Polacy o pół metra od zwycięstwa w Zakopanem

Po rocznej przerwie, Biało-Czerwoni ponownie stanęli na podium konkursu drużynowego w Zakopanem. Tym razem na jego 2. stopniu. Nz. od lewej: Dawid Kubacki, Paweł Wąsek, Piotr Żyła i Kamil Stoch. Fot. Łukasz Szeląg

Jednego punktu, czyli nieco ponad pół metra zabrakło reprezentacji Polski do tego, by po raz drugi w historii móc cieszyć się ze zwycięstwa w konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Sobotnie zmagania ostatecznie wygrali Austriacy, a podium uzupełnili zawodzący w tym sezonie na całej linii Niemcy.

Śmiało można stwierdzić, że w miniony weekend wróciło stare, dobre Zakopane. W stolicy polskich Tatr znowu było tłumnie, gwarno i kolorowo, a takie obrazki ostatni raz mogliśmy oglądać trzy lata temu, czyli jeszcze przed pandemią. Późniejsze zakopiańskie konkursy z racji obowiązujących obostrzeń odbywały się „na pół gwizdka”. Tym razem było inaczej. Trybuny Wielkiej Krokwi jednak nie zapełniły się tak szczelnie, jak jeszcze w czasach przedpandemicznych, kiedy to na żywo konkursy oglądało grubo ponad 20 tys. widzów, bowiem w tym roku organizatorzy przygotowali na każdy z trzech dni rywalizacji 15 tys. biletów. W sobotę i niedzielę o taką frekwencję, mimo wysokich cen wejściówek (na konkurs najtańsze kosztowały 200 zł) nie było problemów, gorzej sytuacja wyglądała w piątkowych kwalifikacjach, których obejrzenie wiązało się z wydatkiem 100 zł. Zresztą sam przebieg piątkowej rywalizacji miał nieco komiczny przebieg, gdyż zgłosiło się do niej zaledwie 51 skoczków. Oznaczało to, że do niedzielnego konkursu indywidualnego nie dostanie się tylko… jeden zawodnik. Tym pechowcem był Czech Frantisek Lejsek. W piątkowej „przystawce” najlepszy okazał się Austriak Daniel Tschofenig, a tuż za jego plecami uplasował się lider Pucharu Świata, Dawid Kubacki. Dla Polaków – zresztą nie tylko ich – piątek był walką o uznanie w oczach swoich trenerów, którzy musieli wybrać zawodników do rywalizacji drużynowej. I tu niespodzianka – Thomas Thurnbichler, szkoleniowiec Biało-Czerwonych nie zdecydował się desygnować do niej Aleksandra Zniszczoła (16. miejsce), który w kwalifikacjach wypadł zdecydowanie lepiej od Pawła Wąska (33. miejsce). – Po pierwsze jestem dziś bardzo zadowolony z progresu, jaki zrobił Aleksander Zniszczoł, to był naprawdę dobry skok. Musimy jednak też powiedzieć, że na kwalifikacje mocny wpływ miała zła sytuacja z wiatrem. Olek miał wiatr pod narty, podczas gdy Paweł Wąsek miał 2,5-metrowy wiatr w plecy. To z pewnością było dla niego bardzo trudne. Jestem niemal pewien, że w sobotę będzie w stanie podbudować swoje skoki. Pokazywał to przez cały sezon, że bardzo dobrze spisuje się w konkursach – argumentował swój wybór Thurnbichler. Oprócz Wąska, w sobotę o sile polskiej drużyny stanowili jej trzej liderzy: Dawid Kubacki, Piotr Żyła i Kami, Stoch. Ten ostatni pokazał w piątek, że doszedł już do siebie po przebytej w ostatnich dniach grypie i powinien być mocnym punktem Biało-Czerwonych w konkursie drużynowym.

 

Czempion dla Kubackiego

Jeszcze kilka dni temu konkurs drużynowy w Zakopanem stał pod dużym znakiem zapytania. Wszystko przez fakt małej liczby zespołów (wymaganych jest 8 – przyp. red.), jakie się do niego planowały zgłosić (zabrakło m.in. Japonii, Włoch i Szwajcarii). Pojawił się nawet pomysł, aby zmagania drużynowe zastąpić pierwszy raz w historii Pucharu Świata konkursem duetów. Ostatecznie pomysł ten upadł, a w sobotę mogliśmy oglądać 9 reprezentacji. Poziom rywalizacji nie powalał jednak na kola na, bowiem blisko połowa z nich miała problem z nawiązaniem wyrównanej walki ze zdecydowanie mocniejszą resztą stawki. Tuż przed rozpoczęciem sobotniego konkursu na zeskoku Wielkiej Krokwi miała miejsce miła uroczystość. Dziennikarz „Przeglądu Sportowego” Kamil Wolnicki oraz honorowy prezes PZN Apoloniusz Tajner wręczyli Dawidowi Kubackiemu statuetkę Czempiona za zajęcie 5. miejsca w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Polski 2022 roku, której aktualny lider Pucharu Świata nie mógł odebrać osobiście podczas ubiegłotygodniowej Gali Mistrzów Sportu w Warszawie.

