
Zdjęcie menu jednej z restauracji opublikowane w mediach społecznościowych wywołało burzę w sieci. Na samym dole karty znalazła się adnotacja: „Do rachunku doliczana jest opłata serwisowa w wysokości 20 proc.” – czytamy w Onecie.
– I tak to, moi kochani, powinno wyglądać. Ładnie w menu podkreślone, że właścicielami restauracji są jakieś pazery, więc wiem od razu, żeby podziękować i wyjść, a nie jak kiedyś, że dowiedziałem się dopiero, jak zapłaciłem – skomentował Maciej Krul, znany jako BlejtramTv.
„W takim wypadku wstaję i wychodzę”
Twórca zwrócił uwagę na lokalizację tej wzmianki w karcie dań, wskazując, że została umieszczona na ostatniej stronie menu, co mogło utrudnić jej zauważenie. W swoim wpisie podkreślił, że dla dwóch osób obiad w tym miejscu, wraz z napojami, kosztowałby około 150 zł. Po doliczeniu 20-procentowej opłaty serwisowej rachunek wzrósłby o dodatkowe 30 zł.
– I nie chodzi o to, że mnie nie stać, albo, że jestem złotówa, po prostu nie jestem jeleniem dającym się doić przez Januszy biznesu – dodał.
Post Macieja Krula spotkał się z szerokim odzewem w sieci, zdobywając ponad 3,3 tys. reakcji. Wielu internautów wyraziło swoje niezadowolenie wobec obowiązkowej opłaty serwisowej, argumentując, że napiwek powinien być dobrowolnym gestem uznania za obsługę, a nie obowiązkiem klienta.
„A to klient zatrudnia serwis, czy restauracja?”, „Chętnie zostawię napiwek, ale z pewnością nikt mnie do tego nie zmusi”, „W takim wypadku wstaję i wychodzę. Napiwek to dobra wola za miłą obsługę, a nie żadna opłata serwisowa” – pisali komentujący.
Więcej przeczytasz w Onecie: https://podroze.onet.pl/aktualnosci/spojrzal-na-menu-i-wyszedl-z-restauracji-nie-jestem-jeleniem/vbl47nf