Olimpijka z Pogwizdowa Nowego: – „Tęsknię za adrenaliną”

Fot. Archiwum

– Będę zachęcać każdego do podjęcia aktywności fizycznej. Aby być zdrowym, trzeba się ruszać, dlatego jest ona kluczowa
– podkreśla Matylda Kowal pochodząca z Pogwizdowa Nowego koło Rzeszowa sportsmenka, która 7 miesięcy temu zdecydowała się zakończyć karierę. 33-letnia wychowanka CWKS Resovii była pierwszą lekkoatletką z Rzeszowa od 1980 r., która pojechała na igrzyska do Londynu w 2012 r. Później reprezentowała Polskę w Rio de Janeiro. Dziś realizuje się na wielu frontach, a z jej wiedzy i doświadczenia ochoczo czerpią dzieci, młodzież i dorośli.

– Pani Matyldo, co u pani słychać? – zaczynamy luźno rozmowę z naszą bohaterką. – Oj, dużo się dzieje – uśmiecha się i zaczyna swoją historię…

Treningi od gimnazjum

Jeśli sportowiec marzy o olimpiadzie, musi być zaangażowanym w daną dyscyplinę niemal od najmłodszych lat. Podobnie było z Matyldą Kowal, która jednak nieprędko zaczęła trenować lekką atletykę. – Od dziecka byłam związana ze sportem. Bardzo lubiłam wszystkie dyscypliny sportowe. W szkole podstawowej brałam udział w zawodach sportowych, ale największe sukcesy odnosiłam w biegach wytrzymałościowych – opowiada Matylda Kowal. – Początkowo było to 600 metrów. Na tym dystansie czułam się świetnie i już wiedziałam, że chcę iść w tym kierunku. Później w 2. klasie gimnazjum rozpoczęłam treningi w Resovii. Dość szybko przyszły sukcesy, które mobilizowały mnie do jeszcze większej pracy.
Do Resovii zaprowadził ją tata, jej najwierniejszy kibic. Nasza bohaterka pierwszy medal mistrzostw Polski zdobyła jako juniorka na dystansie 2000 m z przeszkodami. Z każdym kolejnym krążkiem młoda Matylda marzyła o IO. Marzenia stały się faktem w 2012 r. na najważniejszej sportowej imprezie w Londynie. 23-letnia wówczas dziewczyna reprezentowała AWF Kraków, gdzie studiowała. Olimpijskie marzenie ziściło się również 4 lata później w Rio de Janeiro. Jej wyczyn był niebywałym osiągnięciem, bo po ponad trzech dekadach rzeszowianka pojechała na olimpiadę. Przed nią, Barbara Wojnar-Baran z Łańcuta reprezentowała Polskę na IO w Moskwie w 1980 r. w skoku w dal. – Świadomość uzyskania kwalifikacji była wspaniałym uczuciem. Jadąc po pierwszą przepustkę olimpijską, miałam zakodowane, że jestem tak dobrze przygotowana, że powinnam pobiec wymagane minimum. Wiedziałam, że później musiałam potwierdzić swoją dyspozycję na MP, a kiedy byłam już pewna udziału w igrzyskach, towarzyszyła mi ogromna duma – wspomina Matylda Kowal. – Do Londynu pojechałam przede wszystkim po doświadczenie. Debiut nie do końca poszedł po mojej myśli, ale wierzyłam, że przede mną jeszcze lepsze biegi.

U boku Usaina Bolta

W Rio de Janeiro wychowanka Resovii, mimo że nie awansowała do finału biegu na 3000 m z przeszkodami, to i tak trafiła na szczyt formy. Polka zajęła w biegu eliminacyjnym 8. miejsce z czasem 9.35.13. Ten rezultat okazał się jej najlepszym wynikiem w karierze. – Byłam bardzo usatysfakcjonowana. Przygotowania wskazywały, że taki wynik może paść. Wiedziałam, że dałam z siebie wszystko. Co prawda, brakło kilka sekund do finału i mały niedosyt się pojawił, ale rezultat był bardzo dobry – mówi nasza rozmówczyni.
Pani Matylda nie ukrywa, iż udział w obu igrzyskach to niezapomniane chwile. Zdradza, że dla sportowca to niesamowita przygoda. Również kwestii pozasportowych w przypadku naszej bohaterki znalazłoby się kilka. – Podczas igrzysk sporo się dzieje (śmiech). Sama wioska olimpijska, gdzie mieszkają najlepsi sportowcy z całego świata, których możemy spotkać w różnych miejscach, jest już super przeżyciem. Ponadto stadion olimpijski z kompletem kibiców i głośny doping robi ogromne wrażenie – przekonuje biegaczka, która w Londynie podróżowała z żywą legendą lekkiej atletyki. W drodze na stadion jadąc autobusem z wioski olimpijskiej, siedziała obok samego Usaina Bolta, absolutnego rekordzisty świata w biegu na 100 i 200 m.
– Udało się choćby zamienić słówko z ośmiokrotnym mistrzem olimpijskim? – pytamy z zaciekawieniem.
– Nie – uśmiecha się. – Każdy przed swoim startem jest skoncentrowany wyłącznie na sobie, a takie rzeczy rozpraszają. Jakby każdy chciał do kogoś zagadać, byłoby to bardzo męczące.

Syn też biega

W październiku ubiegłego roku reprezentantka Polski w biegach długich zdecydowała się zakończyć karierę, jednak ze sportem się nie rozstała i nadal stara się być bardzo aktywna w tej dziedzinie. 33-latka obecnie prowadzi zajęcia sportowe dla dzieci, młodzieży i dorosłych i nie są to tylko treningi związane z trenowaną przez nią dyscypliną. Obok kwalifikacji trenera lekkiej atletyki ukończyła kurs trenera personalnego, i jak sama podkreśla, te zajęcia sprawiają jej ogromną frajdę. Z doświadczenia byłej olimpijki korzystają m.in. młodzi piłkarze Stali Rzeszów, dla których prowadzi ćwiczenia motoryczne i sprawnościowe. Treningom lekkoatletycznym przewodzi zaś w Głogowie Małopolskim, a z jej wiedzy czerpią dzieci oraz dorośli. Była sportsmenka ostatnio zorganizowała 4-dniowy camp dla dorosłych, którzy mogli potrenować w świetnych warunkach i popracować nad techniką biegu. We wrześniu będzie można wziąć udział w kolejnej edycji tego campu. Instruktorka nie zapomina także o własnym ciele. – Nie wyobrażam sobie zrezygnować z biegania – deklaruje Matylda Kowal. – Nie angażuję się już w sport na poziomie profesjonalnym, ale wciąż systematycznie wychodzę pobiegać i staram się utrzymywać moją kondycję. Obecnie startuję w biegach ulicznych na dystansie 5 i 10 km. Nie ukrywa, że tęskni za współzawodnictwem i adrenaliną. – Właśnie dlatego próbuję startować w biegach ulicznych, które także wiążą się z większym wysiłkiem i można się pościągać – tłumaczy.
Dobra forma naszej bohaterki przydaje się także w życiu prywatnym. – Mój 3-letni synek Wiktor jest energicznym dzieckiem, które bardzo lubi biegać, więc muszę mieć kondycję, aby za nim nadążyć – śmieje się pani Matylda. Gdy pytamy, czy syn pójdzie w jej ślady odpowiada: – Jeszcze zbyt wcześnie, by mówić o predyspozycjach, ale biorąc pod uwagę, że rodzice to byli sportowcy, być może tak będzie
– zastanawia się.