To były piękne dni

Do niewielkiego, acz przytulnego hotelu zatelefonował mężczyzna, który przedstawił się jako „szef renomowanej firmy” i poprosił o rezerwację dwuosobowego pokoju. Zamawiający wyjaśnił przy tym, że do hotelu przyjedzie dwoje pracowników jego zakładu, a konkretnie Halina Z. i Roman T.
– Tak się składa, że są to ludzie, którzy stanowią parę nie tylko w pracy, ale także w życiu prywatnym – dodał. – Dlatego rezerwujemy dla nich jeden pokój.
Recepcjonistka odparła, że to nie ma znaczenia, gdyż dawno minęły już czasy PRL-u, kiedy w hotelach można było zameldować tylko małżeństwo. Zamawiający pokój zapytał jeszcze, czy mają tam dobrą restaurację i słysząc odpowiedź twierdzącą, dokonał rezerwacji.
Jeszcze tego samego dnia w hotelu pojawiła się Halina Z. wraz z Romanem T., który od razu dyskretnie zaznaczył, że rachunek za swój pobyt uiści przy wyjeździe, a konkretnie zrobi to jego szef, który zamawiał pokój. Wieczorem oboje zeszli na kolację i byli ostatnimi gośćmi, którzy opuścili restaurację, gdyż wybierali dużo różnych dań i jeszcze więcej drogich trunków. Przy wyjściu Roman powiedział kelnerowi, żeby „rachunek wystawić na pokój”, czyli doliczyć do ogólnych kosztów pobytu.
Od tej pory ta dość dziwna para prawie nie opuszczała hotelu, co wzbudzało coraz większe zdumienie personelu. Tym bardziej, że nietypowi goście, anonsowani jako pracownicy cenionej firmy, którzy przyjechali służbowo, większość czasu spędzali w knajpie, imprezując od śniadania do kolacji.
Wreszcie właściciel hotelu, nieco zaniepokojony tą podejrzaną sytuacją, postanowił dokładniej sprawdzić tych nader oryginalnych gości i pod koniec czwartego dnia ich pobytu poprosił o uregulowanie dotychczasowego rachunku, który dawno już przekroczył trzy tysiące złotych.
I wtedy niezbyt trzeźwy Roman T. wykazał się niebywałą szczerością.
– Chciałbym uregulować – wyznał – ale nie mam ani grosza. To ja podszyłem się pod szefa rzekomej firmy, który rezerwował pokój. Chciałem dać mojej nowej dziewczynie namiastkę luksusu. I chyba jej dałem, bo spędziliśmy u was kilka pięknych dni. Z tym, że Halinka jest niewinna, bo ona nie miała pojęcia o moim oszustwie i wierzyła, że jestem bogatym biznesmenem. A teraz możecie wezwać policję…
Policja przyjechała, Halina płakała, nie mogąc uwierzyć, że padła ofiarą oszusta, choć niepozbawionego przestępczej fantazji. Bo choć część żywota spędzi on teraz w więziennej celi i na państwowym wikcie, to do końca zachował radość, niczym „Wesoły Romek” w piosence z filmu „Miś”. Podobno wsiadając już do radiowozu, nucił sobie pod nosem: „To były piękne dni…”
JAN M.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
ROMAN
ROMAN
1 miesiąc temu

No co to za historia :
Jeden goły cwaniaczek z pustymi kieszeniami poderwał naiwną dziunię, trafił na hotelik całe szczęście że nie balowali miesiąc bo by koszty były spore

ale jelenie nie dali się zrobić w bambuko no i przyjechali Chłopcy i go zwinęli
no szkoda że Pan Redaktor : J. M.
nie napisał dalszego ciągu ;

– co zrobiła rozczarowana Dziunia po kilku nocach z fikołkami.
– jaką karę dostał ” romeo” czy celę + czy kamieniołom
– i kto pokrył pobyt w luksusach ; O!

Licznik Grodzkiego 251 dni
Licznik Grodzkiego 251 dni
1 miesiąc temu

Nie wątpię, że „wolne sądy” go uniewinnią, POdobnie jak wypuścili syryjskiego przemytnika, który omal nie przejechał z premedytacją interweniującego policjanta.

katolik z fary
katolik z fary
1 miesiąc temu

Ten pan podpisujący się Jan M. podobny jest do tow. Leszka M. (byłego członka KC PZPR odpowiedzialnego za „odcinek młodzieży”) jak dwie krople wody. Nieprawdaż?