Śmiertelne zagrożenie! Kto odpowie za ewentualną tragedię?


Zdjęcia użytkowanego boiska, które jest placem budowy, przedstawił Wiesław Truniarz, przewodniczący miejskiej komisji sportu, mogą szokować. Fot. Archiwum

Sytuacja na placu budowy zadaszenia pneumatycznego nad boiskiem sportowym na mieleckich błoniach jest zatrważająca. Widzimy tam niezabezpieczone zagłębienia pod haki, porozrzucane obciążniki z piaskiem, porwane rękawy wejściowe do namiotu, zardzewiałe rury i uszkodzone miejsca, w których powinien być zakotwiony balon. I z tego miejsca… korzysta młodzież. Czy musi dojść do tragedii?

Budowa zadaszenia nad boiskiem na miejskich terenach sportowo-rekreacyjnych wzbudza ogromne kontrowersje. Łączny koszt inwestycji to ponad 2,3 mln zł, z czego 1,1 mln zł to rządowa dotacja. Roboty ruszyły latem ub.r., dopiero w grudniu postawiono balon pneumatyczny, który zaraz potem… zawalił się. Cała jego konstrukcja leży na ziemi, niszczeje i zagraża bezpieczeństwu. A mimo tego, niemal codziennie trenują tam sportowcy.

„Wyciągnąć konsekwencje”

Mocno zaniepokojony tym jest Wiesław Truniarz, przewodniczący miejskiej komisji sportu. Zaprezentował on radnym galerię zdjęć, na których widzimy zatrważającą sytuację i wynikające z niej liczne zagrożenia na placu budowy, które w praktyce nim nie jest.
– Składowane tam elementy zadaszenia boiska pozostawiają wiele do życzenia – alarmował. – Niszczeją i już wyglądają jak stare. Widzimy tam niezabezpieczone zagłębienia pod haki, porozrzucane obciążniki z pias-
kiem, porwane rękawy wejściowe do namiotu. Tymczasem obiekty te są użytkowane przez młodzież. Nie tak to miało wyglądać, nie tak powinno być. Proszę wyciągnąć konsekwencje wobec wykonawcy, żeby nie było tak jak na stadionie, gdzie mamy sprawy sądowe – grzmiał na ostatniej sesji Rady Miasta.

„Może dojść do nieszczęścia”

Wtórował mu radny Grzegorz Ziomek: – Cała ta sytuacja niepokoi. Na zdjęciach widzimy też skorodowany materiał budowlany oraz uszkodzone miejsca, w których powinien być wkotwiony balon. Pomiędzy boiskami jest przejście oraz miejsce, gdzie są ławeczki dla kibiców. Na środku leżą elementy instalacji. Każdy może tam wejść i je wynieść. Nie wiem, czy ktoś tego pilnuje. W takim standardzie chcemy odebrać tę inwestycję? – pytał.
– Boisko to użytkują dzieci i młodzież, a są tam niezabezpieczone kotwy. Jeżeli ktoś tam wpadnie, może dojść do nieszczęścia. Trzeba coś z tym zrobić, tak, żeby dzieci mogły bezpiecznie tam grać. Trenerzy zwracają również uwagę na elementy wejścia do budowanej hali, które znajdują się w obrębie boiska. One również nie są zabezpieczone. Jeżeli któreś z dzieci wpadnie z rozpędu na ten element, naprawdę może być źle – przestrzega Ziomek.

Prezydent zaskoczony

Prezydent Jacek Wiśniewski nie krył zaskoczenia tym, co zobaczył na zdjęciach: – Na pewno będę o tym rozmawiał z pracownikami. Nie wiem, czy to jest na etapie budowy, kto jest odpowiedzialny za ten teren, ale na pewno nie powinno to tak wyglądać – zaznaczył.
Andrzej Jędrychowski, naczelnik Wydziału Inwestycji w Urzędzie Miasta oznajmił, że teoretycznie teren ten przekazano firmie budowlanej, która ma dokończyć inwestycję.
– Oczekujemy, że wszystkie elementy, które zostały pokazane na zdjęciach, w momencie odbioru będą zgodne z projektem. Troszkę przeciąga się okres związany z ustawieniem balonu. Były przyczyny pogodowe, które nie pozwalały tego zrobić, ale to jest takie tłumaczenie… Sam rozumiem, że powinno to wyglądać lepiej – przyznał.

„Nie zamiatajmy tego pod dywan”

W pewnym momencie Bogdan Bieniek, przewodniczący Rady Miasta, zaapelował o zakończenie dyskusji. – Nie ciągnijmy tego tematu, bo to zaczyna wyglądać groteskowo. Rozumiem, że wrócimy do tematu na komisji sportu i najbliższej sesji rady – proponował.
– A ja jednak jestem zwolennikiem odpowiedzialności za to, co się robi. Nie zamiatajmy problemu pod dywan. Jeśli jest ktoś odpowiedzialny za taki, a nie inny stan tego obiektu, to po prostu to rozstrzygnijmy, a nie mówmy, że nic się nie stało, bo stało się. Tam jest bajzel. Jest to kwestia niegospodarności i z tego tytułu należy wyciągać konsekwencje, a nie udawać, że nic się nie stało – irytował się radny Marian Kokoszka.

Paweł Galek