REKLAMA

Super Nowości - Wolne Media! Wiadomości z całego Podkarpacia. Rzeszów, Przemyśl, Krosno, Tarnobrzeg, Mielec, Stalowa Wola, Nisko, Dębica, Jarosław, Sanok, Bieszczady.

pt. 23 lutego 2024

„Mówiła, że do Jarosławia jeszcze wróci…” To już 12 lat od śmierci Ireny Jarockiej

W 2010 r. – dwa lata przed śmiercią, podczas koncertu „Powroty” po raz ostatni zaśpiewała w Jarosławiu. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

Przed występami nie potrzebowała fryzjera czy kosmetyczki, a tylko chwili, by samej „zrobić się na Jarocką”. Z ciekawością zwiedzała m.in. tutejszy rynek i opactwo. To stąd zabrała do USA suszone borowiki. Kulisy wizyt Ireny Jarockiej w Jarosławiu odsłania GRAŻYNA STOPA, na której zaproszenie przyjeżdżała gwiazda.

– Irena Jarocka była…

– … ciepłą, serdeczną, wrażliwą kobietą. Przyjacielem każdego człowieka – niezależnie od tego czy znała go dobrze, mniej, czy w ogóle.

– Jak wyglądało wasze pierwsze spotkanie?

– To było 19 czerwca 2005 r., późny niedzielny wieczór, w przeddzień jej pierwszego koncertu w Jarosławiu, na który zaprosiłam ją jako prezes Stowarzyszenia „Grupa Poetycka”. Pojechałam po nią z moją dwudziestoletnią córką do Stalowej Woli, gdzie miała występ plenerowy. Po znaną i uznaną polską piosenkarkę wybrałyśmy się naszym… no dość przeciętnym autem, które okazało się jednak dla niej wygodne. Jak stwierdziła, świetnie odpoczęła podczas blisko dwugodzinnej podróży. Żartowałyśmy później z córką, że warto w aucie zamontować tabliczkę: „wygodne”, a gdyby ktoś pytał skąd ten pomysł to można wątek rozwinąć (śmiech).

Irena Jarocka w jarosławskim opactwie – 2005 r.. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

Wyjątkowy gość

– Czy będąc w naszych stronach miała czas na zwiedzanie?

– W rozmowie, po przyjeździe ze Stalowej Woli, Irena stwierdziła, że w Jarosławiu nigdy wcześniej nie była. Bardzo interesowała się architekturą. Zaproponowałam więc spacer następnego dnia. Koncert był późnym popołudniem więc tuż po śniadaniu wybrałyśmy się „na miasto” (śmiech). Poprosiłam o pomoc zaprzyjaźnioną nauczycielkę historii z fantastyczną wiedzą o Jarosławiu – w dodatku pani ta była wówczas prezesem Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia. Irena miała więc profesjonalnego przewodnika!

Zwiedziła Rynek słuchając opowieści o historii poszczególnych jego kamienic, jarosławskie opactwo, a także Bazylikę Matki Bożej Bolesnej. Tu sympatyczny dominikanin udostępnił „dla wyjątkowego gościa” nawet fragmenty kościoła objęte wtedy pracami konserwatorskimi.

– Miała coś z gwiazdy?

– Ależ skąd! Nie zachowywała się, jak gwiazda ani w czasie wcześniejszych rozmów telefonicznych, ani przy spotkaniu tym i następnych. Zresztą może to potwierdzić każdy, kto podczas jej koncertów u nas był, widział i z nią rozmawiał.

Była niezwykle subtelna, z uwagą słuchała każdego rozmówcy. To było u niej naturalne i na wskroś szczere.

Piosenkarka przed jarosławskim ratuszem. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

Na potwierdzenie streszczę naszą rozmowę sprzed pierwszego koncertu w Jarosławiu, który uświetnił IV Salon Literacki. Zasadą Salonów było, że w części poetyckiej prezentowana była autorsko bądź w wykonaniu np. zapraszanych aktorów twórczość młodzieży objętej opieką Stowarzyszenia „Grupa Poetycka”. W części muzycznej – koncert Ireny. Dokładnie jej o tym opowiedziałam chcąc uzgodnić, w którym momencie chciałaby zejść ze swojego pokoju do dużej sali restauracyjnej w Dworze „Hetman”, w której będzie koncert. Ona bez chwili wahania oświadczyła: „Ale ja chcę posłuchać tej poezji”. Wrażenia przekazała w pamiątkowym kronikarskim wpisie.

