Spowodował wypadek i uciekł. Za kierownicą policjant?

Toyota sforsowała ogrodzenie i wylądowała w ogródku. Jej kierowca uciekł z miejsca wypadku, przez kilkanaście godzin szukali go policjanci z psem tropiącym. Fot. Zdjęcie nadesłane przez Czytelnika

– Usłyszałem huk, wyszedłem z domu i zobaczyłem, że mam samochód w ogrodzie. Od kierowcy czułem alkohol. Prosił, aby nie dzwonić na policję – relacjonuje Super Nowościom świadek wypadku, do którego w nocy z piątku na sobotę około godz. 1 doszło w miejscowości Huzele w powiecie leskim. Zderzyły się tam dwie osobówki. Z naszych ustaleń wynika, że za kierownicą jednego z samochodów siedział policjant. Mężczyzna uciekł z miejsca wypadku, lecz policja znalazła go po kilkunastu godzinach. Samochodem, w który uderzył, jechała czwórka młodych ludzi. – To jeszcze dzieciaki, cztery czarne worki tu mogły być… – mówi drżącym głosem świadek zdarzenia.

Jak wynika ze wstępnych ustaleń policji, w prawidłowo jadące w kierunku Hoczwi audi, uderzyła zmierzająca w kierunku Leska toyota. – Kierowca audi zauważył jadący z naprzeciwka pojazd, który poruszał się jego pasem – relacjonuje Katarzyna Fechner, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Lesku. Aby uniknąć zderzenia, kierowca audi zjechał na przeciwny pas, ale prowadzony przez niego samochód został uderzony w tył przez Toyotę. W wyniku uderzenia audi kilkukrotnie obróciło się wokół własnej osi i po przejechaniu kilkudziesięciu metrów zatrzymało się na poboczu. Toyota sforsowała ogrodzenie i wpadła do ogródka na terenie jednej z prywatnych posesji. – Usłyszałem huk, wyszedłem z domu i zobaczyłem, że mam samochód w ogrodzie. Obok samochodu zobaczyłem wysokiego, łysego mężczyznę, który chodzi koło auta, to był chyba kierowca. Zapytałem, czy coś mu się stało, ale odpowiedział, że nie. Prosił, aby nie dzwonić na policję. Czułem od niego alkohol. Zerknąłem do samochodu, poduszki powietrzne były wystrzelone, w aucie leżała butelka wódki – relacjonuje Super Nowościom jeden ze świadków.

Dzień po zdarzeniu wrak samochodu został zabrany z posesji i zabezpieczony przez policję. Fot. Martyna Sokołowska (2)

Samochód należał do policjanta

Kierowca oddalił się z miejsca wypadku jeszcze przed przyjazdem policji. Z naszych ustaleń wynika, że to policjant zatrudniony w Komendzie Powiatowej Policji w Lesku. Katarzyna Fechner w rozmowie z Super Nowościami potwierdziła, że toyota biorąca udział w wypadku należy do niego. Funkcjonariusze policji z psem tropiącym przez kilkanaście godzin szukali mężczyzny. Jak informowała nas w sobotę rzeczniczka, nie zastali go w miejscu zamieszkania, nie odbierał też telefonu. W sobotę o godz. 18 policjantka potwierdziła, że w wyniku czynności operacyjnych sprawca został odnaleziony. Nie zdradziła jednak, gdzie przebywał, ani czy i jak tłumaczył swoje zachowanie. Został przebadany alkomatem, urządzenie nie wykazało zawartości alkoholu w organizmie. Została mu też pobrana krew do badań. – Wszystkie niezbędne czynności zostały przez nas wykonane, samochód wraz z zawartością został zabezpieczony. W komendzie zostało wszczęte postępowanie wewnętrzne w sprawie funkcjonariusza – powiedziała Super Nowościom Katarzyna Fechner.
Za kierownicą audi siedział 20-letni mieszkaniec powiatu leskiego. W chwili wypadku był trzeźwy. Razem z nim samochodem podróżowało troje młodych ludzi, chłopak i dwie dziewczyny. Nie odnieśli poważnych obrażeń. Dalsze czynności w sprawie wypadku będzie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Lesku.

Martyna Sokołowska