Trenerskie pożegnania

Paulo Sousa. Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta

Pożegnania trenerów z piłkarską reprezentacją Polski w XXI wieku najczęściej były smutne, ale nigdy tak gwałtowne i niespodziewane jak w przypadku Paulo Sousy. Potwierdza się jednak zasada, że współpraca się nie układa, gdy nowy prezes PZPN „dostaje” selekcjonera po swoim poprzedniku.

Reprezentacja Polski w to stulecie wkraczała z Jerzym Engelem w roli selekcjonera. Początki były znakomite – przez eliminacje mistrzostw świata 2002 r. do Korei Południowej i Japonii biało-czerwoni przeszli jak burza. Do Azji kadra udawała się z wielkimi nadziejami, czego nie ukrywał sam selekcjoner. Porażki 0-2 z Koreą Południową i 0-4 z Portugalią sprawiły jednak, że już po dwóch spotkaniach jego podopieczni stracili szansę wyjścia z grupy. Na pocieszenie w meczu o honor i w mocno zmienionym składzie pokonali USA 3-1, a po powrocie do kraju ówczesny selekcjoner przestał pełnić tę funkcję. – Rozwiązaliśmy kontrakt z trenerem Engelem ze skutkiem od 1 lipca. Szkoleniowiec to zaakceptował, a zawodnicy potwierdzili. Założenia nie zostały zrealizowane, a za to odpowiedzialny jest selekcjoner – poinformował 21 czerwca 2002 roku Michał Listkiewicz, będący wtedy prezesem PZPN. Engela zastąpił ówczesny wiceprezes Zbigniew Boniek, ale wytrwał na stanowisku trenera kadry niespełna pół roku. Sam zrezygnował – w dość tajemniczych okolicznościach – na początku grudnia 2002 roku.
Wkrótce potem funkcję selekcjonera powierzono Pawłowi Janasowi. Na Euro 2004 w Portugalii drużynie narodowej nie udało się awansować, ale zakwalifikowała się na mistrzostwa świata 2006 r. w Niemczech. Mundial za zachodnią granicą okazał się jednak wielkim rozczarowaniem. Biało-czerwoni przegrali dwa pierwsze mecze
(0-2 z Ekwadorem, 0-1 z Niemcami) i jako pierwsi stracili szansę awansu do 1/8 finału. Na koniec pokonali Kostarykę 2-1 i wrócili do domów. Listkiewicz zachował się bardzo dyplomatycznie wobec Janasa, ale dziennikarze i kibice nie byli tak wyrozumiali. Kadrę i ówczesnego selekcjonera spotkała bardzo duża krytyka za mundial. – Bardzo wysoko oceniamy pracę trenera Janasa – powiedział prezes Listkiewicz na konferencji prasowej 11 lipca 2006 roku, po posiedzeniu zarządu PZPN, informując o zakończeniu współpracy z dotychczasowym selekcjonerem i podpisaniu kontraktu z nowym – Leo Beenhakkerem. – Otwieramy dziś nowy rozdział w historii polskiego futbolu. Udało nam się namówić do współpracy szanowanego w świecie piłkarskim i utytułowanego trenera. Wierzę, że Beenhakker wprowadzi nową jakość do polskiego futbolu – dodał Listkiewicz. Holender w świetnym stylu, mimo trudnej grupy (m.in. z Portugalią, Serbią i Belgią), awansował na mistrzostwa Europy 2008 r. w Austrii i Szwajcarii. Turniej znów okazał się jednak rozczarowaniem dla polskich kibiców. Biało-czerwoni przegrali z Niemcami 0-2, zremisowali z Austrią 1-1 i na koniec ulegli grającej w mocno rezerwowym składzie Chorwacji 0-1.
Po mistrzostwach doświadczony szkoleniowiec pozostał na stanowisku, jako pierwszy w kadrze Polski po wielkim turnieju w XXI wieku. Jesienią 2008 roku doszło jednak do zmiany na stanowisku prezesa PZPN – następcą Listkiewicza został Grzegorz Lato. W miarę upływu czasu relacje nowych władz federacji z selekcjonerem były coraz bardziej napięte. Ostatecznie, pod koniec nieudanych eliminacji MŚ 2010, Holender przestał pełnić swoją funkcję. Prezes Lato tuż po przegranym 0:3 meczu ze Słowenią w Mariborze poinformował, że był to ostatni mecz Holendra w roli trenera kadry. Swoją decyzję ówczesny szef federacji przekazał najpierw mediom, o co Holender miał do niego duże pretensje. Dlatego nie stawił się na zaproszenie w siedzibie PZPN w połowie września 2009 roku. – Trener wykonał kawał dobrej roboty w polskim futbolu. Wywalczył historyczny awans do ME, w związku z tym dostał szansę. Teraz jednak widać, że coś się wypaliło między nim i drużyną, a także PZPN – przyznał już na spokojnie Lato na Okęciu po powrocie ze Słowenii. W pozostałych dwóch spotkaniach eliminacyjnych kadrę prowadził Stefan Majewski.
Później nastała era Franciszka Smudy. Na Euro 2012 Polacy nie musieli się kwalifikować, ponieważ jako współgospodarze turnieju mieli zapewniony udział. Występ znów okazał się nieudany – dwa punkty w grupie po remisach 1-1 z Grecją i Rosją w Warszawie oraz porażce 0-1 z Czechami we Wrocławiu. – Rozmawiałem z trenerem Smudą. Jego kontrakt kończy się 31 sierpnia. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że wypłacam mu wszystkie pensje i należności obowiązujące do wygaśnięcia umowy. I już teraz rozpoczynamy procedury, zmierzające do wyboru nowego trenera kadry – przyznał 19 czerwca 2012 roku prezes Lato. Niespełna miesiąc później następcą Smudy został Waldemar Fornalik.
Znany z solidnej pracy w klubach szkoleniowiec nie zdołał awansować na mistrzostwa świata 2014 r. i kolejny prezes PZPN, Zbigniew Boniek powierzył obowiązki selekcjonera Adamowi Nawałce. Potwierdziła się wówczas niepisana zasada, że to niedobrze dla wszystkich stron, gdy prezes PZPN dostaje selekcjonera „w spadku” po swoim poprzedniku. Fornalika mianował Lato, a zwolnił Boniek. Mimo pierwszych niepowodzeń w meczach towarzyskich Nawałka zbudował silną reprezentację, która awansowała na Euro 2016 we Francji. Tam dotarła do ćwierćfinału, przegrywając w rzutach karnych z późniejszym triumfatorem – Portugalią. Nic więc dziwnego, że Nawałka pozostał na stanowisku. Później doprowadził kadrę do awansu na mistrzostwa świata 2018 r. w Rosji, ale ten turniej okazał się piłkarską klapą. Po porażkach 1-2 z Senegalem i 0-3 z Kolumbią, Polacy stracili szansę awansu. Na koniec fazy grupowej pokonali Japonię 1-0, ale mecz przeszedł do historii głównie z powodu ostatnich minut, gdy Japończycy – których taka porażka premiowała do fazy pucharowej – podawali piłkę między sobą. Po powrocie do Polski, Boniek i Nawałka spotkali się, aby omówić dalsze plany. Ostatecznie uznano, że ich drogi się rozejdą, o czym ówczesny selekcjoner poinformował na konferencji prasowej 3 lipca 2018 roku. – Każdy dzień pracy z reprezentacją był piękną przygodą i wielkim przeżyciem. Jednak pewien etap się zakończył, pewna formuła się wyczerpała i z pełną odpowiedzialnością podjąłem decyzję o pożegnaniu z reprezentacją – powiedział Nawałka. A Boniek dodał wówczas w rozmowie z dziennikarzami: – Jeśli mam być szczery, uważam, że Adam podjął dobrą decyzję (…). Jako jedyny selekcjoner zakończył tę pracę mocniejszy w chwili rozstania, niż w chwili przyjścia.
Nowym selekcjonerem został Jerzy Brzęczek. Awansował bez kłopotów z teoretycznie niezbyt mocnej grupy na Euro 2020, ale turniej z powodu pandemii został opóźniony o rok. Jesienią 2020 roku Brzęczek utrzymał kadrę w najwyższej dywizji Ligi Narodów, lecz wyjazdowe porażki z Holandią 0-1 i Włochami 0-2, na dodatek w kiepskim stylu sprawiły, że na kadrę i selekcjonera spadła fala krytyki. Mimo tego niespodzianką była decyzja Bońka o zmianie selekcjonera, a zwłaszcza czas jej podjęcia – styczeń 2021 r., czyli pięć miesięcy przed opóźnionym turniejem ME. – Za kadencji Brzęczka, poza problemem sportowym, było kilka innych problemów i w tej sytuacji obowiązkiem prezesa PZPN było nie bać się podjąć decyzji” – przyznał później Boniek.
Miejsce Brzęczka zajął w styczniu 2021 roku Paulo Sousa. Podczas pierwszych wideokonferencji prasowych było sporo chęci, uśmiechów i wzniosłych słów. – Jestem zaszczycony i dumny, że zostaję trenerem polskiej drużyny narodowej. Polska to kraj futbolu i jestem pewien, że wasz entuzjazm dostarczy nam siły, wsparcia, wiary i razem będziemy mogli powalczyć w mistrzostwach Europy – mówił Portugalczyk w materiale wideo, zanim jeszcze przyleciał do Polski. Na Euro biało-czerwoni odpadli już po fazie grupowej. W trzech spotkaniach wywalczyli jeden punkt. Na inaugurację ulegli niespodziewanie Słowacji 1-2, następnie zremisowali z Hiszpanią 1-1 i przegrali ze Szwecją 2-3. Mimo braku awansu do 1/8 finału Boniek nie zwolnił Portugalczyka. Sousa miał wciąż ważny kontrakt z PZPN, poza tym ówczesny szef federacji kończył swoją pracę – 18 sierpnia nie mógł ubiegać się o trzecią kadencję z rzędu. Nowym prezesem związku został Cezary Kulesza. Koniec kontraktu Sousy z PZPN zależał od wyników Polaków w walce o awans do mistrzostw świata 2022 r. Zespół zajął drugie miejsce w grupie eliminacyjnej i wystąpi w marcowych barażach, więc umowa Portugalczyka automatycznie przedłuża się do tego czasu. Podobnie byłoby w przypadku awansu na mundial. To jednak już głównie teoria. Prezes Cezary Kulesza przyznał w niedzielę, że został poinformowany przez Sousę, iż selekcjoner chce rozwiązać za porozumieniem stron kontrakt z powodu oferty z innego klubu (według światowych mediów chodzi o Flamengo Rio de Janeiro). Jak dodał, to skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie, niezgodne z wcześniejszymi deklaracjami trenera. Po raz kolejny potwierdziło się więc, że „nowy prezes – stary trener” to nie jest zbyt korzystny układ w PZPN.
rm

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments