Wzloty i upadki Resoviaków

Fot. Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.pl

„Pasiaki” przed startem rundy wiosennej po cichu liczyły na grę w barażach. Nieśmiałe marzenia szybko jednak zeszły na dalszy plan, bo resoviacy wpadli w kryzys, który na szczęście udało się zażegnać i koniec końców zespół rozegrał przeciętny sezon. Podopieczni byłych już trenerów Radosława Mroczkowskiego i Dawida Kroczka notowali na przemian wzloty i upadki, potrafiąc ogrywać potentatów przy jednoczesnym zbyt łatwym oddawaniu punktów.

Gra Apklan Resovii przypominała sinusoidę. Popularne „Pasiaki” w pierwszych dziesięciu kolejkach potrafiły przegrać pięć meczów, ale lepsza końcówka roku przesądziła o tym, że rzeszowianie zakończyli rundę jesienną ze stratą tylko 3 punktów do miejsca premiowanego grą w barażach o ekstraklasę. Resoviacy zaczęli rozgrywki pod wodzą Radosława Mroczkowskiego, który wcześniej utrzymał zespół w jego pierwszym sezonie po powrocie do I ligi. Były asystent Leo Beenhakkera zdołał poprowadzić podopiecznych do przekonującego zwycięstwa 3-0 z faworyzowanym ŁKS-em Łódź na jego terenie, by przegrać z notującym wówczas same porażki Stomilem Olsztyn 2-4, tracąc wszystkie gole w jednej połowie. Po przegranej w fatalnym stylu z Podbeskidziem Bielsko-Biała Mroczkowski pożegnał się z posadą, a jego miejsce nieoczekiwanie zajął asystent w sztabie szkoleniowym, 32-letni Dawid Kroczek. Najmłodszy szkoleniowiec na tym poziomie rozgrywkowym bardzo dobrze kierował drużyną we wspomnianej końcówce rundy. Resovia zanotowała serię sześciu meczów bez porażki, z których wygrała trzy spotkania i z niewielką stratą do najlepszej szóstki miała spory komfort podczas zimowych przygotowań. W klubie z Wyspiańskiego zaczęto wierzyć, że można spróbować atakować coraz wyższe lokaty. – Uważam, że na obecną chwilę Resovia jest w miejscu, w którym powinna być. Skupmy się na najbliższym spotkaniu, a jeżeli będziemy w pełni zdyscyplinowani i przede wszystkim skuteczni, będzie można myśleć o czymś więcej. Nie chciałbym tworzyć sztucznej presji – zakomunikował nam Dawid Kroczek, zapytany, czy jego team będzie walczył o baraże. – Mamy spokojną zimę, żeby myśleć o systematycznym progresie, który zakładaliśmy sobie jako klub przed sezonem i aby móc patrzeć na górę tabeli, bo wygląda to obiecująco – komentował ten dobry wynik Apklan Resovii, dyrektor sportowy Sebastian Zabłocki, który z drugiej strony nie zamierzał zapowiadać, że celem „Pasiaków” będzie walka o pierwszą w historii klubu najwyższą klasę rozgrywkową. – Nie stać nas na grę w ekstraklasie i nie podchodzimy do tego w ten sposób, że naszym celem jest awans, bo nie jesteśmy na to gotowi – ucinał spekulacje. – Natomiast otworzyła się przed nami szansa, żeby powalczyć o coś więcej niż o utrzymanie i nikt nie zabroni nam marzyć, by grać o baraże, a w nich może być różnie, o czym przekonaliśmy się, awansując do I ligi. W infrastrukturze odbiegamy nie tylko od ekstraklasy, ale też od klubów I-ligowych. To jest chyba nasz największy kompleks, że chcemy robić wynik sportowy, a nie mamy do tego warunków i nad tym ubolewamy – dopowiadał.

Gorsze rewanże

Wiosna w pełni zweryfikowała sportowe możliwości resoviaków. Biało-czerwoni po raz kolejny grali mocno w kratkę. Optymizm przed rundą rewanżową był znacznie większy niż wyniki osiągane przez podopiecznych Dawida Kroczka. – Jako klub ze sporym optymizmem spoglądamy w przyszłość. Jesteśmy zbudowani zarówno dyspozycją poszczególnych zawodników, jak i atmosferą panującą w zespole. Drużyna dzięki staraniom sponsorów i właścicieli po raz pierwszy w długoletniej historii miała okazję uczestniczenia w zagranicznym obozie przygotowawczym w tureckim Belek. To stworzyło nam także znakomitą sposobność do zagrania sparingów z dobrymi rywalami. Mam nadzieję, że ten aspekt, jak i dokonane wzmocnienia przełożą się na osiągnięcie satysfakcjonującego wyniku w lidze – mówił nam przed startem rundy wiosennej Adrian Rudawski, prezes CWKS Resovia Rzeszów S.A. Choć rzeszowianie w trakcie przerwy od ligowego grania nie próżnowali (rozegrali aż 12 sparingów – przyp. red.) i wzmocnili się dwoma piłkarzami z ekstraklasy, nie poprawili swojego miejsca z jesieni, kończąc zmagania tuż poza pierwszą dziesiątką, a ich strata do strefy barażowej wyniosła 6 „oczek”. I ligi nie podbiły również wspomniane posiłki. Mający prawie 100 meczów w ekstraklasie Bartosz Kwiecień rozegrał tylko dwa spotkania, przegrywając rywalizację z duetem stoperów Aleksander Komor – Dawid Kubowicz, natomiast napastnik Paweł Wojciechowski częściej rozpoczynał mecz na ławce rezerwowych, zdobywając w 13 występach dwie bramki. Resoviacy w drugiej części sezonu zanotowali irytującą kibiców serię ośmiu meczów bez wygranej i to przede wszystkim zadecydowało, że im bliżej końca zmagań, zamiast w górę, patrzyli na drugi biegun tabeli.

Utarli nosa potentatom

Każda seria kiedyś się kończy i tak też było w przypadku graczy Kroczka, którzy, gdy już się odblokowali, zrobili to tak, iż cała liga patrzyła na nich ze zdumieniem. Biało-czerwoni dwa razy z rzędu ograli wiceliderów. Najpierw rozbili Arkę Gdynia, która do momentu przyjazdu do Rzeszowa, nie poniosła wiosną żadnej porażki. Arkowcy co prawda pierwsi zdobyli gola, ale suma summarum wyjechali do domu z bagażem aż czterech straconych goli, co kosztowało ich utratę 2. miejsca kosztem Widzewa Łódź. W następnej kolejce resoviacy udali się na teren widzewiaków. Tam również zrobili swoje „porządki”, upokarzając gospodarzy, notując dokładnie taki sam rezultat jak z Arką. Fani „Pasiaków” mogli tylko żałować, że wcześniej ich ulubieńcy nie zagrali tak, jak w tych dwóch konfrontacjach. Chimeryczność rzeszowskich piłkarzy wyszła w kolejnym meczu, kiedy dali się łatwo pokonać zdegradowanemu Górnikowi Polkowice. Na osłodę zostało im zwycięstwo kończące rozgrywki z Odrą Opole. Po tym spotkaniu z drużyną pożegnał się Dawid Kroczek, który prowadził Resovię w 26 meczach (9 zwycięstw, 8 remisów, 9 porażek). – Zawodnicy wykonali fantastyczną pracę. Najpierw utrzymanie, teraz zespół zakończył rundę z klasą. Brakło tych punktów, jeśli chodzi o baraże, ale jesteśmy tu drugi sezon i zrobiliśmy postęp. W trudnym momencie nikt z piłkarzy nie przestał wierzyć w to, co robimy – podsumował Kroczek, którego nazwisko po ostatnim gwizdku w Opolu było skandowane przez fanów. – Podziękowania od kibiców są bardzo miłe. Nie przypominam sobie od czasów trenera Grabowskiego, żeby takie rzeczy tu miały miejsce. Pracowaliśmy ciężko i wdzięczność była dla mnie miła – podsumował były opiekun „Pasiaków”, którzy w drugim z rzędu sezonie w Fortunie I Lidze poprawili się o 12 punktów i 5 miejsc.

Łukasz Szczepanik