Wiedziała, że publiczność ją kocha

– Wcześniej była Pani wielbicielką jej twórczości?

– Tak, był czas, kiedy znałam na pamięć tytuły jej piosenek, wtedy około stu, ale to było baaardzo dawno, bo byłam wtedy młodą dziewczyną, a rozmawia pani bądź co bądź z emerytką (śmiech). Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że kiedyś się spotkamy, że przyjmie moje zaproszenie na koncerty, które będę organizować… Życie, jak widać niesie wiele niespodzianek.

– Czy trudno było ją namówić na przyjazd?

– Nie była to żadna trudność! Chyba nikt z zapraszających nie musiał jej namawiać. Irena wiedziała, że publiczność ją kocha, szanuje i czeka na nią.

Robiła się „na Jarocką”

– Czy przed koncertem korzystała z usług profesjonalistów?

– Nie potrzebowała pomocy w tym zakresie, a jedynie – jak mówiła – chwilę, aby… „zrobić się na Jarocką”.

– Ile razy artystka odwiedzała Jarosław na Pani zaproszenie?

– Była w Jarosławiu trzy razy oraz z jednym koncertem w Rokietnicy k. Jarosławia. O pierwszym koncercie opowiedziałam wcześniej. Drugi raz była w styczniu 2006 r. na naszym VI Salonie Literackim „Przychylamy sobie opłatek nieba” – w Dworze „Hetman”. W grudniu tego samego roku, dosłownie tuż przed Bożym Narodzeniem Irena Jarocka zaśpiewała cudowny koncert „Masz jeszcze mnie” w Rokietnicy. Była tam wtedy potrzeba zgromadzenia środków na leczenie jednej z mieszkanek tej miejscowości. Artystka pojawiła się ze swoją menadżerką i z przyjaciółką, a koncert był wyjątkowo wzruszający.

2005 r. – pierwszy koncert Ireny Jarockiej w Jarosławiu. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

– Ostatni raz przyjechała 6 lutego 2010 r…

–  To był z kolei koncert z cyklu „Powroty” i odbył się w Sali Lustrzanej jarosławskiej kamienicy Attavantich, gdzie mieści się Centrum Kultury i Promocji. Jak zwykle sala była wypełniona, koncert piękny, sentymentalny z „Kawiarenkami” włącznie… Po występie rozmowy z fanami, podpisywanie płyt i książki „Motylem jestem, czyli piosenka o mnie samej”. I już całkiem na spokojnie, przed odjazdem mówiła, że: „do zobaczenia”, że „jeszcze kiedyś tu wrócę”, „bo przecież jestem honorowym członkiem twojego stowarzyszenia”. Dwa lata później zmarła…

Koncert niczym rekolekcje

– A co najbardziej utkwiło Pani w pamięci ze spotkań z artystką?

– Jej skromność i zadowolenie. Nigdy na nic się skarżyła. W pamięci szczególnie utkwił mi koncert charytatywny w Rokietnicy. Podczas wykonywania tytułowej piosenki „Masz jeszcze mnie” Irena zeszła ze sceny i przykucnęła obok siedzącej w pierwszym rzędzie pani, na potrzeby której był ten występ. Przy niej wyśpiewała tę piosenkę. Wzruszające… Siedzący obok mnie ksiądz szepnął: „to są prawdziwe rekolekcje”. Za ten koncert chciałam Irenie jakoś szczególnie podziękować, bo był on stuprocentowo charytatywny!

Zachwycała nie tylko głosem, ale i nieprzeciętną urodą. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

– Udało się?

