
Pułkownik Andrzej Sioła, zastępca dowódcy małopolskiej brygady Wojsk Obrony Terytorialnej, trafił na prestiżowy kurs generalski mimo braku wymaganych kwalifikacji. Żołnierze, którzy z nim służyli, podkreślają, że nie dowodził nawet kompanią, nie zna angielskiego i unikał wyzwań. Za jego awansem miała stać polityczna protekcja lokalnych działaczy PSL, a ostateczną decyzję podjął minister obrony stosując specjalny tryb.
Sioła, z wykształcenia rolnik, zanim trafił do WOT, służył w 6. Brygadzie Powietrznodesantowej. Według relacji żołnierzy unikał trudnych zadań i nie wykazywał się wojskowym kunsztem.
– Podczas służby nigdy nie dowodził nawet kompanią, bo się nie nadawał – wspomina w rozmowie z Onetem były oficer. Mimo to, dzięki politycznym koneksjom, szybko awansował w strukturach WOT.
Kluczową rolę mieli odegrać lokalni politycy PSL, zwłaszcza wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar, blisko współpracujący z ministrem Kosiniakiem-Kamyszem. To dzięki ich wsparciu Sioła znalazł się na liście kandydatów na generałów, mimo że nie spełniał formalnych wymagań, w tym znajomości języka angielskiego.
Ministerstwo Obrony Narodowej przyznało, że kandydatura płk. Sioły została rozpatrzona w trybie wyjątkowym, z pominięciem rekomendacji Dowództwa WOT. Resort zastosował „odstępstwo od wymagań językowych”, a decyzję podjął osobiście minister Kosiniak-Kamysz.
Kurs generalski to przepustka do najwyższych stanowisk w armii. Po ukończeniu kursu generalskiego Sioła może objąć dowództwo krakowskiej brygady WOT już w stopniu generała.