Dobrze zaczęli, nieźle skończyli

W polskim zespole konkurs świetnie rozpoczął trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch, który za skok na odległość 137 m uzyskał doskonałą notę 151,5 pkt, dającą Biało-Czerwonym prowadzenie po skokach I grupy zawodników. Na 2. miejscu z minimalną stratą plasowali się Austriacy, a na 3. pozycji reprezentacja Norwegii. Skaczący w II grupie Piotr Żyła także był najlepszy, tym samym Polska umocniła się na prowadzeniu. W ostatniej grupie skakali liderzy zespołów, wśród których najlepszy okazał się prowadzący w klasyfikacji generalnej PŚ Dawid Kubacki. Za skok na odległość 136,5 m uzyskał on najwyższą notę nie tylko w I serii, ale w całym konkursie (156,3 pkt.) i zapewnił Biało-Czerwonym prowadzenie na półmetku rywalizacji (o 2,9 pkt. przed Austrią i 15 pkt. przed Niemcami). Przez całą II serię toczyła się zacięta walka o 1. miejsce pomiędzy Polską i Austrią. Podopieczni Thomasa Thurnbichlera po skoku Stocha spadli na 2. pozycję i z każdą kolejną grupą tracili coraz więcej do Austriaków. Przed ostatnią kolejką strata ta wynosiła już ponad 16 pkt. i wydawała się być nie do odrobienia. Na domiar złego próba Dawida Kubackiego przypadła na koszmarne warunki, wobec czego do noty Polaka dodano aż 26,4 pkt. Mimo niekorzystnego wiatru, Kubacki uzyskał 127,5 m, co jednak nie dawało większych szans na zdystansowanie Austriaków. Nie do końca udany drugi skok Stefa Krafta (tylko 123,5 m) sprawił jednak, że wśród kibiców zgromadzonych na Wielkiej Krokwi nieoczekiwanie odżyły nadzieje na końcowy sukces Biało-Czerwonych. Jak się okazało, do pełni szczęścia, czyli pierwszego od 5 lat zwycięstwa Polski w konkursie drużynowym w Zakopanem zabrakło zaledwie punktu. – To były dla nas świetne zawody. Atmosfera była super, w Zakopanem jest zawsze pełno kibiców i dużo zabawy. Stoczyliśmy zaciętą walkę z Polską i Niemcami i jesteśmy szczęśliwi, że jesteśmy na szczycie – przyznał po zawodach Stefan Kraft. Z miejsca na najniższym stopniu podium cieszył się z kolei Karl Geiger. – Atmosfera była świetna. Cieszymy się z naszego 3. miejsca, ponieważ mieliśmy w ostatnich tygodniach wiele problemów i nieczęsto pojawialiśmy się na podium. Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi – zapewniał Niemiec.

Niedosyt skoczków i zwycięstwo dla trenera

W wypowiedziach polskich skoczków przewijały się z kolei mieszane uczucia. Przed konkursem zarówno oni, jak i większość kibiców 2. miejsce pewnie wzięłaby w ciemno. Po konkursie pozostał jednak spory niedosyt.
– Każdy dzień jest dla mnie coraz lepszy. Z każdym dniem czuję się lepiej. Mam dolegliwości zwłaszcza z plecami, ale to na bieżąco staramy się naprawiać. Pierwszy mój skok był super, bardzo solidny. W drugim był minimalny błąd, trochę straciłem równowagę tuż przed odbiciem. Przy takich warunkach trzeba być bardzo precyzyjnym, wszystko musi być na żyletki. W takich warunkach, jakie miał Dawid, ja bym sobie nie dał rady. Bardzo się cieszę, że mogę tu być, a jeszcze bardziej się cieszę, że są tutaj kibice – przyznał Kamil Stoch. – Idę coś zjeść, żeby nabrać znowu energii – rozpoczął w swoim stylu podsumowanie sobotniego konkursu Piotr Żyła, który zaprezentował się zdecydowanie lepiej, niż w piątek. – Trening jest od trenowania – przyznał z rozbrajającą szczerością. Z 2. miejsca był za to bardzo zadowolony Thomas Thurnbichler, który właśnie przedwczoraj w Zakopanem debiutował w roli szkoleniowca Biało-Czerwonych w rywalizacji drużynowej. – To porażka o jeden punkt, ale smakuje jak zwycięstwo. Wygrywamy jako drużyna i przegrywamy jako drużyna, dlatego nie da się wskazać, gdzie ten jeden punkt straciliśmy. Zawodnicy wykonali kapitalną pracę po analizie piątkowych skoków – przyznał Austriak. 2. miejsce w Zakopanem było pierwszym podium Biało-Czerwonych w konkursie drużynowym od 721 dni. Po raz ostatni stali oni na pudle „drużynówki” 23 stycznia 2021 r. w Lahti, gdzie także zajęli 2. pozycję.

Wyniki konkursu drużynowego: 1. Austria 1151,5 pkt. (D. Tchofenig 137 i 134 m, M. Hayboeck 136,5 i 138, M. Fettner 129 i 130,5, S. Kraft 130 i 123,5), 2. Polska 1150,5 (K. Stoch 134 i 128, P. Żyła 134 i 134, P. Wąsek 125 i 127, D. Kubacki 136,5 i 127,5), 3. Niemcy 1144,4 (M. Eisenbichler 131 i 140, P. Raimund 127,5 i 131,5, K. Geiger 136 i 138, A. Wellinger 125,5 i 131), 4. Słowenia 1117,7, 5. Norwegia 1113,4, 6. Finlandia 1015,5, 7. USA 873.3, 8. Czechy 778,4, 9. Rumunia 352,3.

Marcin Jeżowski, Zakopane