– Wiedziałam, że kocha wszystko co polskie, a ponieważ za kilka dni wyjeżdżała do Stanów, by z rodziną spędzić Boże Narodzenie więc „załatwiłam” u koleżanki prawdziwe „prawdziwki”. Bardzo się z tych suszonych borowików ucieszyła, bo twierdziła, że tylko polskie grzyby mają grzybowy zapach.   

– Piosenkarka została honorowym członkiem waszej „Grupy Poetyckiej”. To wyróżnienie było dla niej ważne?

– Jej mąż, pan Michał Sobolewski potwierdził, że to wyróżnienie w ich warszawskim domu wciąż jest. No cóż, to wzruszające… Widać, nasze/moje intencje zostały przez nią właściwe odczytane. Zależało mi, by za tę wielką dla nas życzliwość i hojność szczególnie ją uhonorować. Stało się to na ostatnim koncercie w 2010 r., jak na ironię losu, zatytułowanym „Powroty”, których z nią już nigdy nie będzie…  

Perfekcyjna, ciepła i skromna

– To właśnie pani, mąż artystki powierzył ważne zadanie…

– Pan Michał zadzwonił do mnie… w dniu pogrzebu mojego Taty. Dlatego umówiliśmy się na następne połączenie za kilka dni. Gdy ponownie zadzwonił i opowiedział o planie powierzenia mi redakcji książki z wierszami o Irenie byłam totalnie zaskoczona i przerażona. Musiałam mieć trochę czasu, by się z tym oswoić i przyjąć to zadanie do wykonania. Z wdzięczności za piękne wspomnienia i pamiątki związane z Ireną Jarocką, które wciąż przecież mam.

– Podczas pracy nad tomikiem „Irenie Jarockiej, Żyjąc – miłuję, miłując – istnieję” musiała pani czuć ogromną odpowiedzialność…

– To zadanie było wyjątkowe z wielu powodów. Emocje osobiste, bo odżyły wspomnienia. Wybór ograniczonej liczby tekstów do druku spośród ogromnej ich ilości, jaka została mi udostępniona, bądź którą odszukałam sama. Kontakt z autorami rozsianymi dosłownie po świecie. No i praca zdalna nad tym projektem, bo Pan Michał w Stanach, drukarnia w Szczecinie, ja w Jarosławiu. Ileż razy ja to czytałam zanim ostateczna wersja „poszła do druku” ! Tak, miałam świadomość ogromnej odpowiedzialności za to co robię – i co zrobię.

– Jaki obraz Ireny Jarockiej wyłania się z wierszy poświęconych jej osobie?

– Perfekcyjna, niezwykle ciepła i skromna – taki przyjaciel, który powinien być tu z nami… 

Grażyna Stopa z Kryształowym Motylem Ireny Jarockiej. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

Szczególny 21 stycznia

– Pani praca została doceniona Kryształowym Motylem Ireny Jarockiej. Takie wyróżnienia otrzymały wcześniej także m.in. Alicja Majewska, Wanda Kwietniewska – wokalistka zespołu Wanda i Banda czy wybitna fotosistka Renata Pajchel…

– Byłam tym wyróżnieniem bardzo zaskoczona. Dziękuję za nie – to taka perełka w moim prywatnym archiwum pamiątek ważnych i cennych.

– 21 stycznia minie dokładnie 12 lat od śmierci Ireny Jarockiej. Ten dzień jest dla Pani szczególny ?

– Jak co roku, w modlitwie z wdzięcznością wspomnę odejście kogoś, kto był mi bardzo bliski…

Rozmawiała Aneta Jamroży

Kochała swoją publiczność z wzajemnością – na zdj. podczas ostatniego koncertu w Jarosławiu. (Fot. Archiwum Grażyny Stopy)

Udostępnij

Super Nowości - Wolne Media!

Popularny dziennik w regionie. Znajdziesz tu najciekawsze, zawsze aktualne informacje z województwa podkarpackiego.

Reklama

@2008 – 2024 – supernowosci24.pl Gravamen Media sp. z o.o. Super Nowości Wszelkie prawa zastrzeżone. All Rights Reserved. Polityka prywatności Regulamin