Rozwód po męsku

Fot. archiwum prywatne

– Nie znam nikogo, kto chciałby przeżyć trudny rozwód lub nieformalne rozstanie, poharatać się na frontach sądowych wojen czy pragnąć tracić pieniądze na adwokatów, biegłych i koszty sądowe. Nie słyszałem też o nikim, kto snułby plany uczynienia swoim największym wrogiem osobę, której wyznawał miłość. Znam jednak setki przypadków zaciekłych, wyniszczających wojen rozstaniowych, dlatego wiem, że różnią się między sobą tylko szczegółami, bo w schemacie i skutkach są zwykle takie same – twierdzi Wojciech Malicki
z Tarnobrzega, autor pierwszego w Polsce poradnika dla mężczyzn „Rozwód”.

– Nie dogadywaliśmy się. Kłótnie, coraz częstsze ciche dni, potem osobne łóżka, osobna kasa. Dwa oddzielne życia pod jednym dachem. Miłość dawno wygasła, nawet przestaliśmy się lubić. Typowa małżeńska degrengolada, do której przyłożyły się obie strony. Ale nie było między nami nienawiści, a w ważnych sprawach dotyczących dwojga naszych dzieci potrafiliśmy usiąść przy kawie i się dogadać. Udało nam się także umówić, że rozstaniemy się pokojowo, nie wywlekamy brudów, nie ranimy się, tylko zachowujemy jak rozsądni ludzie. I tak się stało. Sąd orzekł rozwód bez orzekania o winie. Prosiłem ślubną wielokrotnie, aby w wyroku uregulować także kwestię podziału majątku wspólnego. Nie zgodziła się, mówiąc, że musimy to bez pośpiechu przegadać i załatwimy wszystko poza sądem, u notariusza. Do tego czasu mieliśmy mieszkać wspólnie z dziećmi w naszym domu, gdzie wyznaczyliśmy strefy, łącznie z tym, która półka jest czyja w lodówce.

Sam rozwód uzyskać jest bardzo łatwo

– To historia prawdziwa 40-letniego p. Waldka, z zawodu urzędnika, przytaczam ją w mojej książce, bo jest typowa dla polskich realiów – mówi Wojciech Malicki. – Sam rozwód uzyskać jest bowiem bardzo łatwo. Koszmar rozpoczyna się potem, gdy strony zaczynają walczyć o majątek, o opiekę nad dziećmi i alimenty. Wtedy dopiero mnóstwo mężczyzn dowiaduje się, z kim tak naprawdę żyli pod jednym dachem. Wtedy dopiero, niezależnie od tego, jaką mamy pozycję społeczną, mamy wielką szansę uwikłać się w wojnę rozwodową, która błyskawicznie wciągnie, pochłonie bez reszty, a będzie skutkowała tym, że nawet rozsądni, poukładani i odporni psychicznie mężczyźni tracą zdrowy rozsądek i wkroczą na drogę autodestrukcji. Wojna rozwodowa wyzwala w ludziach najbardziej plugawe cechy, a dodatkowo w realiach polskiego wymiaru sprawiedliwości, sytuacja mężczyzn jest trudna, a czasem wręcz beznadziejna.
Wracając do historii pana Waldka. Po upływie półtora miesiąca życia z byłą żoną pod jednym dachem, nastąpił moment, po którym wszystkie wcześniejsze ustalenia legły w gruzach.

Koniec cywilizowanych kontaktów

– Wracam do domu po pracy i…nie mogę otworzyć drzwi, bo moje klucze nie pasują do zamków. Dzwonię, pukam i słyszę zza drzwi, że już tu nie mieszkam, a moje rzeczy spakowane w walizki są w samochodzie. – Dlaczego? Przecież się umawialiśmy – pytam? – Tak, ale zmieniłam zdanie i już nie będę się z tobą męczyć pod jednym dachem – odpowiada, i radzi mi, żebym coś sobie wynajął, albo zamieszkał u swoich rodziców. Ledwo łapiąc oddech, próbuję zebrać myśli. Ja, prawie 40-letni facet, który w wieku dwudziestu lat wyprowadził się z rodzinnego domu i przez ten czas ciężko pracował, dorobił się tego i owego, pracuję na dość wysokim stanowisku, mam jak jakiś nieudacznik życiowy wrócić z walizką do rodziców? No, nie, ku**a mać, tak nie będzie…- opowiada cytowany przez Wojciecha Malickiego mężczyzna, który wezwał wówczas do domu ślusarza i otworzył drzwi. To otwarcie, nie uczyniło go jednak wygranym. „Było w rzeczywistości zamknięciem naszych cywilizowanych relacji, zakończeniem pokoju, pożegnaniem spokoju, i rozpoczęciem blisko dwuletniej, wyniszczającej wojny domowej. Oboje byliśmy już podkręceni. Jak, wiadomo, bo mnie po chamsku chciała wyrzucić z własnego domu. Ona, rozwścieczona, bo jej się nie udało… Staliśmy się wrogami, z każdym dniem, coraz bardziej zajadłymi. Ona szybko zaczęła robić wszystko, żeby mnie sprowokować do kłótni, i coraz lepiej jej to wychodziło. Z każdą pyskówką, świństwem i prowokacją coraz szybciej traciłem nerwy. O to jej właśnie chodziło, bo – jak się później (za późno) dowiedziałem, nagrywała nie tylko nasze scysje i rozmowy telefoniczne, ale zostawiała dyktafony także pod swoją nieobecność, aby rejestrować moje prywatne rozmowy. To była przemyślana taktyka, obliczona na zdobycie dowodów moich rzekomych przestępstw – opowiada p. Waldemar.
Wojciech Malicki w poradniku dla mężczyzn „Rozwód” zawarł 110 takich opowieści – mężczyzn, którzy stanęli twarzą w twarz z tematem rozwodu, opracował także 220 porad na ponad 500 stronach książki.

Sam przeszedłem przez trudny rozwód

– Poświęciłem tej książce 6 lat. Sam przeszedłem przez trudny rozwód i gdybym wówczas mógł przeczytać taką książkę, nie popełniłbym wielu błędów i oszczędziłbym sobie mnóstwo nerwów, zdrowia i pieniędzy – przyznaje autor pierwszego takiego poradnika w Polsce. – Były dziennikarz i prawnik z wykształcenia od podszewki zna rzeczywistość polskich sądów, prokuratur i komend policji. Stąd wiedza, którą zawarł w książce dotyka wszystkich sfer i aspektów rozwodów, widzianych oczami mężczyzny.
– „Rozwód” to kompendium wiedzy, dotyczącej tego jednego z najbardziej traumatycznych przeżyć, jakiego możemy doświadczyć. Wiem, bo sam to na sobie przerobiłem. Tą książką, chcę jednak czytelnika uchronić przed wojną rozwodową i przekonać, żeby za dużą cenę, choć nie za wszelką, unikał polskich sądów, które są bezdusznymi fabrykami wyroków. A jeśli się nie da, to spróbuję przeprowadzić go przez prawne meandry rozwodu i bagno polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tą książką chcę wyrównać nierówne szanse mężczyzn i kobiet. Dlatego trzymam się faktów, pokazuję nagą prawdę, bez żadnych kompromisów, ale z założenia nie kierowałem się modnymi ostatnio postulatami symetryzmu czy poprawności politycznej – mówi Wojciech Malicki. – Rozwód jest jak operacja chirurgiczna. Mądrze przeprowadzony, choć jak każdy zabieg pozostawi po sobie bliznę, pozwoli jednak nadal cieszyć się życiem.

Takie wojny toczą się w tysiącach domów

Książka „Rozwód – poradnik dla mężczyzn” miała swoją premierę w listopadzie. Zawiera informacje prawne aktualne na dzień 1 października 2021 r. Ogrom zawartej w niej wiedzy praktycznej będzie jednak aktualny przez wiele nadchodzących lat. Liczba rozwodów w Polsce w ostatnich latach wzrosła. Rocznie rozstaje się około 60 tysięcy par, a czas pandemii jeszcze tę tendencję przyspieszył. Co oznacza, że co roku w dziesiątkach tysięcy polskich domów zaczynają się wojny okołorozwodowe. – Najważniejsza prawda rozwodowa brzmi „odpuść, jeśli możesz”. Walka dla samej walki jest bez sensu. Szkoda zdrowia, szkoda życia, szkoda pieniędzy, szkoda bezpowrotnie zniszczyć relacji – zapewnia Wojciech Malicki. – To niby nic odkrywczego, oczywista oczywistość, a jednak co roku, tysiące rozwodników, bez względu na doświadczenie życiowe, wykształcenie, stan majątkowy, dorobek zawodowy, marnują siły na bezsensowną wojnę, której z zasady, nie da się wygrać. Mimo pozornej radości z kilku wygranych potyczek, obie strony przegrywają z kretesem. Bo to jest wojna totalna, atomowa, w której nie bierze się jeńców. Na koniec zostaje spalona ziemia i łzy.

Weź przykład z Leonarda Cohena

Wojciech Malicki radzi już w pierwszym rozdziale książki, by byli jak Leonard Cohen. Przytacza przy tym historię, która przydarzyła się temu wyjątkowemu bardowi. – Gdy Cohen dobiegał już „siedemdziesiątki”, był spełnionym artystą, który uporał się z depresjami i planował już tylko spokojną, dostatną emeryturę, został okradziony przez swoją kochankę i menadżerkę Kelly Lynch. Kobieta ograbiła go do tego stopnia, że nie miał za co zapłacić podatków za swoje domy w Los Angeles i Montrealu – mówi Wojciech Malicki. – Cohen powiedział wówczas, że „to smutne, kiedy przyjaciel cię okrada, ale to nie może być powód, który zepsuje ci humor”. Cohen rozpoczął z pomocą prawników starania sądowe o odzyskanie pieniędzy, ale wiedział, że szanse na ich odzyskanie są nikłe, a procedury sądowe nawet w Ameryce są czasochłonne. Dlatego nie żył tą sprawą, nie wyklinał swojej byłej kobiety, ani nie żalił się dziennikarzom. Zamiast rozpaczać nad stratą oszczędności życia i podłością przyjaciółki, po prostu zmienił plany życiowe. Wyjechał w trasę koncertową, która miała trwać trzy miesiące, a w rzeczywistości trwała trzy lata. Zarobił na niej ponad 50 milionów dolarów. Leonard zarobił dużo więcej niż stracił. Co więcej, nagrał trzy nowe płyty studyjne, które się kapitalnie sprzedały. Leonard wybrał pokój, zamiast wojny – działanie, zamiast bezczynnej rozpaczy – spojrzenie w przyszłość, zamiast złorzeczenia i rozpamiętywania tego, co było. W swojej książce właśnie to radzę. Weź z niego przykład, wycisz emocje, włącz rozum, kalkuluj na chłodno, odpuszczaj wszędzie tam, gdzie możesz odpuścić. Zamiast walczyć o każdą złotówkę, która ci się należy, skup się na tym, żeby zarobić dwa złote. Zamiast wykłócać się o pół starego samochodu, pomyśl, jak zarobić na całe nowe auto.

Małgorzata Rokoszewska

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
młodszy asesor
młodszy asesor
8 miesięcy temu

z przeprowadzonych badań statystycznych jednoznacznie wynika ,że duży przyczynek do rozwodów mają teściowe i ich próby ulepszania świata małżonków.Dowodem niech będzie niezliczona ilość anegdot o teściowych.Czy coś takiego jest na temat teściów ? Jedyny komentarz najczęsciej to ;żył pięknie od rana pod gospodą GS

Anzelm
Anzelm
8 miesięcy temu

A instytucje państwa nie zachęcają do rozwodów ? Moim zdaniem to one są winne obecnej sytuacji i odpowiadają za to skoro się tym bawią zajmują się niby tym a zachęcają kobiety do fałszywych oskarżeń ,sprzyjają im przez brak pełnego domniemania niewinności dla mężczyzn by się bogacić mówi się wręcz o przemyśle rozwodowym . I on jest ,