oczekiwanego, bo u owadów powszechnym jest skracanie cyklu rozwojowego w niesprzyjających warunkach. Czyli np. zmniejszają one liczbę wylinek w stadium larwalnym i w efekcie powstają mniejsze osobniki dorosłe. Wprawdzie będą one składały mniej jaj, ale za to mankament ten nadrabiają szybszym dojrzewaniem całego pokolenia. W efekcie zamiast zmniejszyć, co będzie pewnie efektem pierwszych oprysków, pod koniec sezonu możemy paradoksalnie znacznie zwiększyć populację komara. Aby komara naprawdę skutecznie zwalczyć, należałoby stosować nie jeden, a całe spektrum różnych substancji. Inaczej kolejne zabiegi są tylko niepotrzebnym trwonieniem pieniędzy.

– Czy środki na komary i kleszcze mogą szkodzić innym owadom?
– No właśnie, ludzie myślą zwykle tylko o ewentualnej toksyczności środków ochrony roślin w stosunku do pszczół – w domyśle: pszczół miodnych (mało kto wie, że w Polsce mamy blisko 470 gat. pszczół). Pszczołę miodną można wprawdzie zamknąć na dzień czy dwa w ulu, ale nie zamkniemy w nim pszczół samotniczych czy innych owadów, ponieważ większość z nich jeśli już nawet buduje gniazda, to są one najczęściej schronieniem dla jaj czy larw, a nie osobników dorosłych. A to właśnie miasto ze swoją szachownicą ogródków z kwitnącymi roślinami, a nie wieś i jej monokultury, jest dziś enklawą dla wielu rzadkich gatunków bezkręgowców. Poza tym, te środki są bardzo niebezpieczne dla kotów. Z jednorazową ekspozycją na te związki człowiek czy pies względnie dobrze sobie radzą. Szlaki metaboliczne, które u naszego psa dość sprawnie usuwają związki owadobójcze z tej grupy, u kota działają bardzo mało wydajnie. Przy dawce, przy której psa rozboli głowa, kot padnie w cierpieniu. A to właśnie plączący się nocami po parkach i przy śmietnikach bezpański kot chroni nas przed plagą gryzoni – wektorów wielu pasożytów i patogenów.

– Larwami komarów żywią się ryby czy larwy ważek, a z kałuż zdarza się wyławiać je również jeżom i innym owadożercom. Dorosłymi komarami nie gardzą jeżyki, sikory, jaskółki, wróble czy nietoperze. Zaburzając łańcuch pokarmowy u podstaw negatywnie wpłyniemy na cały ekosystem?
– Zwierzęta dzienne nocą śpią. Nocą, czyli w ciemności. Ale miasta to kraina światła, w której i nocą funkcjonuje wiele organizmów o dziennym trybie życia. Kto z nas nie widział np. chmar jak najbardziej dziennych owadów latających w promieniach świecących nocami latarni? I ptaków, które na nie polują. Noc w oświetlonym mieście nie jest czasem odpoczynku dla zwierząt dziennych, tylko porą, w jakiej mogą one bezpiecznie funkcjonować bez narażania się na kontakt z człowiekiem. A to właśnie nocą mają być prowadzone zabiegi.

– To może opryski pomogą chociaż pozbyć się kleszczy roznoszących boreliozę, odkleszczowe zapalenie mózgu i inne groźne choroby?
– Pyretroidy to preparaty kontaktowe. Oznacza to, że zwalczane zwierzę musi bezpośrednio zetknąć się z cieczą roboczą. A kleszcze nie należą do nadmiernie ruchliwych organizmów. Potrafią poruszać się całkiem żwawo, ale czynią to zwykle tylko wtedy, gdy czują źródło pokarmu. W innych przypadkach mogą tygodniami oczekiwać w jednym miejscu na okazję. Oznacza to, że aplikowany preparat musi trafić albo wprost w owada, albo w jego bezpośrednie otoczenie, a to drugie przyniesie korzyść tylko w przypadku, gdy w okolicach tego pajęczaka w krótkim okresie pojawi się źródło pokarmu, które zmusi go do aktywności. Inaczej skutek zabiegu będzie żaden. Dlatego pyretroidy nie nadają się do redukowania liczby organizmów z tej grupy.

Rozmawiała Anna Moraniec