„Ten strajk jest krzykiem rozpaczy”. Za Sanokiem pójdzie cała Polska?

Oprócz sanockich pielęgniarek i położnych, we wczorajszym strajku ostrzegawczym wzięły udział także ich koleżanki
ze szpitali w: Rzeszowie, Lubaczowie i Przeworsku. Fot. Martyna Sokołowska

Pielęgniarki i położne z sanockiego szpitala w ramach strajku ostrzegawczego wczoraj na dwie godziny odeszły od łóżek pacjentów. Zrobiły to, bo nie zgadzają się na niskie wynagrodzenia i ogromne dysproporcje w zarobkach, które wprowadziła znowelizowana Ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Różnica w wynagrodzeniach pielęgniarek pracujących na tym samym oddziale i wykonujących tę samą pracę sięga nawet 2 tys. zł. Podobna sytuacja jest w szpitalach w całej Polsce. Problemem jest też brak pieniędzy na ustawowe podwyżki.

Dwugodzinny strajk ostrzegawczy w sanockim szpitalu związany był z trwającym od listopada ubiegłego roku sporem zbiorowym z pracodawcą, który dotyczy wysokości wynagrodzenia zasadniczego pielęgniarek i położnych. Z powodu braku przełomu w mediacjach, pielęgniarki i położne zdecydowały się na dwie godziny odejść od łóżek pacjentów. – Dotychczasowe mediacje nie dały nadziei na to, że dojdziemy do porozumienia z pracodawcą. Dyrektor nie położył na stole żadnej oferty, która byłaby dla nas satysfakcjonująca. Nie miałyśmy innego wyjścia, jak przeprowadzić strajk ostrzegawczy – tłumaczy Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w sanockim szpitalu i dodaje: – Ten strajk jest krzykiem rozpaczy. Od lat mówimy o tym, że sytuacja pielęgniarek i położnych jest bardzo zła i się pogarsza. Być może osoby odpowiedzialne za ten stan w końcu się ockną. Po zakończeniu mediacji, które, jak podkreśla przewodnicząca, prawdopodobnie nie doprowadzą do porozumienia z kierownictwem szpitala, strony podpiszą protokół rozbieżności. Wówczas wśród pielęgniarek przeprowadzone zostanie referendum strajkowe. – Jeśli będzie taka wola personelu, przystąpimy do strajku, który będzie miał dużo bardziej drastyczną formę – mówi Sawicka.

Ogromne dysproporcje w zarobkach

Drugim powodem wtorkowego strajku w sanockim szpitalu była obowiązująca od 1 lipca znowelizowana Ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, która wprowadziła ogromne dysproporcje w wynagrodzeniu pielęgniarek i położnych. – Różnica w wypłacie u pielęgniarek pracujących na tym samym oddziale i wykonujących tę samą pracę może wynieść nawet 2 tys. zł – zwraca uwagę Małgorzata Sawicka. – Nowa ustawa dzieli nas jako środowisko, dyskryminuje określoną grupę pracowników, a na to nie ma naszej zgody – podkreśla Sawicka. Problemem jest też brak pieniędzy na realizację wypłat zgodnie ze znowelizowaną ustawą. NFZ aneksował kontrakty i przyznał sanockiemu szpitalowi zbyt niską kwotę, która nie pokryje kosztów podwyżek.

Boją się zwolnień

Na strajk do Sanoka przyjechały też pielęgniarki ze szpitali w Rzeszowie, Lubaczowie i Przeworsku. – Jesteśmy w takiej samej sytuacji, jak koleżanki z Sanoka. Też nie mamy zabezpieczonych pieniędzy z NFZ-u na wypłaty. Nasz rząd podpisał ustawę bez zabezpieczenia finansowego. Jesteśmy pełne obaw, co do naszej przyszłości, bo jeśli dyrektor nie będzie miał pieniędzy, mogą zacząć się zwolnienia, nieprzedłużanie umów – powiedziała nam jedna z pielęgniarek zatrudnionych w szpitalu powiatowym w Przeworsku.
Na nowej ustawie o najniższych wynagrodzeniach nasza rozmówczyni nie zostawia suchej nitki. – Wszystkie bez względu na wykształcenie pracujemy jednakowo, poświęcamy ten sam czas na opiekę nad pacjentem i wykonujemy te same zadania. Rząd nie powinien nas dzielić, a to właśnie robi nowa ustawa. Wszystkie powinnyśmy zarabiać godnie – powiedziała nam.
Podobny problem z brakiem funduszy na wypłaty nowych podwyżek jest w szpitalu w Lubaczowie. – Nasz dyrektor wydał oświadczenie, że na nowe wypłaty dostał z NFZ tylko 42 procent potrzebnej kwoty, więc pieniędzy nie wystarczy. Nie wiemy, co dalej. Czekamy na rozwój sytuacji. Wiemy jedynie, że wypłaty za lipiec będą na starych zasadach – powiedziała nam Agnieszka Strojna, przewodnicząca związków zawodowych działających w lubaczowskim szpitalu.

Szpital nie ma na podwyżki

Dyrektor sanockiego szpitala Grzegorz Panek nie zdecydował się spotkać ze strajkującymi pielęgniarkami i położnymi. Super Nowościom powiedział wprost – szpitala nie stać na podwyżki, których żądają pielęgniarki i położne zatrudnione w sanockim szpitalu. Wyliczył, że miesięcznie kosztowałyby szpital około dwóch milionów złotych. – My tych pieniędzy po prostu nie mamy – rozkłada ręce szef sanockiej lecznicy. Pieniędzy brakuje też na wypłaty naliczone zgodnie ze znowelizowaną Ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Miesięcznie na ten cel szpital potrzebuje 1,7 mln zł . – Wprawdzie NFZ przyznał nam pieniądze na nowe podwyżki w kwocie 12 milionów złotych, ale jednocześnie zabrał nam pieniądze, które dostawaliśmy na wzrost wynagrodzeń z poprzednich okresów. Miesięcznie otrzymywaliśmy na ten cel z NFZ 8,6 miliona złotych. Fundusz nam tę kwotę wyzerował. Na nowe podwyżki pieniądze dostałem, na stare mi zabrali – komentuje Grzegorz Panek.
Dyrektor wysłał do NFZ prośbę o powtórne przeliczenie kwoty. – NFZ musi dołożyć nam brakującą kwotę, w przeciwnym razie nie będziemy mieli z czego wypłacać ustawowych podwyżek – przyznaje.

Martyna Sokołowska