Zmarły to działacz Solidarności?

Ludzkie szczątki zostały znalezione w lesie kilkadziesiąt metrów od szlaku z Przełęczy Wyżnej na Połoninę Wetlińską, 300 metrów za punktem kasowym. Dzisiaj wiedzie tędy droga techniczna, którą transportowane są materiały budowlane do modernizacji Chatki Puchatka.
Fot: Martyna Sokołowska

Z ustaleń Super Nowości wynika, że szczątki znalezione z Bieszczadzkim Parku Narodowym mogą należeć do byłego działacza Solidarności, który w latach 80. był internowany w Nowym Łupkowie. Prokuratura ustaliła świadka, który miał widzieć mężczyznę w Bieszczadach jesienią ubiegłego roku. 

To nowe wątki w tej tajemniczej sprawie, którą rozwikłać próbuje Prokuratura Rejonowa w Lesku. 31 sierpnia pracownicy modernizujący schronisko Chatka Puchatka na szczycie Połoniny Wetlińskiej w Bieszczadzkim Parku Narodowym, natknęli się na ludzkie szczątki. Leżały przy szlaku, w lesie, około 300 metrów za punktem kasowym znajdującym się na Przełęczy Wyżnej. 

Uwagę pracowników zwrócił dokument leżący kilkanaście metrów od drogi technicznej, którą przewożą materiały budowlane na Połoninę Wetlińską. Obok leżały m.in. fragmenty kurtki, but, zegarek i ludzkie kości. Policjanci badający teren natrafili też na pozostałości obozowiska i miejsce po wypalonym ognisku. Wszystkie ślady i znalezione przedmioty zostały zabezpieczone przez policję i posłużą do próby ustalenia i wyjaśnienia przyczyn raz okoliczności tego zagadkowego zdarzenia. 

Australijski trop   

Jak udało nam się ustalić, prawo jazdy zostało wydane w Australii na 79-letniego mieszkańca Śląska. To jak na razie główny trop, którym podąża leska prokuratura. Na podstawie dokumentu śledczym udało się ustalić najbliższą rodzinę 79-latka – byłą żonę i dzieci, które mieszkają w Australii. 

Żona, jak informuje prokuratura, od lat 90. nie miała z mężczyzną kontaktu. – Dzieci nie zostały jeszcze przesłuchane – mówi nam Justyna Radzik-Czuba, prokurator prowadząca śledztwo. Od dzieci zostanie pobrany materiał genetyczny. Badania DNA to jedyny sposób aby ustalić, czy szczątki znalezione w lesie w Bieszczadzkim Parku Narodowym należą do mężczyzny z prawa jazdy. – W najbliższym czasie zabezpieczone szczątki zostaną skierowane do specjalistycznych badań lekarskich, antropologicznych i genetycznych. Mam nadzieję, że uda się pozyskać z kości odpowiednią ilość DNA do badań i na tej podstawie ewentualnie potwierdzić tożsamość mężczyzny – mówi nam prokurator Radzik-Czuba.

Naturalna śmierć, wypadek, czy zbrodnia?

Biegły patomorfolog będzie też próbował ustalić ewentualną przyczynę śmierci, na razie nie wiadomo, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku, zgonu z przyczyn naturalnych, samobójstwa, czy przestępstwa. Na tym etapie śledztwa prokuratura nie może wykluczyć udziału w śmierci mężczyzny osób trzecich, ale jak informuję śledczy, w miejscu obozowiska nie znaleziono śladów wskazujących na przestępczy proceder, nic nie wskazuje też na to, aby ktoś próbował ukryć zwłoki.

Przyczyny i okoliczności zdarzenia, jak podkreślają śledczy, będą trudne do ustalenia, być może nie uda ustalić się ich nigdy. Szkielet nie jest kompletny. Zachowała się czaszka, ale prokuratura nie udziela informacji, czy widać na niej ślady przestępstwa – uderzenia lub postrzału. – To wszystko będzie przedmiotem śledztwa. Więcej informacji będziemy mogli udzielić po oględzinach szczątków przez patomorfologa – mówi nam prokurator prowadząca sprawę. 

Nowy świadek

Śledczym udało się ustalić mężczyznę, który miał widzieć osobę z dowodu osobistego jesienią ubiegłego roku w Bieszczadach w rejonie Wołosatego. Na razie nie wiadomo, czy był tam przejazdem, czy może od jakiegoś czasu mieszkał w regionie. Co feralnego dnia robił w Bieszczadzkim Parku Narodowym? Kiedy wyszedł w góry? Jak długo zwłoki leżały przy szlaku zanim natknęli się na nie pracownicy remontujący Chatkę Puchatka? To wszystko będzie ustalać prokuratura. Stan odnalezionych szczątków wskazuje, że mogły to być tygodnie, a nawet miesiące. 

Z relacji pracowników, którzy odnaleźli szczątki wynika, że kurtkę leżącą w krzakach widzieli od dawna, ale ich uwagę przykuł dopiero odsłonięty najprawdopodobniej przez wiatr błyszczący w słońcu dokument. Dopiero kiedy podeszli bliżej dostrzegli kości. 

Wśród przedmiotów znalezionych przy szczątkach jest też nakręcany ręcznie zegarek. Widniejąca na nim data i dzień tygodnia wskazują, że zatrzymał się w listopadzie ubiegłego roku. Czy to wtedy mężczyzna zmarł? Także i na to pytanie odpowiedzi szukać będą śledczy.  

Śledztwo w tej tajemniczej sprawie trwa

Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, szczątki mogą należeć do mężczyzny, który był wysoko postawionym członkiem Solidarności. W latach 80. miał być internowany w Nowym Łupkowie w Bieszczadach, po uwolnieniu wyjechał do Australii.

Śledztwo w tej tajemniczej sprawie zostało wszczęte 3 września przez Prokuraturę Rejonową w Lesku. Toczy się pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, co jak tłumaczy prokurator, jest standardową procedurą w przypadku znalezienia zwłok. – Będziemy sprawdzać każdy trop, analizować każdy ślad i informację, która pozwoli nam ustalić kim była zmarła osoba i w jakich okolicznościach zmarła – zapewnia leska prokuratura.

Ludzkie szczątki zostały znalezione w lesie kilkadziesiąt metrów od szlaku z Przełęczy Wyżnej na Połoninę Wetlińską, 300 metrów za punktem kasowym. Dzisiaj wiedzie tędy droga techniczna, którą transportowane są materiały budowlane do modernizacji Chatki Puchatka. Fot: Martyna Sokołowska

Martyna Sokołowska

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments