Wygrana na pożegnanie „Fabiana”

W meczu z San Marino Łukasz Fabiański oficjalnie zakończył swoją reprezentacyjną karierę. Fot. PZP/Łączy nas Piłka

Reprezentacja Polski nie zachwyciła, ale zgodnie z planem pokonała w sobotę na PGE Narodowym San Marino 5-0. Pojedynkiem tym występy z orzełkiem na piersi zakończył Łukasz Fabiański, który w 57. min przy owacji na stojąco blisko 57-tysięcznej widowni
i szpalerze złożonym z piłkarzy obu drużyn opuścił boisko.

POLSKA 5
SAN MARINO 0
(2-0)

1-0 Świderski (10.), 2-0 Brolli (20. – samobójcza), 3-0 Kędziora (50.), 4-0 Buksa (84.), 5-0 Piątek (90+1.)
POLSKA: Fabiański (57. Majecki) – Gumny, Helik, Kędziora, Płacheta, Frankowski (65. Bereszyński), Klich (46. Piątek), Linetty, Kozłowski, Świderski (72. Buksa), Lewandowski (65. Moder)
SAN MARINO: E. Benedettini – Ma. Battistini, D. Simoncini, Brolli (75. Rossi), Palazzi (52. Fabbri), E. Golinucci, Censoni (46. Grandoni), A. Golinucci, Mularoni, M. Vitaioli (75. Bernardi), Hirsch (46. D. Tomassini).
Sędziował Fran Jović (Chorwacja). Żółte kartki: Linetty – A. Golinucci. Widzów 56 128.
San Marino zajmuje ostatnie, 210. miejsce w światowym rankingu. W eliminacjach MŚ 2022 nie zdobyło jeszcze żadnego punktu, a jedynego gola strzeliło we wrześniowym meczu u siebie z Polską, gdy kadra Paulo Sousy zwyciężyła 7-1. Faworyt meczu na PGE Narodowym był więc oczywisty i kwestia wyniku została zepchnięta nieco w cień. Uwaga kibiców była skupiona przede wszystkim na Łukaszu Fabiańskim. Już wcześniej było bowiem wiadomo, że w sobotni wieczór 36-letni bramkarz pożegna się oficjalnie z kadrą narodową. Występował w niej od marca 2006 roku. Teraz wybiegł w podstawowym składzie i został zmieniony w 57. minucie. Sobotni mecz był właśnie jego 57. występem w drużynie narodowej. Boisko opuszczał ze łzami w oczach, nie mogąc ukryć wzruszenia, a koledzy z kadry utworzyli specjalny szpaler. W bramce zastąpił go debiutant Radosław Majecki. – Zdawałem sobie sprawę, że nie będę miał dużo pracy, nie będę często sprawdzany, ale chciałem też, aby moja postawa na boisku była na pierwszym miejscu, a emocje próbowałem trochę odłożyć na bok – mówił przed kamerami TVP polski golkiper, któremu przed spotkanie koledzy z reprezentacji przygotowali specjalną niespodziankę. – Wyświetlono mi film z wypowiedziami zawodników, niektóre na poważnie, niektóre z żartem. Jak się film skończył, wszyscy zaczęli bić brawo, odwróciłem się przez prawe ramię, a tam była moja żona, syn, rodzice i to mnie wybiło z nastawienia profesjonalnego przed meczem. Byłem w szoku, gdy ich zobaczyłem. To było coś wspaniałego, nigdy tego nie zapomnę – zdradził Fabiański, który jeszcze przed pierwszym gwizdkiem odebrał od władz PZPN pamiątkową koszulkę z numerem 57 i wypisanymi na niej wszystkimi meczami, w jakich wystąpił w reprezentacji.
Na kilku pozycjach skład biało-czerwonych był dość w sobotę eksperymentalny. W podstawowej „11” znaleźli się m.in.: Robert Gumny, Michał Helik, Kacper Kozłowski i Przemysław Płacheta. Przebieg meczu był zgodny z oczekiwaniami. Od pierwszego gwizdka sędziego rozpoczęło się oblężenie bramki gości. Pierwszy do ich siatki trafił Karol Świderski, który w 10. min popisał się strzałem głową z bliskiej odległości. Piłka wpadła do bramki tuż obok słupka, a sędzia uznał trafienie po dość długiej konsultacji z VAR (chodziło o ewentualnego spalonego). W 20. min było już 2-0, tym razem samobójcze trafienie po płaskim dośrodkowaniu Kozłowskiego z prawej strony zaliczył Cristian Brolli. Piłkarze z San Marino ograniczali się głównie do wybijania piłki, często chaotycznego, aby jak najdalej od swojej bramki. Po upływie kolejnych 10 minut kibice ponownie wyskoczyli do góry z radości, ale tym razem przedwcześnie. Gol Lewandowskiego nie został bowiem uznany – kapitan sfaulował rywala. Do przerwy wynik już się nie zmienił. Od początku drugiej połowy na boisku pojawił się Krzysztof Piątek, wracający do gry w kadrze po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją (zmienił Mateusza Klicha). W 50. min gospodarze podwyższyli na 3:0, tym razem w dużym zamieszaniu podbramkowym trafił Tomasz Kędziora. Później biało-czerwoni, mimo ogromnej przewagi, rzadziej stwarzali zagrożenie. W 66. min Sousa postanowił dać odpocząć Lewandowskiemu, co część trybun przyjęła z dezaprobatą. W miarę upływu czasu kibice coraz głośniej domagali się kolejnych bramek. Ich prośby zostały wysłuchane w 84. min
– po podaniu Roberta Gumnego dogodną sytuację wykorzystał wprowadzony krótko wcześniej na boisko Adam Buksa. To jego piąty gol w… czwartym meczu w reprezentacji (w tym łącznie cztery w spotkaniach z San Marino). W doliczonym czasie gry wynik na 5-0 ustalił strzałem z bliska Piątek. – W pierwszej połowie meczu z San Marino poszło nam dość gładko, graliśmy szybko, zdecydowanie. Wykonywaliśmy akcje w trzech korytarzach, czyli lewą stroną, prawą i środkiem. Brakowało nieco wykończenia w końcówce tej części gry, musimy też pracować nad dośrodkowaniami. Druga połowa była znacznie lepsza, nie dochodziło do wielu wymian podań między piłkarzami San Marino. Gdy traciliśmy piłkę, szybko ją odzyskiwaliśmy – mówił po meczu Paulo Sousa, szkoleniowiec biało-czerwonych.

mj

W innych meczach: Andora – Anglia 0-5, Węgry – Albania 0-1.

1. Anglia 7 19 23-2
2. Albania 7 15 11-6
3. Polska 7 14 24-8
4. Węgry 7 10 12-11
5. Andora 7 3 4-19
6. San Marino 7 0 1-29

W następnych meczach (12.10. – godz. 20.45): Albania – Polska, Anglia – Węgry, San Marino – Andora.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments