Sokół najlepszy na półmetku

Michał Lis (z piłką) był górą w bliźniaczym pojedynku. Fot. Sebastian Maślanka/facebook Sokół Łańcut

Rawlplug Sokół pokonał beniaminka z Krakowa i zakończył I rundę na fotelu lidera. O zwycięstwie ekipy trenera Dariusza Kaszowskiego przesądziła druga połowa, w której gospodarze zaprezentowali niezwykle ofensywną koszykówkę zdobywając 64 punkty.

AZS AGH mimo, że do Łańcuta przyjechał bez swojego lidera Wojciecha Frasia radził sobie bardzo dobrze, szczególnie w pierwszej połowie, którą goście zakończyli z czternastopunktową przewagą. – Beniaminek przeciwstawił się nam bardzo mocno – mówi Dariusz Kaszowski, trener Rawlplug Sokoła. – Zagraliśmy słabo pierwszą połowę. Wynikało to z tego, że mieliśmy za dużo strat, bo aż 10, z czego straciliśmy 14 punktów. Pozwalaliśmy rywalom też zbierać piłkę pod naszą tablicą i ponawiać akcje. Troszkę porozmawialiśmy w przerwie i obraz gry już praktycznie zmienił się w drugiej części spotkania, gdzie zdobyliśmy już 64 pkt – mówi szkoleniowiec ekipy z Łańcuta, która III kwartę rozpoczęła od 11 punktów z rzędu. Goście, którzy w pierwszej połowie mieli zaledwie trzy straty, zupełnie się pogubili. – Duża jakość jest wtedy, gdy na boisku było trzech najbardziej doświadczonych zawodników
– mówi trener Wojciech Bychawski, szkoleniowiec AZS AGH. – Nasz najwyższy zawodnik jak nie ma na boisku Pawła Zmarlaka, miał 191 cm i broniąc wysokich silnych graczy Sokoła już w III kwarcie nie było po prostu sił. Zespół dał z siebie wszystko, a tych sił starczyło na 2,5 kwarty. Jak człowiek jest wypoczęty i mu idzie, to łatwo jest podejmować decyzje, a jak jest zmęczony i głowa trochę siada, to ucieka. Przede wszystkim jednak przestaliśmy trafiać. To co trafialiśmy w pierwszej połowie, to nawet jak ja bym rzucił krzesłem, to by wpadło do kosza. W drugiej połowie wypluło nam 2-3 trójki, dystans zaczął się kurczyć. Zresztą Sokół zaczął grać tak jak trzeba. Takiego rozgrywającego jak Marcin Nowakowski, a obserwuję grę Sokoła od lat, bo jest tu mój przyjaciel Maciek Klima, to nie było, nie umniejszając żadnemu z wcześniejszych, którzy tu grali. To jest klasa sama w sobie i widać było jak on to napędził. Może nie miał najlepszych statystyk, ale to co facet robi na boisku, to czapki z głów. Uważam, że ta liga to nie jest jego miejsce. Uważam, że Sokół na tę chwilę jest najlepszą ekipą w I lidze, po względem personalnym, gry i zachowań na boisku i szkoda było zaprzepaścić taaki sezon. Może trochę nieco szersza kadra by się przydała, 2-3 graczy więcej, bo widać przy tych kontuzjach, co się dzieje. Na razie w siedmiu się wygrywa, ale w play-off dzień po dniu będzie kłopot – komplementował rywali szkoleniowiec z Krakowa, który nie ukrywał jednak też żalu do gospodarzy.
– Nie chcieliśmy rozgrywać tego meczu w związku z sytuacją zdrowotną – wyjaśnia sytuacje Bychawski. – Wojtek Fraś pojechał na kadrę i za granicą złapał covida. Zresztą pół tej kadry 3×3 jest chore. Dodatkowo przy zespole są osoby, które mają problemy z tą chorobą. Zadzwoniłem do trenera Kaszowskiego i poprosiłem, żebyśmy zagrali w dowolnym terminie, w którym będziemy mogli bezpiecznie przyjechać. Trener się zgodził, uzgodniliśmy, że jest wszystko jasne i nie gramy. Dwie godziny później dostaliśmy maila, podpisanego przez prezesa PTG Sokół, że on sobie życzy, żeby wymienić osoby które są chore. Odzwoniłem tłumacząc, że to jest niezgodne z wszelkimi normami, takie informowanie. To jest ustawa o ochronie danych osobowych. Wiadomo, jakie są sytuację sanitarno-epidemiologiczne z kwarantanną itd. Chcieliśmy tego uniknąć, dawałem słowo i jestem w stanie to w prosty sposób udowodnić, że ta drużyna nie powinna była przyjechać do Łańcuta. Zawsze chcę zagrać z zespołem, który jest w najmocniejszym składzie, bo się nie boję. Czemu ma służyć takie granie, żeby za wszelką cenę być na pierwszym miejscu. Jesteśmy beniaminkiem kolejny rok i nikt nas nie szanuje. Co my komuś złego zrobiliśmy ? To, że się nie poddajemy, nie klękamy, że nie płaczę i nie proszę nikogo o nic. Jest mi po prostu smutno, bo był dobry mecz, a mógłby być jeszcze lepszy. Na dziesięć meczów z Sokołem możemy wygrać jeden i to wtedy, jak się „zejdą dwie środy palmowe w kupę i to będzie czwartek”. Taka jest prawda, mierzmy potencjał i umiejętności. Mogę się bić, grać ambitnie, wierzyć w moich graczy, ale wiem, jak się gra w Łańcucie. Kibice wstali, krzyknęli i … zrobiliśmy straty. Nie mamy doświadczenia i umiejętności gry przy takich ludziach, w takim tłumie – mówi trener AZS AGH i dodaje: – Sokół jest znakomitym zespołem, który świetnie gra. Dobrany po raz pierwszy od dość dawna charakterologicznie. Zawsze była jakość, ale jej było za dużo. Teraz ludzie są superdobrani, co widać po wynikach. Gdy będzie trzymał tak tę grę, atmosferę, to ma szansę, jeżeli są takie chęci i zamiary, osiągnąć cel, jaki powinien moim zdaniem być osiągnięty, bo ile można być drugim w I lidze? Należy zaatakować miejsce w ekstraklasie, bo tam jest miejsce tej drużyny. Jest hala, są kibice i widzę, że są środki, bo nikt tu nigdy nie narzekał na finanse – mówi Bychawski. Natomiast sytuację tak przedstawia trener Rawlplug Sokoła, Dariusz Kaszowski. – Na pierwszą prośbę AZS AGH nasz zarząd wyraził zgodę, ale później nasz klub chciał potwierdzenia sytuacji zdrowotnej w zespole. Nasz zarząd nie uzyskał żadnej informacji, więc zmienił zdanie. Jak widzieliśmy to u rywali, brak było tylko Wojtka Frasia, który notabene jest poza granicami kraju – stwierdza szkoleniowiec ekipy z Łańcuta.

Rafał Myśliwiec

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments