Zastał lisa w łazience na drugim piętrze

Lis, który zaszedł na drugie piętro bloku mieszkalnego, otrzymał lek czasowo usypiający i trafił do klatki, w której został odwieziony do lasu. Fot. Archiwum Dominika Sałaty
Lis, który zaszedł na drugie piętro bloku mieszkalnego, otrzymał lek czasowo usypiający i trafił do klatki, w której został odwieziony do lasu. Fot. Archiwum Dominika Sałaty

NOWA DĘBA. Sporo strachu najedli się mieszkańcy bloku socjalnego, gdy do jednego z pomieszczeń wdarło się dzikie zwierzę.

Niecodzienna interwencja Straży Miejskiej i lekarzy weterynarii z Nowej Dęby i Tarnobrzega. Służby te zaalarmowane zostały z powodu lisa, który jakby nigdy nic wszedł do jednego z bloków socjalnych i nie spłoszony przez nikogo dotarł aż na drugie piętro budynku.

– Zdarzenie miało miejsce w ostatni poniedziałek. Zadzwonił do mnie lekarz weterynarii z Nowej Dęby Artur Sączawa, którego o lisie poinformowała miejscowa Straż Miejska. Poprosił o pomoc, gdyż ja posiadam aplikator do zdalnego podawania leku – relacjonuje Dominik Sałata, lekarz weterynarii z Przychodni Weterynaryjnej w Tarnobrzegu.

Z relacji weterynarza wynika, że dzikie zwierzę weszło do bloku socjalnego. Nikt go nie zauważył do czasu, gdy dotarło do ogólnodostępnej łazienki na drugim piętrze. Ktoś wszedł do tego pomieszczenia i natknął się na lisa.

– Z tego co wiem, jakiejś szczególnej paniki nie było, ale dzikie zwierzę zawsze budzi trochę strachu. Respekt wobec takich zwierząt czujemy zarówno wtedy, gdy spotykamy się z nimi w ich naturalnym środowisku, a w sytuacjach, gdy podchodzą tak blisko ludzi, jak zdarzyło się w Nowej Dębie, trudno sobie wyobrazić, żeby się nie przestraszyć. Lis w łazience to niecodzienny widok.

Jak lekarze poradzili sobie z nieproszonym gościem?
– Zwierzęciu został zaaplikowany lek czasowo usypiający. Gdy zwierzę nie stwarzało zagrożenia, zostało włożone do klatki i przetransportowane do lasu, gdzie Strażnicy Miejscy wypuścili je na wolność – mówi Dominik Sałata. – Wszystko poszło sprawnie. Na całym zdarzeniu nie ucierpiał ani lis, ani mieszkańcy bloku.

Weterynarz przyznaje, że poniedziałkowa interwencja nie należała do typowych. Nie kryje jednak, że takie sytuacje, gdy dzikie zwierzęta podchodzą bardzo blisko ludzi, zdarzają się coraz częściej. Zapytaliśmy go o to, jaka jest tego przyczyna?

– Budujemy się coraz dalej centrów miast, na przedmieściach, coraz bliżej lasów, więc nie mamy się co dziwić, że tacy goście mogą od czasu do czasu się u nas pojawić. Na pewno nie należy w takich sytuacjach panikować, ale poinformować odpowiednie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo ludzi i zwierząt i wspólnymi siłami na pewno uda się oddelegować mieszkańców lasu do ich naturalnego środowiska – dodaje Dominik Sałata.

Małgorzata Rokoszewska

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kosońs
Kosońs
7 lat temu

Oj tak, chciał się wysikać w publiczno-prywatnej toalecie i wielkie haloo.