Wróciła szara rzeczywistość

Piłkarze PGE Stali Mielec nie mają ostatnio dobrej passy. W sobotę przegrali z Widzewem Łódź. Fot. Wit Hadło

Sobotni mecz z Widzewem Łódź pokazał, że poprzednia porażka 0-4 w Białymstoku nie była niestety tylko wypadkiem przy pracy piłkarzy PGE Stali Mielec. Tym razem, musieli oni uznać wyższość beniaminka, który losy meczu rozstrzygnął na swoją korzyść po przerwie.

– To był trudny mecz dla nas, szczególnie w I połowie, gdzie musieliśmy wytrwać, by nie stracić bramki, co jest sztuką z taką drużyną jak Stal, która ma wyćwiczone stałe fragmenty i wysokich, silnych zawodników robiących różnicę. Przed przerwą mieliśmy kłopot, by wymienić kilka podań, straciliśmy pewność siebie, graliśmy zbyt nerwowo, za bardzo na stojąco. Przetrwaliśmy ten moment, a w II połowie zaczęliśmy grać już lepiej. Zadowolony jestem zwłaszcza z naszej skuteczności, bo w II połowie praktycznie każda nasza akcja kończyła się golem. To dla nas bardzo ważne punkty, tutaj mało kto wygrywa, a nam ta sztuka się udała. Wygraliśmy, dzięki praktycznie 100-procentowej skuteczności. Czasem tak trzeba funkcjonować, że nie tylko grać fantastyczny futbol, ale wykorzystywać swoje sytuacje – przyznał na pomeczowej konferencji prasowej Janusz Niedźwiedź, trener Widzewa.
Mielczanie przedwczoraj mieli okazję zrehabilitować się za lanie w meczu z Jagiellonią. Pomóc miały w tym zmiany w wyjściowej jedenastce, w której Bogdana Vastsuka i Pawła Żyrę zastąpili Mikołaj Lebedyński i Fabian Hiszpański. Początek sobotniego spotkania w wykonaniu gospodarzy mógł napawać optymizmem. Mielczanie zdecydowanie lepiej weszli w spotkania, spychając swojego rywala do głębokiej defensywy. Miejscowi próbowali otworzyć wynik, ale o ile utrzymywanie się przy piłce wychodziło im całkiem nieźle, o tyle konstruowanie akcji i oddawanie strzałów już zdecydowanie gorzej. Na domiar złego z czasem z początkowego marazmu wybudzili się łodzianie, którzy coraz śmielej zapuszczali się pod bramkę Bartosza Mrozka. Jednak najbliższej zdobycia przed przerwą bramki dla nich był… Piotr Wlazło, który po rzucie rożnym i zamieszaniu, jakie powstało przed mielecką bramkę trafił w słupek. Kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby jeszcze przed przerwą z boiska wyleciał Serafin Szota, który sfaulował wychodzącego na dogodną pozycję Saida Hamulicia. Mimo protestów mieleckiej publiczności, jak i samych piłkarzy, którzy domagali się czerwonej kartki, sędzia sięgnął jedynie po żółty kartonik, a swoją decyzję podtrzymał po analizie VAR-u.
II połowę również lepiej rozpoczęli mielczanie. Szczęścia próbowali m.in. Krystian Getinger, Mikołaj Lebedyński i Said Hamulić. Wszyscy bezskutecznie. Skutecznie zagrali za to łodzianie, a konkretnie Jordi Sanchez, który 7 minut po wznowieniu gry po przerwie ograł Arkadiusza Kasperkiewicza i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Jak się później okazało, to nie był dobry dzień mieleckiego golkipera, który tak na dobrą sprawę przepuszczał wszystko, co „leciało” w światło bramki. Widzew, mimo że jego celne strzały można było policzyć na palcach jednej ręki, w końcówce spotkania zdobył jeszcze dwa gole. W 82. min Mrozka do kapitulacji zmusił Domink Kun, a końcowy wynik spotkania ustalił Jakub Sypka, wykorzystując podanie Kuna. – Nasz piękny sen się skończył, wracamy do szarej rzeczywistości. Nie mam dzisiaj pretensji o zaangażowanie zawodników, podejście do tego meczu. Nasza porażka jest niezasłużona, patrząc na przebieg meczu mogę ocenić, że wynik mógł być zupełnie odwrotny. W I połowie mieliśmy zdecydowaną przewagę, kilkanaście stałych fragmentów, byliśmy bardzo blisko strzelenia bramki. Kluczowe dla tego meczu były dwa momenty. Pierwszy w 32. min, gdy faulowany był Said Hamulić. Pytanie, czy to powinna być czerwona kartka? Ja uważam, że jednak czerwona. Drugi moment mieliśmy w 49. min, gdy Maciej Domański podał do Saida Hamulicia. Gdybyśmy tę sytuację wykorzystali, to byśmy prowadzili 1-0 – analizował sobotni pojedynek Adam Majewski, szkoleniowiec PGE Stali.
Teraz w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy nastąpi przerwa reprezentacyjna, podczas której mielczanie muszą odnaleźć formę z początku sezonu. Kolejny mecz rozegrają 2 października w Legnicy z Miedzią i jeśli stamtąd nie wrócą z punktami, będzie już naprawdę źle.

W innych meczach: Cracovia – Pogoń Szczecin 1-1, Korona Kielce – Górnik Zabrze 1-2, Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok 2-2, Legia Warszawa – Miedź Legnica 3-2, Piast Gliwice – Śląsk Wrocław 1-1, Raków Częstochowa – Radomiak 3-0, Zagłębie Lubin – Wisła Płock 2-1, Warta Poznań – Lech Poznań zakończył się po zamknięciu numeru

1. Legia 10 20 14-13
2. Raków 9 19 18-9
3. Pogoń 10 18 16-11
4. Wisła 10 17 21-12
5. Widzew 10 16 14-10
6. Cracovia 10 14 12-9
7. Radomiak 10 14 11-13
8. Jagiellonia 10 13 15-12
9. Górnik 9 13 14-13
10. Zagłębie 10 13 8-11
11. Śląsk 10 13 9-13
12. PGE Stal 10 13 12-17
13. Lech 8 11 10-9
14. Piast 9 11 11-11
15. Korona 10 11 12-13
16. Warta 9 11 8-11
17. Miedź 9 5 11-18
18. Lechia 9 5 8-19

W następnej kolejce: Miedź – PGE Stal (2.10. – godz. 12.30).

Marcin Jeżowski