Po mistrzu czas na wicemistrza Polski

Dwa tygodnie temu mieleccy piłkarze (białe stroje) sprawili nie lada sensację, wygrywając z mistrzem Polski i to na jego boisku. Czy w niedzielę będą w stanie powtórzyć to osiągnięcie w pojedynku z wicemistrzem kraju, Rakowem Częstochowa? Fot. Rafał Pozorski / Agencja Wyborcza.pl

Piłkarze PGE Stali Mielec kontynuują serię wyjazdowych meczów z najlepszymi drużynami poprzedniego sezonu. Po wygranej z mistrzem Polski, Lechem Poznań, już w niedzielę podopiecznych Adama Majewskiego czeka pojedynek
z Rakowem Częstochowa, który ubiegły sezon zakończył na 2. miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy.

Po sensacyjnym zwycięstwie na inaugurację sezonu 2022/23 nad „Kolejorzem”, w kolejnym meczu mielczanie nie byli już tak skuteczni i tylko zremisowali 1-1 przed własną publicznością z Radomiakiem. W tym przypadku bardziej pasowałoby określenie „aż zremisowali”, bowiem musieli oni gonić wynik, a przy remisowym wyniku zdecydowanie bliżsi zdobycia zwycięskiej bramki byli radomianie. – Jesteśmy rozczarowani tym, że nie wygraliśmy. Natomiast nie jesteśmy rozczarowani końcowym wynikiem, patrząc na to, jak przebiegał ten mecz – mówił po tym meczu szkoleniowiec PGE Stali. Przed jego podopiecznymi w ten weekend zdecydowanie trudniejsze zadanie, jakim będzie pojedynek pod Jasną Górą. – Raków nie dostosowuje się do przeciwnika tylko gra na własnych zasadach. My musimy się do tego ustosunkować. Gramy w tym samym ustawieniu, w tym samym systemie, dlatego na pewno będzie bardzo dużo pojedynków jeden na jeden i to będzie miało duże znaczenie. Musimy zagrać bardzo zaangażowani i zdeterminowani, czego nigdy nam nie brakuje. Musimy też zagrać z dużą pewnością siebie, nie wystraszyć się przeciwnika i być przygotowani na intensywną grę wysokim pressingiem ze strony zespołu z Częstochowy – deklarował na przedmeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec ekipy z Mielca.
Dwa wicemistrzostwa
zobowiązują
– My, jako dwukrotni wicemistrzowie Polski, zdobywcy Pucharu Polski i jako ambitna drużyna nie możemy nie walczyć o medale i czołowe lokaty, i tak do tego podchodzimy. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie i że stan kadrowy nam na to pozwoli – mówił przed startem sezonu 2022/23 w PKO BP Ekstraklasie Marek Papszun, szkoleniowiec Rakowa. Jednak jeszcze do minionego czwartku w Częstochowie nie zaprzątano sobie głowy meczem z PGE Stalą, bowiem właśnie w ten dzień ekipę spod Jasnej Góry czekał rewanżowy mecz w ramach eliminacji Ligi Konfederacji z FK Astaną (zakończył się po zamknięciu numeru – przyp. red.). Raków po zwycięstwie 5-0 w pierwszym meczu, był zdecydowanym faworytem rewanżu. Zdecydowanie bardziej sen z powiek sztabowi trenerskiemu ekipy z Częstochowy spędzała daleka podróż do Kazachstanu i z powrotem , która – przynajmniej taką wszyscy maja nadzieję – odbędzie się bez przygód. W gronie zawodników, będących na pokładzie samolotu lecącego do Astany zabrakło m.in. kontuzjowanych wcześniej Tomasa Petraska, Andrzeja Niewulisa, Marcina Cebuli, Waleriana Gwili oraz – i tu niespodzianka – Ivi Lopeza i Bogdana Racovitana. – Nie chcieliśmy ryzykować ich zdrowiem. Obaj mają drobne kłopoty, dlatego zostawiliśmy ich w Polsce – wyjaśniał Matek Papszun w rozmowie z portalem Interia.pl. W PKO BP Ekstraklasie Raków do tej pory rozegrał tylko jeden mecz (1-0 z Wartą Poznań – przyp. red.). Pojedynek II kolejki, w którym częstochowianie mieli się zmierzyć z Piastem Gliwice, z racji ich gry w europejskich pucharach, został przełożony na inny termin.

RAKÓW – PGE STAL
niedziela, godz. 17.30
(transmisja Canal+ Sport)

Marcin Jeżowski